W niedzielne popołudnie, gdy kraj odpoczywa od politycznego jazgotu, a TVN24 łapie oddech przy sensacyjnych wieściach z Limanowej typu „Policja goni mordercę po zaroślach”, w akcie desperackiego masochizmu otworzyłem portal Krytyki Politycznej. Z nudów, z potrzeby dowartościowania się, a może dlatego, że internet w kuchni łapał tylko tę jedną stronę. Efekt? Uczucie, jakby ktoś walił mnie po potylicy makulaturą z outletu marksistowskiej propagandy.
To, co tam zastałem, nie było dziennikarstwem, lecz rodzajem lewicowej fanfikcji. Teksty przesiąknięte ideologią, tęsknotą za kolektywem i pretensją do świata, że ktoś ma więcej niż oni. Przeczytałem je z obowiązku – jak niektórzy jedzą brukselkę, żeby udowodnić, że mają charakter. Artykuły o prywatyzacji jako „legalnej kradzieży”, protestach z durszlakiem w Iranie i o Trumpie jako nowym Mojżeszu błądzącym po Twitterze.
Dla porządku: wszystkie cytaty i opisywane absurdy pochodzą z trzech tekstów opublikowanych 27 i 28 czerwca 2025 roku na stronie www.krytykapolityczna.pl – perle w koronie intelektualnej lewicy. Przeczytałem je za was. Nie dziękujcie.
Zaczynamy od dzieła Monbiota i Hutchisona (czyli superbohaterów roszczeń społecznych): „prywatyzacja to zalegalizowana kradzież”. Trudno się nie zaśmiać – to jakby napisać, że woda jest mokra. Najmocniejszy cytat: czynsz jako „podatek prywatny nakładany przez właścicieli przekraczający nakłady inwestycyjne” – czyli zrobiłeś remont i powinieneś oddać klucze? Dość osobliwa interpretacja. Przypomina to argumentację rodem ze szkoły „łapać złodzieja – trzeba tylko głośno krzyczeć”.
I dalej: odsetki to „czynsz”. Aha, czyli gdy Bank of America wysyła mi wyciąg z konta, to de facto mnie okrada? Świetna teoria – czekam na zgromadzenie narodowego żalu nad „złodziejskim” oprocentowaniem kredytów hipotecznych.
Przechodzimy do drugiego kuriozum: wywiadu o Iranie. Patos i dramat – Irańczycy protestują przeciwko kolonializmowi izraelskiemu i amerykańskiemu… stop, autor twierdzi, że to „protesty obywatelskie”. Naprawdę? W tej narracji durszlak na głowie jest esencją wolności. Z liberalnego punktu widzenia: protestować można, ale nie oznacza to jeszcze, że nie ma władzy – co najwyżej, że ktoś włożył durszlak z przekonaniem.
Lewica buduje swoją narrację na podobnych hałaśliwych detalach. Zandberg? Czarzasty? Według komentatorów „lewica żyje protestami, by móc zarzucać rządowi populizm”. A tu news – durszlak na głowie to raczej wybór stylizacyjny niż ekonomiczny.
Na koniec crème de la crème: artykuł o chrześcijańskich nacjonalistach, Boebert, Trumpie i „Projekcie Blitz”. Co to ma wspólnego z polską lewicą? Nic. Ale dzięki temu można połączyć religijny terror Trumpa z triadą „liberté, égalité, fraternité”. Przecież każdy wie, że „In God We Trust” to wyraz nihilizmu neoliberalnego. Emocjonalne szantaże i całkowite uproszczenie złożonego problemu do formy hasła z transparentu.
Podsumowując – cała strona to festiwal diagnoz tak oczywistych, że aż śmiesznych. Lewica wraca do jedynego tematu, który wydaje się rozumieć: neoliberalizm = odsetki = zło. Trochę jakby skarżyli się na własne oszczędności trzymane w SKOK-u. Serio? Nie. Ale robi dobre kliknięcia.
Najlepsze cytaty? Proszę bardzo:
„Prywatyzacja to zalegalizowana kradzież” – równie odkrywcze, co stwierdzenie, że śnieg jest zimny.
„Odsetki jako najpowszechniejsza forma czynszu” – według tej logiki każdy bank to wredny landlord.
„Demonstranci w Iranie z durszlakiem na głowie” – durszlak jako symbol rewolucji. Dziękuję, nie trzeba mi nic więcej.
Z punktu widzenia liberała (czyli mnie – przepraszam, ciebie): lewica czasem słusznie wskazuje na problem nierówności, ale robi to z taką dozą patosu, generalizacji i półprawd, że ich argumenty brzmią bardziej jak manifest członków kółka teatralnego niż jak rzetelna diagnoza ekonomiczna. Ale cóż – klikalność się zgadza!
Na zdrowie, twoja cyniczna, liberalna dusza.


Dodaj komentarz