Tańce na zgliszczach: jak Kamiński i Bielan podpalili koalicję, a reszta politycznej menagerii wzięła fotel i popcorn

Warszawa

Poranek, czwartek, Polska. W radiu jazz, w filiżance kawa, a w polityce – bajzel tak gęsty, że można go kroić tasakiem do rzezi świń. Jeśli ktoś sądził, że po 2023 polityczna Polska się trochę uspokoi, to serdecznie witamy w sezonie 2025, odcinek: „Zamach na logikę i koalicję, z udziałem Hołowni, Bielana, Kamińskiego i cienia Kaczyńskiego”.

ŚCIĄGA DLA SPOŹNIONYCH:

Adam Bielan – spin doktor o twarzy wiecznego ucznia, który został zbyt długo na korytarzu i teraz uważa się za dyrektora szkoły.
Michał Kamiński – polityczny transformers. W wersji podstawowej: prawicowiec z ZChN-u, w trybie turbo: liberał z PSL.
Donald Tusk – człowiek, który zamiast odpoczywać w Brukseli, postanowił zostać z powrotem kierownikiem tej tonącej łajby i teraz łowi szczury w piwnicy.
Szymon Hołownia – Marszałek, który spotyka się z Kaczyńskim w nocy, jakby to był Tinder tylko dla ludzi z polityczną amnezją.
Karol Nawrocki – prezydent „z wyboru”, czyli z łaski Izby o statusie mniej legalnym niż urodziny Putina w UE.
Jarosław Kaczyński – stary lis, który nadal rozdaje karty, choć większość już podarł.
Donald Trump – mówi o pokoju, więc gdzieś właśnie płonie magazyn ONZ.
Beniamin Netanjahu – wciąż premier Izraela, człowiek tak zajęty wojną, że zdążył nominować Trumpa do Nobla między jednym bombardowaniem a drugim.

BIELAN I KAMIŃSKI, CZYLI STRAŻACY Z BENZYNĄ

W politycznych kuluarach znowu zapachniało spiskiem. Bielan i Kamiński, ci dwaj mistrzowie spinowania, którym kiedyś udało się wylansować Lecha Kaczyńskiego na prezydenta, dziś znów robią to, co wychodzi im najlepiej – podpalają. Tym razem jednak nie ognisko patriotyzmu, tylko koalicję 15 października.

Najpierw był Hołownia – chłopiec z misją, który chciał rozmawiać z każdym. Efekt? Nocne schadzki z Kaczyńskim w mieszkaniu Bielana, jakby scenariusz pisał scenarzysta brazylijskiej telenoweli, tylko zapomniał dodać, że to serial polityczny, nie erotyczny thriller. Kamiński, choć formalnie wciąż wicemarszałek z PSL, pojawił się tam jak błąd systemowy, który ktoś zaakceptował przy instalacji.

Oni obaj, niczym duet pirotechników na dopalaczach, rozstawili laski dynamitu, zakleili wszystko taśmą „Tusk musi odejść” i teraz siedzą pod balkonem, czekając, aż wszystko eksploduje. Niektórzy mówią, że robią to po to, by Tusk się wykrwawił, a inni – że chcą go po prostu zamęczyć tą całą karuzelą zdrad, podszeptów i Hołowni.

TUSK PRZY STOLE, RESZTA PRZY RUSZCIE

A Donald Tusk? Cóż. Tusk siedzi spokojnie, popija herbatkę i patrzy, jak mu się rząd dymi. Jego strategia? Nie ruszać się z miejsca. Działa z zimną krwią, która doprowadza do szału wszystkich tych, którzy liczyli na jego szybki emocjonalny upadek. Premier nie komentuje nocnych eskapad Hołowni, bo wie, że każde słowo tylko podsyci płomień. Tusk nie krzyczy. Tusk notuje. I zapewne zapisuje sobie w kalendarzyku, komu nie kupić prezentu na Wigilię.

