
Z Facebookiem jest trochę jak z fast foodem: wiesz, że cię truje, ale i tak wracasz, bo czasem ktoś wrzuci coś śmiesznego albo ciocia Zosia zaprasza na imieniny. Tyle że ostatnio coraz częściej to nie ciocia Zosia zaprasza, tylko „Maria”, „Diana” albo „Fatima”, każda z nich ma jedną wspólną cechę: właśnie została wdową. Najczęściej bezdzietną. Z reguły chorą. Zawsze bogatą. I co najważniejsze – gotową oddać mi wszystkie swoje pieniądze. Ale najpierw – oczywiście – muszę podać numer telefonu i przejść na WhatsAppa.
Dziennie dostaję tyle zaproszeń do grona znajomych, że mógłbym z tego zrobić osobną kolumnę Excela. I tak oto co rano zaczynam dzień od blokowania. Nie zgłaszam już, nie mam siły – szkoda mojego zdrowia. Meta ma z tym bowiem tyle wspólnego co strażnik miejski z kosmosem. Zgłaszanie profilu na Facebooku to jak wrzucanie listów do studni – odzew zerowy, a echo tylko krzyczy „frajerze!”.
Dlatego dziś przyjmuję zasadę: świeży profil bez historii, zdjęć i znajomych? Migająca w głowie czerwona lampka, jak na stacji transformatorowej. Ręka sama sięga do guzika „zablokuj”. To nie akt cenzury. To instynkt samozachowawczy.
A przecież każda z tych znajomości mogłaby skończyć się ciekawie! Pani generał w dresie proponuje mi pożyczkę na bardzo korzystnych warunkach, inna pokazuje nagie zdjęcia (koniecznie trzeba kliknąć w link), kolejna sugeruje „intymne spotkanie” w moim mieście. To już nie Facebook. To „TindRUBEL” – połączenie randkowego serwisu, sklepu z kryptowalutami i programu lojalnościowego dla naciągaczy.
Ale najlepsze są te dramatyczne historie: „kocham cię, nie znam cię, ale wiem, że jesteś moją ostatnią nadzieją”. Klasyk: wdowa, mąż był generałem, ona ma rak trzustki, zostały jej trzy tygodnie życia, a konto w Szwajcarii z 2,5 mln euro nie ma właściciela. Błaga mnie, żebym „pomógł dobrze wykorzystać te środki na cele charytatywne”.
Nie wiem, co to za fundacja, ale obstawiam, że jej zarząd mieści się w barze na stacji benzynowej.
I teraz – uwaga – przechodzimy do spraw poważnych. Bo ja się śmieję, ale to wszystko jest biznes. I to nie byle jaki.
Z raportu Reutersa wynika, że 10 procent (!) przychodów brutto Facebooka pochodzi z reklam będących oszustwami. Siedem miliardów dolarów rocznie Meta zarabia na tym, że ktoś próbuje ci sprzedać podróbkę Ray-Banów, wkręcić w inwestycję życia albo wyłudzić dane karty. Co robi firma? Zamiast wyłączać takie konta – podnosi im stawki. Bo im więcej płacą, tym lepiej dla Mety. To jakby ZUS płacił premie tym, którzy najwięcej naciągną system.
Zespół ds. oszustw? Istnieje. Ale działa jak drużyna piłkarska w siódmym meczu mundialu – mają limit spraw. I nie wolno im, broń Boże, naruszyć przychodów firmy. Bo jak napisał ktoś wewnątrz Mety – oszustwa są zyskowniejsze niż rzetelność. Ostatecznie firma sama przyznała, że codziennie wyświetla 15 miliardów reklam oszustw. To nie jest margines. To model biznesowy.
Jeden z pracowników Mety zażartował kiedyś, że firma powinna wręczać nagrodę tygodnia największemu oszustowi – i tak się stało. Mają ranking wyłudzaczy! Tak, w firmie Zuckerberga celebruje się najskuteczniejszych złodziei, jakby to była gala Oscarów. Kategorie: „Najlepsze podszycie pod wdowę z Nigerii”, „Najlepszy fałszywy profil wojskowego” i „Najbardziej obiecująca platforma inwestycyjna, która nigdy nie istniała”.
Facebook nie tylko nie chroni użytkowników – on aktywnie współpracuje z naciągaczami. Jeśli raz klikniesz w oszukańczą reklamę, system wyświetli ci jeszcze więcej tego samego. Zostajesz oznaczony jako „lubiący być oszukiwanym” i już nigdy się nie uwolnisz.
A Meta? Meta klaszcze. I liczy.
To nie jest już platforma społecznościowa. To cyfrowy bazar, gdzie kieszonkowcy mają swoje konta premium. A my – ich ofiary – jesteśmy tylko mięsem reklamowym, które przynosi siedmiocyfrowe zyski.
I tak sobie myślę – może trzeba po prostu wrócić do pisania listów? Albo otworzyć okno i porozmawiać z sąsiadem. Bo przynajmniej on nie udaje wdowy po generale i nie wysyła mi linków do swoich nagich zdjęć.
Na razie – blokuję dalej. Zgłaszać już nie mam siły. Czerwona lampka się pali, a Facebook tylko dolewa do niej nafty.

Dodaj komentarz