
Niedzielny poranek. Jajko na miękko, kawa czarna jak przyszłość Europy i gazeta, która obiecuje, że dziś wreszcie przeczytamy coś mądrego. Naiwni jesteśmy jak te dzieci, które wierzą, że prezent pod choinką przynosi Święty Mikołaj, a nie zmęczona matka z paragonem w kieszeni.
Człowiek budzi się, patrzy w okno i zamiast słońca widzi Putina. Bo w Polsce nawet w prognozie pogody mamy geopolitykę: front nad Bałtykiem, niż nad Ukrainą, a u nas – tradycyjnie – burza w szklance wody między prezydentem a premierem. Bo jakby nie było wojny, to przynajmniej kłótnia o krzesło musi być. Polska polityka przypomina starą kanapę – zawsze ktoś się ukłuje w dupę sprężyną, ale nikt nie ma odwagi jej wyrzucić.
Donald Tusk – starszy pan, który zamiast emerytury w Sopocie wybrał polityczne piekło. I trzeba mu oddać, że nadal potrafi. W czasach, gdy inni mylą TikToka z syropem na kaszel, on wciąż wygląda jak jedyny dorosły na sali. Niech mu Bóg albo Mark Zuckerberg wynagrodzi cierpliwość.
A z drugiej strony – Karol Nawrocki. Prezydent, który w pierwszym tygodniu urzędowania zachowuje się jak uczeń podstawówki, co dostał lizaka i już tłumaczy innym, jak działa cała fabryka cukru. Fighter, bokser, samiec alfa. Problem w tym, że ringiem nie jest Polska, tylko cała Europa, a w narożniku zamiast trenera siedzi Donald Trump z listą amerykańskich firm, które trzeba wpuścić na nasz rynek. Wspaniale, prawda? Był Duda z długopisem, jest Nawrocki z pałką bejsbolową. Kto wie, może następny będzie z kastetem.
Ale nie dajmy się zwieść – to wszystko teatrzyk. Putin znowu przesuwa granice jak dziecko pionki na planszy, Chiny ostrzą zęby na Tajwan, a my wciąż spieramy się, czy bardziej potrzebujemy elektrowni atomowej, czy pomnika papieża w każdej gminie. Świat płonie, a my – jak zawsze – dzielimy się na tych, co boją się wiatraków, i tych, co boją się szczepionek. Polska to kraj, w którym najwięcej energii idzie na wytwarzanie strachu i pielęgnowanie głupoty. Węgiel już się kończy, ale strach mamy odnawialny.

Ludzka głupota jest jak śmierć – zawsze aktualna, zawsze dostępna i zawsze blisko. Przetrwała dinozaury, przeżyje i nas. Można ją tylko wyśmiewać, bo nic innego na nią nie działa. Niech więc każdy kolejny antyszczepionkowiec, klimatowy denialista czy polityk od siedmiu boleści wie, że trafi nie do historii, ale na mema.
Czego się więc boimy? Przyszłości, starości, wojny, śmierci? Tak. Ale nade wszystko boimy się normalności, bo ona wymaga odpowiedzialności. Lepiej żyć w chaosie, by móc powiedzieć: „to nie ja, to system”.
Dlatego kończę ten felieton z westchnieniem, popijając ostatni łyk zimnej kawy: głupota nie zginie, a śmierć i tak przyjdzie. Tyle że śmierć jest uczciwa – nie oszukuje, nie kłamie, nie udaje. A głupota? Ona zawsze ma w zanadrzu nowy pomysł, nowy projekt ustawy i nowego prezydenta.

Dodaj komentarz