Zgryz w pałacu i noce w bielanowie – polityczny „Love island” 2025

Warszawa

Witajcie w Polsce – kraju, w którym scenariusze pisze sam Franz Kafka, a reżyseruje kabaret „Pod Egidą”, tylko że nikt już się nie śmieje, bo aktorzy są na etatach w Sejmie. Przykład? Proszę bardzo. Oto marszałek Hołownia – człowiek, który chciał być sumieniem narodu, a skończył jako konsultant do spraw cichych nocnych schadzek z Adamem Bielanem i Jarosławem Kaczyńskim. W tle pojawia się Michał Kamiński z PSL – wieczny tapir polskiej polityki, który jest zawsze tam, gdzie akurat nie trzeba.

I co mówi nam Szymon? Że „to nic nadzwyczajnego”, bo „dialog między obozami jest konieczny”. No pewnie. Bo jak polityk spotyka się w tajemnicy z architektami upadku sądów i praworządności, to nie jest zdrada zaufania – to „wymiana poglądów”. Może jeszcze załóżmy grupę na WhatsAppie: „Zamach stanu – tylko dyskusje”.

A teraz – pan prezydent Andrzej Duda. Człowiek, który kończy swoją kadencję z gracją spóźnionego ucznia, który nie zrobił zadania, ale za to przyniósł ciasto. W tym tygodniu wręczył Srebrne Krzyże Zasługi dwóm byłym propagandystom z TVPiS. Za „osiągnięcia dziennikarskie”. Owszem – jeśli za osiągnięcie uznać wyprodukowanie tylu paszkwili, że można by nimi wykleić całe województwo lubelskie.

Maszenda i Tulicki – duet, który w normalnym kraju dostawałby pisma z sądu, a nie odznaczenia. Ale cóż – Duda nigdy nie miał problemu z rozdawaniem zasług, nawet jeśli nie było komu za nie dziękować. Ostatnio nawet przepraszał funkcjonariuszy Straży Granicznej za „chamskich i bezczelnych rodaków”. Oczywiście nie miał na myśli tych z Bąkiewiczem na czele – ci przecież „pomagają”.

Na tym tle Donald Tusk wygląda jak ostatni racjonalny dorosły w przedszkolu polityki. Mówi jasno: „Utrzymanie koalicji jest trudne, ale możliwe”. I nie rzuca talerzem, nie płacze, nie znika na tajne rozmowy o północy. Po prostu robi swoje. W świecie, w którym każdy inny lider polityczny zamienił się w pajaca, Tusk przypomina, że można jeszcze być premierem, a nie bohaterem telenoweli.

Za oceanem, oczywiście, Donald Trump. Wersja Putina dla ubogich – tylko bez planu i z fryzurą z Lego. Trump właśnie zastanawia się, czy przekazać Ukrainie systemy Patriot, podczas gdy ten kraj dosłownie wykrwawia się pod rosyjskim ogniem. Tak, dobrze czytacie – Ukraina płonie, a Trump rozważa, czy to mu się „opłaca”. Jakby był menedżerem w Biedronce, a nie liderem wolnego świata. Kiedy Zełenski błaga o broń, Trump mówi: „Zobaczymy, zależy, co dostanę w zamian”. Bo empatia nie mieści się w jego budżecie. Zmieściły się za to nowe podatki na import, cięcia wydatków socjalnych i 150 miliardów dolarów ekstra na obronność – bo przecież najłatwiej budować pokój, dokładając do zbrojeniówek.

Putin z kolei – ten sam staruszek na tronie z trupów – kontynuuje swoją „specjalną operację wojenną”, a Ukraińcy znowu uderzają dronami w rosyjskie lotnisko w Borisoglebsku. Kreml twierdzi, że „woleliby dyplomatyczne rozwiązania”. To jakby Hannibal Lecter napisał list otwarty do wegetarian.

A u nas? Czarzasty chce łączyć ministerstwa, Kosiniak strzela selfie z kredensu, Hołownia robi pogadanki z przeciwnikami demokracji, a Nawrocki – człowiek, którego prezydentura zacznie się od Google’a i Wikipedii – czeka, aż ktoś wreszcie powie mu, co robić.

I w tym wszystkim tylko Tusk, zmęczony, ale przytomny, próbuje jeszcze trzymać ster, chociaż kadłub przecieka, a załoga urządza bal maskowy z bełkotem w tle. A wyborcy? Siedzą, jedzą popcorn i pytają: „Czy to już koniec?”. Nie. To dopiero drugi sezon.

Ale spokojnie. Kiedyś ta telenowela się skończy. I oby nie happy endem dla tych, którzy po nocach spiskują w Bielanowie.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights