ATOMÓWKI, ORANŻERIE I BRYDŻ W KEBABIE – CZYLI JAK POLSKA STAŁA SIĘ MEMEM

Warszawa

Niech mnie neutrony ścisną, ale Polska znów wstała z kolan – tym razem po to, by uderzyć głową w kant rozumu. Nad Wisłą rozbrzmiewa nie dźwięk marszałkowskiego gongu, lecz rechot historii, która nie tyle się powtarza, co robi sobie z nas regularny roast.

Zacznijmy od apokalipsy, bo czemu nie. Atomowy grzyb unosi się nie tylko nad Hiroszimą, ale i nad zdrowym rozsądkiem. „Czy Polska też będzie miała swoją bombkę?” – pytają eksperci. Cóż, mając polityków o mentalności przedszkolnej i temperamentach wulkanicznych, bomba w rękach tej ekipy to jak podanie miotacza ognia dzieciom w dmuchanym zamku. Ktoś powie: „Ale przecież to tylko strategia odstraszania!”. A ja powiem: „Ależ my się już dawno odstraszyliśmy – od inwestycji w edukację, klimat, zdrowie, logikę…”

Tymczasem w kraju, gdzie jeszcze niedawno fundusz europejski kojarzył się z asfaltowaniem dziur po PRL-u, dziś funduje się jachty w pizzerii, solaria w kebabie i oranżerie dla zmęczonych klopsików. A wszystko to pod szyldem KPO, czyli Kreatywne Przekręty Obywateli. Nawet alpaki się załapały, bo jak wiadomo – bez alpak Polska się nie odbuduje. Te zwierzęta widocznie pełnią ważną funkcję w strategii bezpieczeństwa narodowego. Może to one miałyby uciekać z bombą atomową, gdyby ta wybuchła?

Ale spokojnie. Karol Nawrocki, nowy prezydent, już czuwa. Człowiek, który wygląda jakby właśnie wyszedł z castingu na młodego Radziwiłła i dostał rolę w kiepskim serialu politycznym. Występuje wszędzie, mówi nic, ale za to z miną, jakby właśnie dokonał odkrycia, że woda jest mokra. Jego orędzie przed Zgromadzeniem Narodowym to był performance godny wieczorku autorskiego w sanatorium. Nawrocki zapowiada wielkie rzeczy, w stylu CPK 2.0 – czyli lotnisko większe niż potrzeby narodu i pociągi szybsze niż decyzje PiS-u o wycofywaniu się z błędów (czyli żadne).

Nawrocki ma „mandat” – krzyczą z prawa. Tak, mandat. Taki co się go wiesza na szyję jak identyfikator do klubu dyskusyjnego o smaku wódki z oranżadą. Bo wygrywać różnicą 370 tysięcy głosów w kraju, w którym tylu ludzi zagłosowało, że sejmowa urna ma dzisiaj PTSD, to jak wygrać zawody sumo w kategorii dziecięcej, ważąc dwa kilo więcej niż reszta. Gratulacje, Karol. I jak tam ta ustawa o VAT? A nie, sorry, jeszcze nie teraz. Prezydent chyba się zagapił, patrząc na meblościankę w Belwederze i szukając inspiracji do napisania własnej konstytucji.

A gdzie w tym wszystkim Jarosław Kaczyński? On już tylko siedzi na swojej katedrze z kotów, jak zblazowany Gandalf w objęciach swojego ostatniego politycznego fantasy. Właściwie to nie rządzi, nie steruje, tylko mruczy złowieszczo z kąta i raz na jakiś czas wypuszcza na Polskę nowe wcielenie Jarosława z innego uniwersum. Obecnie mamy wersję „Obrażony Dziad, który nadal wszystko wie, ale nie ma komu powiedzieć, bo wszyscy są idiotami (oprócz jego kota)”.

A Tusk? On teraz wygląda, jakby ciągle pytał: „Czy to się jeszcze da odkręcić, czy to już czas, by kupić działkę w Portugalii?” Bo jak się okazuje – odblokować KPO to jedno, a przypilnować, żeby nie poszło na mobilne ekspresy do kawy w domku z piernika – to zupełnie inna bajka. Jakoś nikt nie wpadł na to, że może lepiej byłoby dać te środki na edukację. Ale po co, skoro możemy mieć symulator do nauki brydża dla pizzerii w Hrubieszowie.

Podsumowując ten piątkowy cyrk narodowy: atomówki straszą z zagranicy, oranżerie wyrastają w kebabach, a prezydent nie wie, co podpisuje, ale robi to z gracją manekina z wystawy patriotycznej. Polska znów pokazuje światu, że da się jednocześnie być państwem członkowskim UE, memem i sitcomem o średnim budżecie.

I wiecie co? Trochę nam współczuję. Ale tylko trochę. Resztę współczucia rezerwuję dla tych alpak. One przecież niczemu nie są winne.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights