
Europa, drodzy państwo, od dawna jest jak emerytowany profesor w kapciach: może i lekko sklerotyczna, ale nadal wie, gdzie trzyma wino. W 2026 roku znowu słyszymy te same trąby apokalipsy: że Europa się kończy, że przegrała z USA, że zaraz połkną ją Chiny, a jej mieszkańcy będą wspominać euro jak bony do Pewexu. Problem w tym, że ta narracja – choć chwytliwa jak koronka na babcinej serwecie – jest głównie mitem.
MIT EUROSKLEROZY, CZYLI JAK PRZELICZYĆ FRANCUZA NA ALABAMĘ
Według autorów publicystyki z przyległościami, Europa jest przestarzała, uwięziona w przeregulowanych biurokracjach, niezdolna do innowacji, a jej największym osiągnięciem technologicznym jest to, że jeszcze działa drukarka w urzędzie. Takie porównania jak „Francja ma PKB jak Alabama” są popularne wśród tych, którzy o Alabamie wiedzą tylko tyle, że Forrest Gump stamtąd biegł.
A jednak, te mityczne różnice między Europą a USA wynikają z jednej sztuczki statystycznej: nieuwzględniania parytetu siły nabywczej. Gdy weźmiemy pod uwagę, co realnie za swoje pieniądze może kupić Europejczyk, a co Amerykanin, to okazuje się, że Europa ma się całkiem nieźle. Może nawet lepiej, jeśli brać pod uwagę to, że nikt tu nie bankrutuje przez złamany ząb i nie płaci kredytu studenckiego do emerytury.
PKB CZY ŻYCIE? EUROPA WYGRYWA W KATEGORII „CICHE LUKSUSY”
Zamiast ścigać się w tempie wzrostu jak dzieci na rolkach, Europa wybrała inny tor: dłuższe wakacje, wcześniejsze emerytury, więcej czasu wolnego. To nie lenistwo – to cywilizacyjna decyzja. I choć może francuski PKB nie rośnie jak na sterydach, to średnia długość życia Europejczyków jest o kilka lat wyższa niż u ich amerykańskich kuzynów z Ohio. Każdy dodatkowy rok życia to jak wzrost PKB o 4–5%”. To znaczy, że Francuzi nie są biedni – są po prostu długowieczni.
EUROPA BEZ CHIPÓW, ALE Z SERCEM (I POCIĄGAMI)
Oczywiście, Europa ma problem z technologią cyfrową. Silicon Valley wciąż wygrywa z Doliną Loary. Brakuje wspólnego rynku dla big techów, brakuje odwagi do kreatywnej destrukcji, a niemiecka motoryzacja zareagowała na elektromobilność z gracją nosorożca na lodzie. Brak skali, brak koordynacji, brak pasji.
Zamiast innowacji mamy integrację – ale bez iskry. Unijny raport Draghiego z 2024 roku to lista marzeń niepoparta strategią. A tymczasem Chiny już planują jak sprzedać Europie tanie auta i drogie technologie.
EUROPA POD OSTRZAŁEM: MAGA, PUTIN I SAMI SWOI
PRZERYWNIK SATYRYCZNY: ŁUK TRUMPA CZYLI POMNIK EGOTRUMFALNY
Gdzieś pomiędzy Teslą Elona Muska a wystąpieniami Kanye Westa, Donald Trump postanowił zapisać się w historii ludzkości czymś trwałym, monumentalnym i, rzecz jasna, wybitnie bezużytecznym. Otóż, planuje zbudować Łuk Triumfalny. Dla siebie. Serio. Łuk Trumpa – pomnik megalomanii, betonowy tweet, architektoniczny CAPS LOCK. Ma stanąć gdzieś pomiędzy Ambicją a Absurdalnością, najlepiej w miejscu, z którego dobrze go widać z samolotu, ale trudno dotrzeć pieszo – metafora jego prezydentury.
Wizja jest prosta: złocenia, marmur, może nawet hologramy. Może z głośników lecieć będzie „You’re fired!” na zmianę z hymnem USA. Albo po prostu jego głos powtarzający „greatest ever built, people are saying”. I tylko ciekawe, czy przejedzie przez ten łuk jak Cezar, czy może raczej jak Gruby Wujek z Florydy na melexie. Tak czy inaczej, Europa obserwuje to z politowaniem, a architekci z Paryża popłakują się ze śmiechu nad bagietką.
Jeśli Europa ma sklerozę, to raczej wywołaną stresem niż wiekiem. MAGA zza oceanu z Trumpem i jego Łukiem Triumfalnym (serio, chce to budować w 2026!) próbują rozbić Unię na państewka-klientów. Putin, jak zły egzaminator, szuka słabego ogniwa. A wewnątrz UE nie brakuje elit, które zerkają tęsknie w stronę Kremla lub Waszyngtonu, bo Unia jako wspólnota jest dla nich zbyt zobowiązująca.
UE straciła trzy swoje filary: tanie rosyjskie paliwa, bezpieczny handel światowy i gwarancje bezpieczeństwa od USA. Trump przenosi zainteresowanie do Azji, Rosja znów poluje, a Europa nadal kłóci się o ETS, Mercosur i migrację. Brzmi to trochę jak wesele bez orkiestry, ale przynajmniej są kieliszki.
POLSKA: WICEMISTRZ EUROPY W CIERPIENIU NA ŻYWO
W tym europejskim zamęcie Polska gra rolę średniowiecznego błazna z mieczem świetlnym. Rząd Tuska próbuje administrować krajem, jakby kierował domem kultury, podczas gdy Pałac Prezydencki postanowił być rezydencją obstrukcji. Karol Nawrocki, ten człowiek z podręcznika do wychowania obywatelskiego, woli walić wetami niż rozmawiać. Skutek? Państwo wygląda jak ser szwajcarski po wieczorze z dywersantami.
Służby bez głowy, sądy w dualizmie egzystencjalnym, dyplomacja na poziomie „ktoś coś mówił na lotnisku”. Nawet ambasadora w USA nie mamy – ale za to mamy pełnomocnika ds. sarkazmu.
BRAUN I INNI ZBÓJE – PRAWICA JAK Z HORRORU KLASY B
Kaczyński – dawny hegemon – dziś przypomina właściciela baru, z którego odeszli wszyscy barmani, a nowi klienci wolą siedzieć w piwnicy u Brauna. Korona i Konfederacja brunatnieją jak banan po czwartej godzinie na słońcu. Nawrocki – prezent od prezesa – wygrał wybory, ale PiS na tym nie zyskał. Przeciwnie – wyborcy uznali, że skoro radykał już w pałacu, to może czas na jeszcze większego.
Krajobraz: PiS wewnętrznie rozdzierany między „maślarzy” i „margaryniarzy”, Konfederacja stabilna, Braun wznoszony na ołtarze YouTube’a, Morawiecki w PSL-u? A czemu nie. I tylko Ziobro gdzieś cicho, jakby czekał na znak z nieba. Albo na akt łaski.
USA KOCHAJĄ NAS, JESZCZE
Ambasador USA Thomas Rose w noworocznej ekstazie repostuje Tuska, że „cała Europa powinna być jak Polska”. Czyli jak? Z wetem na każdym kroku, ale za to z najszybszym PKB w Europie i granicą szczelną jak schowek na bombonierki w PRL? Na razie USA inwestują w bazy, u nas pół miliarda dolarów. Ale jeśli Braun dostanie się do władzy, filosemicki Waszyngton może się obrazić szybciej niż gimnazjalista na TikToku.
EUROPA TRWA, A TO JUŻ COŚ
Europa nie jest chora – jest po prostu zmęczona, źle zarządzana i zbyt rozdrobniona. Ale nawet w tej formie to najlepsze miejsce do życia na świecie. Chcesz amerykańskiego PKB? Zobacz też amerykańskie długi, strzelaniny, koszty leczenia i czesnego. Chcesz chińskiej efektywności? Sprawdź też chiński nadzór, cenzurę i ranking obywatelski.
Europa to kontynent ludzi, którzy potrafią się jeszcze zatrzymać, iść do parku, zjeść croissanta, ponarzekać na inflację i… nie umrzeć od rachunku za kolonoskopię.
A NA KONIEC: WŁĄCZCIE TĘ DRUKARKĘ W BRUKSELI
Rok 2026 nie będzie łatwy. Trump z łukiem triumfalnym i MAGA-bagietką, Putin ze swoimi zombie-wojakami, UE z kłótniami o ETS i imigrantów, Polska z wojną pałacową i służbami w rozsypce. Ale Europa trwa. I to nie dzięki temu, że jest silna. Trwa, bo jest zbyt ważna, by ją rozwalać, i zbyt krucha, by ją ignorować.
Więc zanim ktoś znów powie „Europa się kończy”, niech się najpierw przejedzie tramwajem w Lizbonie, pojedzie pociągiem przez Alpy, zje śniadanie w Berlinie, kawę w Brukseli i kolację w Krakowie. A potem wróci i powie: „Cholera, jednak nie jest tak źle”.

Dodaj komentarz