
Proszę Państwa, oto żyjemy w czasach, w których nie cenzor z pieczątką, nie urzędnik w szarym garniturze, nawet nie partyjny aparatczyk z wąsem decyduje, co wolno, a czego nie wolno mówić. Dziś arbitrem jest algorytm. Sztuczna inteligencja, która nie odróżnia ironii od obrazy, satyry od hejtu, a felietonu od groźby wojny nuklearnej.
Napisałem tekst – zabawny, ironiczny, o pewnym panu w kaloszach. Nikomu nie ubliżałem, nikogo nie wyzywałem, tylko trochę złośliwości, trochę ironii, trochę faktów. I co? Facebook powiedział: „Nie ma, nie ma profilu, nie ma Krzysztofa”. Konto zniknęło jak Ostrołęka z map inwestycji. Tak właśnie wygląda XXI-wieczna wolność słowa: możesz mówić wszystko, byleby algorytm nie miał kaca.
Oto nowa demokracja: lajki zamiast kart wyborczych, bany zamiast debat, algorytmy zamiast konstytucji. Orwell się śmieje, bo nawet on nie przewidział, że Ministerstwo Prawdy będzie w Menlo Park, a cenzor zamiast wąsów będzie miał kod źródłowy. Kiedyś cenzor czytał tekst i się zastanawiał: „może przepuścić?”. Teraz sztuczna mądrość nie zastanawia się wcale – po prostu wali bana, bo słowo „pachan” jej się skojarzyło z niecenzuralnym wyrazem.
Więc jeśli ktoś szuka KZ Bielejew Sky (Krzysztofa Bielejewskiego) na Facebooku – nie znajdzie. Ale to nie znaczy, że zamilkłem. Przeciwnie – zapraszam na stronę www.bielejewski.waw.pl i na X: https://x.com/Krzysztof220730. Tam jeszcze algorytmy mnie tolerują, choć zapewne już ostrzą piksele na kolejne bany.
Ale cóż – skoro Facebook uznał mnie za zagrożenie dla światowej stabilności, to znaczy, że coś robię dobrze. W końcu nie każdy ma zaszczyt być usuniętym przez najpotężniejszy kod świata za felieton o chamie w kaloszach. To dopiero nobilitacja!

Dodaj komentarz