
W Polsce wrze, ale to przecież nasz stan naturalny. Coś jak smog w Krakowie albo korek na Zakopiance. Demokracja? Raczej demo-lukracja, czyli show dla naiwnych. Nawrocki walczy o tytuł naczelnego inkwizytora, Duda znów zgubił gdzieś konstytucję, Kaczyński odgrywa rolę starego proroka z tabletem, a Braun, Mentzen, Bosak i Bąkiewicz straszą nas nie tylko słowem, ale i spojrzeniem. Ich program polityczny? Chaos, krzyk i kabaret. A lud to kupuje. Przodują w sondażach, bo przecież nic tak nie porywa serc jak nonsens w garniturze. Tymczasem koalicja się żre jak wesz z pluskwą, Tusk usiłuje sklejać szkiełko i oko, a Bodnar, cóż… walczy werbalnie. Czyli mówi. Lepiej to niż milczeć, chociaż niektórym i to by się przydało.
Ale skoro lokalny teatr absurdu mamy obcykany, czas spojrzeć szerzej, bo świat też gra swoją farsę. Zaczniemy od Brukseli, gdzie Ursula von der Leyen szykuje się do występu życia: wotum nieufności. Tak, po raz pierwszy od 2014 roku szef Komisji Europejskiej ma zostać publicznie przeczołgana. Parlament ma zamiar pogrozić palcem – symbolicznie, rzecz jasna – bo i tak wiadomo, że żadnej rewolucji nie będzie. Ale jakże pięknie się patrzy, gdy europejscy politycy bawią się w świętych oburzonych.
Powód? Małe flirty z Pfizerem w czasach pandemii. Trochę sms-ów z dyrektorem, trochę tajemnic, dużo oburzenia. Skrajna prawica postanowiła, że teraz z Ursuli zrobi Drakulę z aptekarską fiolką. 72 podpisy pod wnioskiem udało się zebrać, więc teraz Strasburg zamieni się w scenę do egzorcyzmów – gdzie nikt nie wierzy w diabła, ale każdy chce być papieżem.
Tymczasem za oceanem USA robią to, co wychodzi im najlepiej: grają w „od teraz już naprawdę ostatnia pomoc dla Ukrainy”. Pentagon wstrzymał dostawy broni – nie dlatego, że Ukraina jej nie potrzebuje, ale bo im się kończą zapasy. Prawda jest jednak taka, że polityka Donalda Trumpa woli flirt z Putinem od kosztownej lojalności wobec Kijowa. Ukraina apeluje, błaga, ostrzega, że Rosja tylko na to czeka. No i czeka. I klaszcze. A amerykańscy urzędnicy tłumaczą, że muszą najpierw zadbać o interes USA. Czyli niech sobie Europa radzi sama, ewentualnie z pomocą Twittera.
NATO z kolei przechodzi terapię rodzinną. Mark Rutte znalazł złoty klucz do serca Trumpa: wystarczy mówić do niego „tato”. Szczyt NATO odbył się bez większych skandali, bo nikt nie zaryzykował wspomnienia o pieniądzach. Zamiast tego – pochwały, komplementy, gofry. Trump był zachwycony. Nawet pochwalił NATO, co było jak chwila ciszy na weselu disco polo. Ukraina? Ledwo wspomniana. Zobowiązania? Wygładzone. Priorytety? Zadowolić Trumpa, by nie zrobił sceny. Udało się. Na razie.
W Gazie ogłoszono zawieszenie broni. Izrael mówi, że się zgadza. Trump mówi, że jest dumny. Hamas milczy. Świat się łudzi, że 60 dni to wystarczy, by zło naprawić i ludzi pogodzić. Ale historia Bliskiego Wschodu mówi jasno: jak się kończy jedna umowa, zaczyna się druga wojna.
Francja, w międzyczasie, staje się ziemią obiecaną dla amerykańskich naukowców, którzy mają dość MAGA-turbacji w USA. Uniwersytet Aix-Marseille otwiera drzwi dla „naukowych uchodźców” – ludzi, którzy chcą badać, a nie modlić się o granty. Do Marsylii zjeżdżają doktoranci i profesorowie jak bociany z doktoratem – i zamiast klimatu politycznego, wybierają śródziemnomorski.
No i klimat. W Europie trwa gotowanie à la carte. Bruksela dyskutuje o tym, czy to dobry moment na nowe cele klimatyczne na 2040. Na zewnątrz 40 stopni, ale w klimatyzowanym Berlaymont gorące głowy chłodzą głupie pomysły. Fale upałów zabijają, a Komisja Europejska zastanawia się, czy może lepiej nie denerwować wyborców. Niech się smażą, ale w ciszy.
Włochy płoną, Grecja ewakuuje, Hiszpania bije rekordy temperatury, a WHO rozsyła zalecenia w stylu „pij wodę i trzymaj się cienia”. Świetnie. Może jeszcze krem z filtrem dostaniemy z funduszu odbudowy.
A Putin? On wchodzi nowym wejściem. Zamiast czołgów wysyła boty. W Rumunii niemal udało mu się przeforsować prorosyjskiego prezydenta za pomocą manipulacji w mediach społecznościowych. Na szczęście demokracja, ta staruszka o słabym sercu, jeszcze się nie przewróciła. Ale słania się na nogach.
Podsumowując: głupota polityczna to globalna specjalność. Europa pali się od temperatury i wewnętrznych konfliktów. Ameryka bawi się w dyplomatyczną schizofrenię. Rosja udaje, że walczy o pokój, a Bliski Wschód ma kolejne zawieszenie broni do kalendarza. Świat nie idzie na psy. On już tam dotarł i próbuje z nimi negocjować traktat.
Witamy w 2025. Gdyby nie było tak żałośnie, byłoby śmiesznie. Ale może śmiech to jedyne, co nam jeszcze zostało.

Dodaj komentarz