Niedziela to dobry dzień na polityczny przegląd tygodnia – bo z jednej strony wszyscy mają kaca po debatach, a z drugiej nie ma żadnych ważnych wydarzeń, więc nikt nie odwraca uwagi od tego, że kraj rządzi się własnym Netflixowym scenariuszem. Tylko nie wiadomo, czy to „House of Cards”, czy raczej „Ucho Prezesa: Universe Extended”.
KACZYŃSKI – NIEŚMIERTELNY JAK KASZLĄCY KALORYFER W BLOKU Z WIELKIEJ PŁYTY
Jarosław Kaczyński wygrał wybory w PiS. Szok! Zaskoczenie! A teraz oddajcie nagrody za oryginalność. Wybory bez kontrkandydata to już nie demokracja – to bardziej koncert życzeń, tylko że śpiewa jedna osoba, a reszta tańczy z notesem. PiS zapowiedział „odmłodzenie partii”, co w praktyce oznacza, że młodsze osoby będą nosić teczkę starszym. I plan mają konkretny – zwiększyć liczbę członków partii do 100 tysięcy, bo jak wiadomo, siła polityczna to coś jak subskrybenci na YouTubie. Nieważne, kto ich słucha, ważne, żeby liczba wyglądała dobrze na slajdzie.
Nowy sekretarz generalny – Miłosz Milowański – wygląda, jakby miał ochotę coś zmienić, ale najpierw musi zapytać Prezesa o zgodę, potem wrócić do drukarki i uzupełnić toner. W PiS nie chodzi o pomysły, tylko o przetrwanie. A że beton się nie starzeje, to lider jest ten sam, co zawsze. Tylko buty ma świeższe.
SĄD NAJWYŻSZY – TEMIDA NA STAND-UP TOURNEE
Małgorzata Manowska, prezes Sądu Najwyższego, nie myli polityki z prawem, bo najwyraźniej ich nie rozróżnia. Protesty wyborcze uznała za „giertychówki”, czyli coś pomiędzy żartem a błędem systemu. To tak, jakby chirurg odmówił operacji, bo pacjent przyniósł za długą kartę pacjenta.
Sąd Najwyższy to dziś bardziej „Sąd Najśmieszniejszy”. Aż strach się śmiać, bo mogą ci potem powiedzieć, że nie rozumiesz kontekstu prawnego. Ale nie bój się – w Polsce i tak nikt nie rozumie, jak to działa. Nawet prawnicy.
HOŁOWNIA – MARSZAŁEK, KTÓRY MARZY, ŻE JESZCZE COŚ Z TEGO BĘDZIE
Szymon Hołownia ciągle szuka swojego miejsca. Kiedyś był nadzieją, teraz jest przypisem. Ma funkcję, ale nie władzę. Jest w Sejmie, ale bardziej jak świeca zapachowa – ładny, neutralny, ma delikatny wpływ na atmosferę, ale nic nie zmienia.
Nie chce wejść do rządu, bo wtedy trzeba by coś robić. A Hołownia woli się dystansować. Polityczny buddyzm – im mniej się angażujesz, tym mniej cię obwiniają. Tylko że wyborcy nie szukają mnicha, tylko gladiatora. A Szymon jest z tych, co wolą recytować wiersze nad areną.
KOSINIAK-KAMYSZ – WÓJT DO SPRAW OGÓLNOKRAJOWYCH
Kosiniak-Kamysz zapowiedział, że dwukadencyjność w samorządach to przesada. Bo jak ktoś rządzi gminą od 20 lat, to przecież zna każdy hydrant osobiście. A że czasem coś się nie rozwija? Trudno. Lepiej mieć znajomego stagnatora niż nieznanego reformatora.
Kosiniak to polityczny kożuch – nikt go nie wyrzuci, ale nikt też nie pije do końca. Pojawia się wtedy, gdy trzeba coś ugładzić. Czyli zawsze, gdy PSL ma szansę zyskać 0,3% poparcia.
LEWICA – DOBRE INTENCJE, ZŁY FORMAT PLIKU
Zandberg i spółka ciągle walczą o coś. Czasem o podatki, czasem o prawa pracownicze, a czasem o uwagę. Są jak aplikacja open-source: może i mają wartości, ale przeciętny użytkownik nie wie, jak to odpalić.
Ich propozycje są słuszne, ale brzmią jak wykład akademicki w tramwaju. W świecie, gdzie wszyscy chcą Netflixa, oni oferują lekturę z przypisami. Doceniam, ale nie klikam.
TUSK – JEDYNY, KTÓRY NIE GRA W TEJ KOMEDII, BO PROWADZI INNĄ STACJĘ
Donald Tusk – człowiek z planem. Człowiek z paszportem. Człowiek z numerem do Ursuli von der Leyen. Kiedy reszta gra w warcaby, on gra w sudoku – trudniej, dłużej, ale jak już ułoży, to robi wrażenie.
Ogarnia prezydencję UE, dogaduje się z Amerykanami, rozgrywa temat ETS2 i Mercosuru tak, że połowa komentatorów musi najpierw wyguglować, co to właściwie jest. Tusk jest jak operator sieci komórkowej – niektórzy go nienawidzą, ale koniec końców i tak wszyscy korzystają z jego zasięgu.
I MY – PUBLICZNOŚĆ, KTÓRA JUŻ SIĘ NAUCZYŁA, ŻE KLASKAĆ TO TEŻ FORMA OPORU
Polska 2025 to kraj, gdzie wszyscy udają, że grają w tej samej drużynie, ale każdy zna inny sport. Gdzie opozycja jest jak dietetyczne chipsy – teoretycznie są, ale nie dają satysfakcji. Gdzie prezes partii może być prezesem do emerytury, nawet jeśli już był na emeryturze.
A my? My robimy popcorn, scrollujemy, patrzymy, jak Sąd Najwyższy puszcza wiązanki, jak rząd negocjuje z Trumpem, a Lewica organizuje kolejną konferencję prasową na Facebooku Live.
To nie polityka. To folklor z budżetem państwowym.
Na zdrowie. I nie zapomnij – w poniedziałek znów wszystko od nowa.


Dodaj komentarz