LOSUJĄC ŻYCIE: JAK POLACY ZAMIENILI CHARAKTER NA ZDRAPKĘ

Warszawa

Zbigniew Szczypiński – socjolog, polityk, współtwórca „Solidarności” i trzeźwy obserwator polskiej duszy – napisał ostatnio w Studio Opinii tekst, który zaczyna się od wspomnienia Totolotka z 1955 roku, a kończy pytaniem o to, co zostanie z młodego pokolenia, kiedy przyjdzie czas próby. Felieton mądry, surowy i smutny. A jednocześnie – pełen cichej troski o to, czy jeszcze potrafimy być społeczeństwem, czy już tylko populacją graczy.
https://studioopinii.pl/archiwa/246302

A ja – z całym szacunkiem dla Autora – pozwolę sobie ten tekst rozwinąć. Złośliwie, ironicznie, filozoficznie. Bo temat, choć hazardowy, jest śmiertelnie poważny.

SZCZĘŚCIE PO POLSKU

Nie ma nic bardziej polskiego niż los. A właściwie – szczęśliwy los. Nasza historia to jedna wielka gra hazardowa: raz wypada wojna, raz niepodległość, raz Jan Paweł II, raz Jarosław Kaczyński. Raz „szóstka”, raz pusta zdrapka. Polacy nie planują. Polacy czekają. Bo może się trafi.

To z tej mentalności wyrósł PRL-owski Totolotek – ten pierwszy, z przypisanymi numerom dyscyplinami sportowymi. Brzmi absurdalnie, ale miało to swoją logikę. Gra nie tylko kusiła milionem, lecz także miała misję: propagować sport, edukować, oswajać obywatela z ideą wysiłku fizycznego. Dziś już nikt nie udaje, że chodzi o sport. Dziś chodzi o kasę. O szybki zysk. O jackpot.

Jak pisze Szczypiński – kiedyś milion był wszystkim. Dziś to zaledwie koszt mieszkania w Warszawie z oknem na śmietnik. Ale obietnica pozostała. A raczej: rozrosła się do granic groteski. Dziś wygrywasz nie tylko pieniądze. Możesz też trafić samochód, voucher, działkę na Marsie, albo „luksusowy tydzień w jurcie z widokiem na influencerów”.

PAŃSTWO Z OGRANICZONĄ ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ

Totalizator Sportowy nie jest już „państwowym przedsiębiorstwem”, lecz Spółką z o.o. Czyli – jak słusznie zauważa Szczypiński – państwo odcięło się nie tylko od misji, ale i od odpowiedzialności. Bierze udział w procederze, czerpie z niego zyski, ale umywa ręce. Hazard nie jest już problemem moralnym – jest „produktem”. A obywatel? Klientem.

Polskie państwo żyje z hazardu, tak samo jak żyje z akcyzy na papierosy i wódkę. To nie nowość. Nowością jest to, że hazard stał się modelem kulturowym. Obywatel przestaje być pracownikiem, obywatelem, nawet konsumentem. Staje się graczem. Życie to gra. A gra – wiadomo – wymaga szczęścia. Nie wysiłku. Nie kompetencji. Szczęścia.

HOMO PROMOCYJNY

Zbigniew Szczypiński pisze o tym, że współczesny człowiek – karmiony reklamami zdrapek, loterii, „ekstra okazji” – nie myśli już o wartościach, lecz o okazjach. To nie przesada. To obraz cywilizacji zdominowanej przez promocję.

Nowy obywatel to homo promocyjny – istota, która żyje od okazji do okazji. Szuka zniżek, bonusów, kodów rabatowych, kuponów, cashbacków. Nie planuje życia, tylko je „zdrapuje”. Nie zdobywa wiedzy – wpisuje w Google. Nie pracuje – inwestuje w NFT z biedronką. Nawet wybory polityczne traktuje jak promocję: „Zagłosuj na nas, a damy ci 800+ do ręki!”

W tym świecie wszystko staje się produktem. Patriotyzm? T-shirt z orłem. Duchowość? Apka z medytacją. Miłość? Subskrypcja na Tinderze. Prawda? No cóż – prawda to dziś tylko konkurencyjna narracja.

OBYWATEL LOSOWY

W efekcie mamy społeczeństwo, które żyje w logice losowania. Młodzi Polacy nie wierzą już, że praca popłaca. Wierzą, że coś się trafi. A jak nie – to znaczy, że los był niesprawiedliwy. Odpowiedzialność? Zero. Wysiłek? Tylko w siłowni, i to dla lajków.

Kiedy przyjdzie kryzys – wojna, pandemia, katastrofa – pytanie brzmi: czy taki obywatel zdolny będzie do poświęcenia? Czy ktoś, kto całe życie czekał na los, będzie w stanie sam podjąć decyzję? Zaryzykować? Walczyć o coś więcej niż cashback?

Obawiam się, że nie. Bo jak słusznie zauważa Szczypiński – człowiek wychowany w świecie zdrapek nie zna smaku wyrzeczenia. A społeczeństwo, które nie zna wyrzeczenia, nie przetrwa próby.

A NA KONIEC… ZDRAPKA EGZYSTENCJALNA

Nie jestem moralistą. Lubię konkursy. Czasem zagram w zdrapkę. Ale nie mogę nie zauważyć: kiedy państwo, media, reklama i kultura mówią ci codziennie „spróbuj szczęścia”, to w końcu przestajesz próbować czegokolwiek innego.

Bo po co budować charakter, skoro możesz trafić milion?

Zresztą, sam widuję takich ludzi. W tramwaju, na przystanku, w sklepie. Mają miny jakby właśnie czekali na ogłoszenie wyników kumulacji. Całe życie na pauzie. A przecież życie to nie losowanie. Życie to gra bez gwarancji wygranej. Ale z obowiązkiem udziału.

POINTA (BEZ KODU RABATOWEGO)

Zbigniew Szczypiński kończy swój felieton ostrzeżeniem: oby nie trzeba było tego wszystkiego sprawdzać w realnym życiu. Ja dodam:

Jeśli nasze społeczeństwo zamieniło się w kupon, to pytanie nie brzmi „czy”, tylko „kiedy” ktoś go zrealizuje – i po jakim kursie.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights