
Jest taki żart – podobno. „Polska jest krajem, w którym trzeba mieć pozwolenie od Niemca, żeby zbudować elektrownię, a od Francuza, żeby ją wyłączyć. Reszta należy do inwestorów z kapitałem rozproszonym, czyli nikt nic nie wie i każdy doi.” Czy to przesada? Tak. Ale i tak brzmi jak streszczenie raportu GUS-u na kwasie.
Wpiszcie sobie w wyszukiwarkę: „polska firma”. Jeśli pierwsze wyniki nie należą do Orlenu, to znaczy że Google już dawno przeniósł wasz mózg do Irlandii.
KAPITAŁ TO NIE SAŁATA, NIE ROŚNIE NA PARAPECIE
Zacznijmy od podstaw. Kapitał zagraniczny w Polsce to trochę jak te amerykańskie orzechy w polskich batonach – ktoś inny je zbiera, ktoś inny nimi handluje, a my płacimy za opakowanie z napisem „domowe receptury babuni”.
W 2025 roku ponad połowa największych firm w Polsce ma centrum dowodzenia poza granicami. Oznacza to mniej więcej tyle, że nawet jeśli pracujesz w „polskiej firmie”, to o twojej premii decyduje człowiek, który nigdy nie słyszał o Ząbkach, ale zna bardzo dobrze termin „optymalizacja podatkowa”.
A co na to Niemcy? Niemcy, proszę państwa, to kraj, który potrafi robić bratwurst, motoryzację i własność. Ich gospodarka to nie jest fast food. To raczej bufet szwedzki z ochroną przy wejściu i selekcją. U nich nawet zagraniczne firmy są zarządzane przez niemieckie zarządy. U nas? U nas polskie firmy są czasem zarządzane przez Excel, czasem przez spółkę-matkę w Luksemburgu.
KIEDY ZAGRANICA PRZYJEŻDŻA ROBIĆ INNOWACJE, A KOŃCZY NA KOPIOWANIU FOLDERÓW
I teraz uwaga: polskie uczelnie, z całym szacunkiem dla profesora od semiotyki folkloru wiejskiego, nie wciągną nas do Doliny Krzemowej. Ale czy wciągną nas zagraniczne firmy? No nie bardzo.
Bo kiedy firma X otwiera w Polsce „centrum innowacji”, a potem w tym centrum robi prezentacje PowerPointa na temat nowego opakowania na chipsy, to coś tu chyba poszło nie tak. Innowacje nie dzieją się na peryferiach. One się dzieją tam, gdzie prezes mieszka, płaci podatki i wysyła dzieci do szkoły z syntetycznym trawnikiem.
A skoro mowa o podatkach…

POLSKI BIZNES PŁACI PODATKI. RESZTA PŁACI W EXCELU
InPost zapłacił 375 milionów złotych CIT. Reszta branży kurierskiej? 90 milionów, razem wzięci. Różnicę robią tzw. ceny transferowe, czyli najwspanialsze oszustwo księgowe, jakie ludzkość wynalazła od czasów „faktury na rybę w smażalni”. Bo przecież co to za różnica, że zysk powstał w Polsce, skoro teoretycznie został teleportowany do biura w Amsterdamie, gdzie jedyny pracownik to roślina doniczkowa i automat z wodą gazowaną?
CO MOŻEMY ZROBIĆ, ZANIM ORLEN KUPI WSZYSTKO?
Nie chodzi o to, żeby bić w dzwon i zrzucać się na narodowy cement. Ale warto postawić pytanie: czy nie jesteśmy krajem, który gra na własnym boisku, cudzą piłką, przy cudzym sędziowaniu, i jeszcze płaci za bilety?
Potrzebujemy więcej krajowego kapitału nie z powodu romantycznego patriotyzmu, ale z czystej kalkulacji. Bo własność to wpływ. A wpływ to możliwość decydowania, czy w tym kraju robimy rzeczy, czy tylko klikamy je na Amazonie.
Nie dajmy się zwieść korporacyjnym bajkom o „partnerstwie”. Jeśli masz 3 proc. udziałów, to twoje zdanie znaczy tyle, co „łapka w górę” pod postem na LinkedInie. Potrzebujemy więcej firm, które są zarządzane stąd, płacą tu podatki i inwestują nie tylko w reklamy, ale i w ludzi.
PODSUMOWANIE, CZYLI MORALNY BONUS DLA CZYTELNIKÓW
Nie chodzi o to, żeby nagle wypędzać zagranicznych inwestorów widłami i grać na giełdzie z Bolesławca. Chodzi o proporcje. Bo jak mawiał pewien prorok ekonomii (albo taksówkarz z Grochowa): „gość w dom, kapitał do limitu”.
Więc pytanie nie brzmi: czy chcemy zagranicznych firm. Pytanie brzmi: czy chcemy, żeby tylko one miały władzę nad tym, co jemy, czym jeździmy i czy nasze dzieci będą pracować w R&D, czy w call center obsługującym R&D w Czechach.
Bo Polska, moi drodzy, to nie tylko Orlen i pierogi. To także pytanie: czy kraj, w którym mieszkasz, ma szansę nie być tylko tanim biurem, w którym zarząd przelotem zostawia pendrive’a i znika z budżetem.
A teraz wracajcie do pracy. Albo do scrollowania. Przynajmniej tam kapitał też nie jest wasz.

Dodaj komentarz