HOŁOWNIA CZYLI JUDASZ Z WŁASNYM BLOGIEM

Szymon Hołownia – w roli samospalającego się polityka. Jego tłumaczenia o „rozmowie z opozycją”, „misji marszałka” i „miejscu, które trzeba było wybrać lepiej” brzmią, jakby ktoś próbował usprawiedliwić wycieczkę do McDonalda argumentem o badaniu rynku żywieniowego. Publiczność nie kupiła. Sondaże nie kupiły. Nawet własna partia kupiła popcorn i patrzy z boku.

KAMIŃSKI – BŁĘKITNY DŻIN Z LAMPY KACZYŃSKIEGO

Kamiński tymczasem podrzuca co kilka dni nową wersję rzeczywistości. Raz atakuje Tuska, raz przytula Hołownię, raz tęskni za Lechem Kaczyńskim, a potem mówi, że Tusk to zagrożenie większe niż smog w Krakowie. Chce nowego lidera, najlepiej Sikorskiego, czyli jedynego polityka w Polsce, którego ego można zobaczyć z orbity.

Kamiński to polityczny kostium – w środku niewiadomo co, ale na zewnątrz wygląda jak coś z programu Tomasza Lisa z 2007 roku.

KACZYŃSKI WCIĄŻ CIĄGNIE SZNURKI

Jarosław Kaczyński – jak zawsze, nieobecny ciałem, obecny wpływem. Spotkał się z Hołownią, wrócił do swojej nory i czeka. Jego projekt ustawy o zakazie wjazdu ludzi z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej przypomina listę życzeń napisaną przez Internetowego Trolla Roku. To już nawet nie jest polityka, to folklor z krzyżem celtyckim i hasłem „kiedyś to było”.

KAROL NAWROCKI – PREZYDENT Z TIKTOKA

A w tym wszystkim pojawia się jeszcze Karol Nawrocki – prezydent „trochę jakby, ale nie do końca”. Orzeczenie o ważności wyborów wydała Izba Sądu Najwyższego, której legalność podważa Trybunał w Strasburgu, TSUE, i najpewniej też sąsiedzi z bloku. Nawrocki więc nie tyle obejmuje urząd, co „tymczasowo sobie siedzi na fotelu”. Może i podpisze ustawy, ale czy zostaną one kiedyś uznane? Zobaczymy. Na razie pełni funkcję głównie ozdobną, jak złota rama wokół krzywego lustra.

TRUMP I NETANJAHU – KABARET NA FRONCIE

Tymczasem za oceanem Donald Trump, duch Świętego Chaosu, opowiada, że zawieszenie broni w Strefie Gazy jest „bliskie”, bo przecież nic tak nie buduje pokoju jak ogłoszenie rozejmu przez człowieka, który o dyplomacji wie tyle, co gołąb o fizyce kwantowej.

Beniamin Netanjahu, który zdążył już przejść przez pięć kryzysów rządowych, trzy wojny i dwie konferencje prasowe z mapą bombardowań, właśnie wręczył Trumpowi nominację do Pokojowej Nagrody Nobla. Jeśli to nie ironia historii, to już nie wiem, co nią jest. Nobel dla Trumpa za pokój to jak Oscar dla Mariusza Pudzianowskiego za rolę baletnicy.

KONIEC? NIE. ZAPISZ W KALENDARZU: 2027

Wszystko to razem tworzy obrazek, który nawet Salvador Dalí by wyrzucił do kosza jako zbyt absurdalny. Koalicja rządowa dymi, opozycja się cieszy, Hołownia gubi buty, a Tusk – jak rasowy hodowca chaosu – po prostu czeka, aż jego przeciwnicy sami się uduszą własnym dymem. Kamiński pisze sequel do książki „Koniec PiS-u”, tym razem zatytułowany „Koniec Tuska”, chociaż jego poprzednia powieść miała więcej fikcji niż saga o Harrym Potterze.

Czy do 2027 przetrwa koalicja? Czy Tusk dotrwa do wyborów? Czy Bielan powie kiedyś coś mądrego? Czy Trump dostanie Nobla od Netanjahu i order uśmiechu od Kaczyńskiego?

Nie wiem. Ale jedno wiem na pewno: polityka w Polsce to nie teatr. To cyrk z trzema arenami, w którym wszyscy są klaunami, a Tusk – jedynym, który wie, gdzie są wyjścia ewakuacyjne.

Na zdrowie.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights