Mundury, mięso i męczennicy: polityczny 'festyn graniczny’

Warszawa

Mundury, mięso i męczennicy: polityczny 'festyn graniczny’

Jak wszyscy wiemy, polityczne wakacje w Polsce to nie czas na leżak, tylko czas na łopatę. A raczej: grabie. Grabienie tematów, emocji i głosów. Granica znów stała się tym, czym jest zawsze w tej krainie intelektualnej tandety – wielkim planszowym polem bitwy dla ambitnych strategów z IQ kieszonkowego kalkulatora.

Oto Ruch Obrony Granic pod dowództwem narodowego cosplayowca Roberta Bąkiewicza radośnie paraduje w kamizelkach, jakby gonił gumowe pontony z gry planszowej. Dzielni obrońcy narodowej trawy spod Szczecina, kręcący filmiki o tym, jak heroicznie patrzą przez lornetki w kierunku Niemiec, które prawdopodobnie planują inwazję za pomocą rowerzystów i wegańskich kiełbasek.

Mariusz Błaszczak przestawił celowniki ze zbiorów etnograficznych i oznajmił, że Bąkiewicz to polski patriota. W tej logice Grzegorz Braun jest papieżem. Wicepapieżem. Zresztą prezydent elekt Karol Nawrocki też wyraził pełne poparcie. Nic dziwnego. Facet obejmie urząd dzięki Izbie Kontroli Nadzwyczajnej, czyli grupie sędziowskiej rekonstrukcji historycznej. Teraz, jak przystało na człowieka bez zaplecza, ale z planem – ogłasza ofensywę ustawową, która w skrócie brzmi: „Niech rząd się tłumaczy, że nie chce moich genialnych pomysłów”.

Sąd Najwyższy orzekł, że wszystko było w porządku, przy trzech zdaniach odrębnych i jednym kręceniu nosem Bodnara, który powoli zamienia się w smutnego DJ-a na weselu konstytucji. Zagra jeszcze jeden kawałek, ale wie, że sala jest już pełna wujków tańczących „Murem za Bąkiewiczem”. I choć zdania odrębne brzmią jak akt oskarżenia, pan sędzia Wiak (prezes tej nieco pokracznej izby) powiedział, że nic nie szkodzi, bo przecież nikt się nie przewrócił przy urnie.

Tymczasem PSL złożył sam sobie wiązankę – wypowiedzi Kosiniaka-Kamysza o „polskiej ziemi” brzmią jak dialog z kiepskiego westernu. I to tego, który nie dostał dotacji z PISF. Partia chce być „konserwatywną kotwicą” w rządzie, co najwyżej może oznaczać, że będą siedzieć na dnie i trzymać wszystkich w miejscu.

A Konfederacja? Krzysztof Bosak odwiedza Szczecin i wspiera obywatelskie patrole. Sławomir Mentzen grozi, że jak rząd nie powstrzyma migrantów, to on sam się przedrze przez granicę i zacznie rozmawiać z ludźmi. Presja ma sens, mówi Bosak, ignorując fakt, że presja Konfederacji kończy się zazwyczaj bólem głowy i wzrostem sprzedaży książek o płaskiej Ziemi.

Szymon Hołownia z kolei postanowił, że nie będzie dłużej przeciągał konstytucyjnego kabaretu i ogłosił termin zaprzysiężenia Nawrockiego. Oświadczył, że „nie ma wątpliwości, kogo wybrali Polacy”, co brzmi jak slogan z reklamy parówek, które i tak kupujesz, choć wiesz, że w środku są trociny. W tle tych deklaracji prokuratura przelicza głosy w 296 komisjach, a Bodnar pisze listy, z których wynika, że właściwie to wszyscy się pomylili, tylko nikt nie chce powiedzieć tego na głos.

A tymczasem zza oceanu przychodzi wieść: Stany Zjednoczone wstrzymują część dostaw broni do Ukrainy. Powód? „Amerykański interes”. To taka fraza, którą można uzasadnić wszystko, od inwazji po brak mleka w Lidlu. Dla Ukrainy to kolejny sygnał, że Zachód trzyma za nią kciuki, ale tylko wtedy, gdy nie koliduje to z planami na weekend. Łotwa wysyła transportery, Niemcy kontrolują granice, a my wystawiamy Bąkiewicza z lornetką i entuzjazmem jak z wiejskiej strażnicy ochotniczej.

Episkopat tymczasem gra swój własny koncert: zwolnił redakcję KAI i postanowił, że dziennikarstwo katolickie ma być teraz „zintegrowaną informacją pozytywną”. Czyli – mówiąc po ludzku – pasem transmisyjnym dla biskupich fantazji o świecie, w którym każda diecezja ma swojego rzecznika do spraw pogody i cudów. Przeciszewski i Królak złożyli dymisję – na znak protestu i rozpaczy. Smutny to koniec dla ludzi, którzy przez 30 lat nosili krzesła, by teraz zostać wyrzuconymi z własnej stołówki.

A co na to społeczeństwo? Najnowszy sondaż partyjny pokazuje, że PiS wraca na prowadzenie z wynikiem 28,9%. KO traci aż 5,8 punktu i spada na 26,5%. Konfederacja też dostaje rykoszetem – ich 16,8% to już nie triumf, tylko ostatni ogarek. Lewica ledwo się trzyma z 5,6%, Partia Razem dyszy za nimi z 4,8%, a Braun – o zgrozo – zdobywa 4% i przewyższa Trzecią Drogę. PSL i Polska 2050 – kiedyś ambitne projekty, dziś duet do archiwum, odpowiednio 3,2% i 3,8%. Naród przemówił – bełkotliwie, przez sen, z głową na pilocie od telewizora.

Podsumujmy: Bąkiewicz udaje Straż Graniczną, SN udaje niezależny sąd, Nawrocki udaje prezydenta, Episkopat udaje redakcję, PSL udaje, że ktoś jeszcze na nich głosuje, Hołownia udaje, że wszystko jest pod kontrolą, a społeczeństwo udaje, że to wszystko ich jeszcze obchodzi. I wszyscy razem jedziemy na tym jednym rowerku, bez kółek treningowych, prosto w kampanię 2027.

Bo to nie jest polityka. To jest operetka na tle zasieków, z refrenem w wykonaniu chóru Konfederatów: „Znowu my, chociaż nikt nie wie po co”.

I teraz pytanie do was, drodzy czytelnicy: kto w tym kabarecie gra klauna, a kto konferansjera? Bo scena jest już gotowa. A kurtyna, jak granica – symboliczna i dziurawa.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights