DRON W KUKURYDZĘ, WIATRAK W MÓZGU I PREZYDENT W TRYBIE SAMOLOTOWYM – BIELEJEWSKI RAPORT ZE ŚWIATA, KTÓRY ZWARIOWAŁ

Warszawa

W Bielejewie, proszę państwa, co tydzień dzieją się rzeczy wielkie. Ktoś się pokłóci z żoną o kształt ziemniaka, ktoś wpadnie rowerem do rowu, ktoś inny znajdzie w pszenicy kosiarkę zaginioną od lat. Ale nawet nasze dramaty bledną przy tym, co wyprawiają wielcy świata. Dron spada w kukurydzę, Trump ogłasza pokój, Putin mówi prawdę (czyli kłamie), Zełenski łapie się za głowę, Izrael głodzi ludzi, Europa drapie się po tyłku, a nasz prezydent… siedzi. I się nie podpisuje.


POLSKA JAK GĘŚ NA EUROPEJSKIM STAWIE – ŁADNA, ALE NIKT JEJ NIE KARMI

Najpierw kwestia honorowa: Polska nie pojechała do Waszyngtonu. Konkretnie: prezydent Nawrocki nie pojechał. Bo niby mógł, ale nie chciał, a nawet jakby chciał, to nie mógł, bo nikt go nie zaprosił, a nawet jakby zaprosił, to i tak by nie pojechał, bo przecież nie ma nic do powiedzenia. Klasyka. To jak chłop na weselu, co mówi, że nie tańczy, bo go kolano boli, ale tak naprawdę boi się, że jak zrobi obrót, to znów mu się rozejdzie szew w spodniach.

I teraz cała Europa siedzi przy stole, omawia wojnę, pokój, przyszłość kontynentu, a Polska… stoi na korytarzu z papierosem i mówi: „Mi to tam wszystko jedno, ja i tak wolę siedzieć sam.”


DRON W POLU – NIECHCIANA PACZKA OD HISTORII

No i mamy jeszcze ten cud technologii – dron, co gruchnął w kukurydzę w województwie lubelskim, 100 km od Warszawy. Niby blisko cywilizacji, ale do dziś nie wiadomo, czy go Putin wysłał, Zełenski zgubił, czy może jakiś Amerykanin grał w Call of Duty na żywo. Ministerstwo mówi, że „badamy sprawę”. W Bielejewie badamy sprawy szybciej – jak coś spadnie na pole, to Zenek bierze widły i już wiadomo, czy to UFO, czy uciekinier z pobliskiej dyskoteki.

Ale u nas nie ma takich dylematów jak w Warszawie. Bo jak coś spada w kukurydzę, to nikt nie udaje, że to planowana wizyta dyplomatyczna. A tam? Cisza. Jakby ktoś chciał, żebyśmy przywykli do tego, że lata nad nami wszystko, tylko nie zdrowy rozsądek.


WIATR Z NIEMIEC, WIATR W OCZACH – WIATRAKI NASZEGO NIESZCZĘŚCIA

A teraz temat energetyczny. Rząd przyjął ustawę wiatrakową, ale prezydent Nawrocki powiedział: „A kuku, nie podpisuję!” Bo wiatraki, proszę państwa, szkodzą. Bocianom, sumieniom i prawdopodobnie jego fryzurze.

I teraz Polak ma wybór: albo siedzi w domu po ciemku, albo płaci za prąd tyle, co za wakacje w Chorwacji, ale bez morza i z oknami na śmietnik. W Bielejewie to wygląda tak: pan Heniek ma lodówkę podpiętą do roweru stacjonarnego, i jak chce zimne piwo, to pedałuje. I wiecie co? Przynajmniej coś z tego ma – nogi jak kolarz i tanie schładzanie.

Nasz prezydent woli, żebyśmy nie mieli wiatraków, bo – cytując ludzi od niego – „hałasują”. A wiadomo: hałas jest zły. Tylko czemu nikt nie zakaże dzwonów w kościołach, disco polo na wiejskich weselach i posłów gadających bzdury? One hałasują najgłośniej, a jeszcze nikt od tego nie postawił wiatraka na trawniku.


TRUMP, PUTIN, IZRAEL I INNE POSTACIE Z KOSZMARU

Tymczasem na świecie: Trump ogłasza pokój, jakby rozdawał cukierki na Halloween. Mówi: „Ja to załatwię w 24 godziny”. Tylko nie mówi co. Może wyłączy internet. Może da Putinowi Ukrainę, a Ukrainie ciasteczko. Może po prostu się obudzi i stwierdzi, że to był sen.

Putin dalej opowiada bajki dla dorosłych o „broni defensywnej” i „przyjaznym ostrzale”, Zełenski traci nadzieję i wygląda, jakby przeszedł trzy wojny i kurs coachingu u Jarosława z Żoliborza. A Izrael? Izrael mówi, że wszystko pod kontrolą, podczas gdy ludziom odcina się dostęp do jedzenia, wody i tlenu. Gdyby to był film, dostałby kategorię wiekową +45, bo nikomu poniżej nie wypada tego oglądać bez terapii.


TUSK JAK STRAŻAK Z PLASTIKOWYM HEŁMEM

A Tusk? Ten to wygląda, jakby grał w grę, w której wszystkie postaci mają debuffy. Próbuje coś budować, coś łatać, coś tłumaczyć, ale za każdym razem, gdy otworzy usta, z Pałacu Prezydenckiego wypada kolejna bomba retoryczna w stylu: „Nie będzie wiatraków, bo duch narodowy może się przeziębić”. I co z tym zrobić? Jak gasić pożar, gdy prezydent leje benzynę, bo myśli, że to woda święcona?


I NA KONIEC: BIELEJEWSKIE „A WAM TO NIE GŁUPIO?”

U nas, w Bielejewie, wszystko proste. Jak ktoś kłamie – dostaje w ucho. Jak ktoś coś zepsuje – naprawia. Jak dron spada – to się dzwoni po Kazika, co zna się na mechanice i na spiskach. A jak prąd drogi – to się robi ognisko i siedzi z rodziną. Tylko że my jesteśmy wioską. A oni mają państwo.

Więc jeśli cały świat zamienia się w kabaret, to Polska gra tam rolę pomocnika klauna, co przynosi wiaderko z konfetti, a myśli, że to bomba atomowa.

Prezydent Nawrocki? Marzył, żeby być Trumpem. Wyszedł mu Waluś z przedszkola, co bawi się w politykę z plastikową koroną i kredką zamiast podpisu.

A świat? Śmieje się. Ale śmieje się tak, jak się śmieje lekarz, gdy widzi wyniki badań i już wie, że trzeba będzie zadzwonić do rodziny.

I TYM WESOŁYM AKCENTEM ŻEGNAJMY POLITYKĘ. WRACAMY DO KISZENIA OGÓRKÓW – ONE PRZYNAJMNIEJ FERMENTUJĄ W SPOSÓB LOGICZNY.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights