
W teorii jest nieźle: minister finansów pokazuje tabelki, cyferki układają się w schludne kolumny, a deficyt 271,7 mld zł wygląda jak porcelanowy słonik – duży, ale stoi stabilnie na półce. Problem w tym, że po salonie chodzi jegomość z młotkiem i napisem „WETO”, który co chwila przystawia słonikowi ogień pod ogon, żeby zobaczyć, czy porcelana pęknie. Tak, Karol „Bokser z Zapalniczką” Nawrocki znów ma chętkę, by pouczyć rząd, jak się rządzi – najlepiej poprzez wetowanie wszystkiego, co nie pasuje do jego selfie.
CYFROWE KWIATKI I PAPIEROWA GRANICA
Deficyt 271,7 mld zł to – licząc na chłopski rozum – około 744 mln zł dziennie. Brzmi jak kosmos? Oczywiście. Ale kosmos jest większy: wojna Putina pożera równowartość 2,14 mld zł dziennie. Dlatego polskie finansowe napięcie przypomina spacer po linie nad przepaścią – balansujemy, ale wieje. I właśnie tu wkracza prezydent z pomysłem na „W” jak „wetuję, bo mogę”.
Rząd przyjmuje budżet, wpisuje dodatkowe dochody z podatków (tak, te – „na waciki”, jak żartują kinomani od „Kilera”), a prezydent z rozbrajającą miną zapowiada, że i te waciki skasuje. Kłopot w tym, że na linie nad przepaścią nie ma czegoś takiego jak „drobne”. Jeden nieostrożny ruch i nagle robi się Mordor, a nie komedia romantyczna.
PREZYDENT OD LEKCJI, KTÓRY SAM Z MATMY UCIEKŁ
Nawrocki w roli belfra od finansów zachowuje się jak chłopak, który nie zdał matury, ale wszystkim chętnie wpisuje jedynki. Uczy Domańskiego, jak liczyć, i poucza rząd, jak „powinno być”. Przy czym owa nauka sprowadza się do: mniej wpływów, więcej fajerwerków, a najlepiej wszystko podpalić i powiedzieć, że „to przez Tuska”.
Donald Tusk, wbrew temu programowi „Zapalniczka+”, robi swoje – spokojnie sprowadza delikwenta na ziemię. Tylko z bokserem nigdy nie wiadomo, kiedy i co mu odbije. Zwłaszcza gdy po drugiej stronie Atlantyku siedzi Trump – człowiek, który sam ogłasza, że zakończył siedem wojen i czeka na Nobla, chociaż bardziej przypomina kierownika budowy, który liczy dźwigi jako dowód postępu cywilizacji. Nawrocki zaś z tym panem chętnie stanąłby w konkursie na większe ego i mniejszy rozsądek. Niepokojąco wyrównany pojedynek.
PUŁAPKA NA NASTĘPNYCH I TEST NA DOROSŁOŚĆ
Ekonomiści ostrzegają: kolejny rząd może wpaść w pułapkę. I mają rację – bo jeśli dziś budżet jest rozmontowywany w imię politycznej zabawy w weto, jutro będzie trzeba go składać zapałkami i śliną. Ministerstwo Sprawiedliwości tymczasem szykuje „test dla prezydenta” w sprawie sędziów. Dobrze. Ktoś musi wreszcie sprawdzić, czy głowa państwa rozumie, że państwo prawa to nie jest ring, na którym wygrywa ten, kto głośniej krzyczy „moja racja jest mojsza”.
JASZCZUR, KIBOLE I LUD Z POLITYCZNEJ WYOBRAŹNI
W tle słychać skandowanie stadionowych trybun. Kolejne kłopoty „Jaszczura” – sztandarowego antysystemowca – to przypomnienie, że z romantyzowania chuliganerii jeszcze nikt nie zbudował dobrobytu. Kibol nie staje się „solą tej ziemi”, gdy dostanie flagę i orzełka; pozostaje kibolem z bejsbolem. A prezydencka reżyserka marzy, by taki tłum stał za plecami w każdej budżetowej scence. Bo tłum ma krzyczeć, nie pytać o tabelki.
ŚWIAT SPOZA BAŃKI: GANGES, RAFINERIE I WIELKA PŁYTA
Pies brodzący po kolana w wodzie w zalanej Varanasi mówi o świecie więcej niż pół debaty sejmowej. Klimat właśnie wystawia rachunki i będzie je wystawiał częściej. Budżety państw – także nasz – muszą uwzględniać nie „czy”, tylko „kiedy” i „ile” na ochronę przed chaosem pogodowym.
Gdzie indziej płoną rosyjskie rafinerie – czasy są, delikatnie mówiąc, zapalne. Kto tego nie rozumie, ten myśli, że państwo można prowadzić jak grilla: trochę ognia, więcej dymu, a jak się przypali, to się zrzuci na kucharza.
A Niemcy? Trzeźwo rozważają powrót do „wielkiej płyty”, bo mieszkania są potrzebne tu i teraz. Pragmatyzm zamiast poematu. My też mogliśmy byśmy mieć „Wielką Płytę 2.0”: tanie, energooszczędne, z zielonymi dachami i żłobkiem na parterze. Tylko zamiast kalkulatora znowu słyszymy „W” jak weto.
A zrabowane przez nazistów dzieła sztuki odnajdują się w Argentynie – historia wraca jak bumerang, żeby przypomnieć, że kradzione piękno kiedyś domaga się zwrotu. Oby tak samo wróciła elementarna uczciwość fiskalna.
EMERYTOM SIĘ NALEŻY – ALE PRAWDA TEŻ
Święczkowski znów macha emerytom przed oczami 1200 zł podwyżki, jakby rozdawał cukierki z cudzej kieszeni. Tyle że budżet to nie paczka Michałków, tylko instrukcja bezpieczeństwa lotów. Jeśli pilot (rząd) mówi: „Zapinamy pasy, będzie turbulencja”, a pasażer z pierwszego rzędu (prezydent) krzyczy: „Wyciągamy pasy i robimy salto!”, to nie jest troska o komfort. To sabotaż.
PUNKT DNIA: JAK WYJŚCIE Z BAJKI
Dziś kluczowe pytanie brzmi: czy budżet sponsoruje literka „W” jak weto, czy „W” jak wspólnota? Wspólnota to żłobki, mieszkania, zdrowie, stabilne podatki i przewidywalność. Weto to krótkie fajerwerki i długi smród.
Dlatego tak: trzymajmy kciuki za matematykę Domańskiego, za cierpliwą robotę Tuska, za sędziów, którzy nie uciekną przed testem i za opozycję, która nauczy się mówić coś więcej niż „nie, bo nie”. I pilnujmy, by prezydencka zapalniczka służyła wyłącznie do odpalenia świeczki na torcie niepodległości – nie do podpalania państwowych papierów.
Bo Polska nie jest grillem. Polska jest kuchnią, w której trzeba gotować dla 38 milionów ludzi. A kucharz zapałkami to nie jest show, to jest pożar.

Dodaj komentarz