Czołgi za czereśnie, a granice na kredyt

Warszawa

Pamiętacie jeszcze czasy, kiedy 2% PKB na wojsko wydawało się fanaberią? Kiedy polityk mówiący „trzeba więcej inwestować w armię” był traktowany jak kolega z piaskownicy, który przynosił własne grabki i kazał wszystkim kopać okopy? No to koniec żartów – teraz NATO wzięło łopatę i zaczęło kopać na poważnie. I to nie w piaskownicy, tylko w budżetach państw członkowskich.

Na ostatnim szczycie sojusznicy uzgodnili, że każdy ma wydawać 5% PKB na obronność. To mniej więcej tyle, ile przeciętny obywatel wydaje na uspokajacze po obejrzeniu wiadomości. Tyle że teraz zamiast psychoterapii będziemy mieć czołg w narodowych barwach. Zdrowie psychiczne? Zbyt drogie. Lepszy Leopard.

NATO – NA TO CIĘ NIE STAĆ

Sekretarz generalny NATO Mark Rutte tłumaczy: „jeśli nie zwiększymy wydatków, będziemy mówić po rosyjsku”. To ciekawe, bo większość obywateli nie mówi już w ogóle – głównie z osłupienia, ile będą musieli zapłacić za tę geopolityczną korepetycję.

Donald Trump – nieformalny ambasador Pentagonu – przyklaskuje. Bo przecież Europa ma nie tylko zbroić się, ale najlepiej kupować wszystko „Made in USA”. F-35, Abramsy, rakiety i opancerzone pończochy. W wersji premium: z certyfikatem „approved by Ivanka”.

Ameryka nie zamierza wydawać więcej. Po co, skoro Europejczycy – jak przystało na dobrze wytresowanych klientów – i tak wezmą kredyt, żeby zasilić gospodarkę Waszyngtonu.

NAUCZYCIEL NIE POTRZEBNY – BĘDZIE DRON

We Francji zbrojenia są świetnym pretekstem, by podwyższyć wiek emerytalny. Skoro mają być czołgi, to ktoś musi na nie pracować – najlepiej długo, tanio i bez gadania. W Polsce natomiast nauczyciele nie dostaną podwyżki, bo pieniądze „idą na armię”. I to w marszu, nie w paradzie.

Zamiast klasopracowni – mobilna wyrzutnia. Zamiast podwyżki – VAT na pomidory. Ochrona zdrowia? Jak mówi klasyk: „brak środków”. Ale haubice – proszę bardzo, nawet w pakiecie rodzinnym.

Wojna bowiem – jak wynika z narracji wielu rządów – nie tylko może nadejść. Ona już jest. W portfelach.

STRATEGIA KREATYWNEGO ZBROJENIA

Niektórzy kombinują. Włosi na przykład chcą zaliczyć budowę mostu do wydatków obronnych. Bo skoro po moście może przejechać czołg, to znaczy, że to inwestycja wojskowa. Logiczne. W tym tempie wszystko da się zbrojnie uzasadnić.

W Polsce też moglibyśmy tak robić. CPK? Kolej dużych prędkości? Elektrownie atomowe? No przecież strategiczne! Ale my wolimy literalne podejście: płać i płacz. I najlepiej kupuj od Amerykanów.

Bo u nas strategia narodowa brzmi: „zbroimy się za granicą, żeby nie było, że nie mamy z kim przegrać”.

PATROL Z CZEREŚNIAMI I MAGĄ

A teraz z innej beczki, czyli z beczki z napisem „Granica”. W Słubicach działa patrol obywatelski. Skład: emerytowany marynarz, czapka z napisem „Trump” i dwóch kolegów w kamizelkach odblaskowych. Miejsce: most nad Odrą. Cel: obrona Polski przed Somalijczykiem na hulajnodze.

Pan Andrzej z Mazur, samozwańczy obrońca zachodnich rubieży, je czereśnie i kontroluje przejścia graniczne przy pomocy ulotek i telefonu. Twierdzi, że Niemcy wypychają do Polski migrantów, bo u nich już miejsca brak. Granicę przekracza nielegalnie tylko logika – zresztą w jedną stronę.

W tym czasie niemiecka policja zawraca ludzi, Polska kontroluje busy, a Unia kiwa głową, udając że wszystko jest pod kontrolą. Tymczasem mieszkańcy pogranicza stoją w korkach i modlą się, żeby nie zapomnieć dowodu osobistego. Bo granica – o ironio – wróciła. I to w wielkim stylu: z rękawami zwalniającymi i funkcjonariuszem w noktowizorze.

HOŁOWNIA: „PREMIER TECHNICZNY”, CZYLI CZOŁG W CYWILU

A skoro jesteśmy przy zbrojeniach, to zajrzyjmy do polityki krajowej. Oto Szymon Hołownia – świeży, nowoczesny i rzekomo apolityczny – w nocy spotyka się z Jarosławem Kaczyńskim. Po co? Jak głoszą przecieki, żeby rozmawiać o… obaleniu rządu Tuska i stworzeniu „rządu technicznego”.

Czyli, tłumacząc z sejmowego na polski: „dajcie mi władzę, a reszta się ułoży”.

Hołownia chciał być prezydentem, premierem, a jak się nie dało, to chociaż marszałkiem na dłużej. Bo przecież nie będzie szeregowym posłem – nie po to nagrywał stories i pozował z drzewem.

Morał z tej historii jest prosty: nawet jeśli NATO planuje czołgi, polska opozycja planuje przewrót. Jeden zbrojny, drugi gabinetowy – ale oba równie kosztowne.

OBYWATELU, WYTRZYMAJ

Wszystko to razem tworzy niezwykły krajobraz 2025 roku: Europa zbroi się jakby jutro miała wybuchnąć III wojna światowa, Polska kontroluje busy i mosty, a mieszkańcy Słubic rozpoznają patriotów po czapce i banerze.

Budżety rosną, deficyty też. Korki na granicach, puste portfele, niepokój w sercach. A politycy? Jak zwykle spierają się, kto komu ukradł mikrofon, a kto komu zdradził premiera.

I tylko pan Andrzej nadal stoi na moście. W czapce MAGA, z czereśniami w ręku. Bo ktoś tu jeszcze wierzy, że można uratować Polskę. Albo przynajmniej zatrzymać ją w miejscu, zanim dojedzie czołg.

Bo dziś każdy kraj chce być jak NATO: silny, czujny i najlepiej – na cudzy rachunek.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights