Czołgiem do demokracji, czyli jak SN robi z nas bananową republikę

Warszawa

Czołgiem do demokracji, czyli jak SN robi z nas bananową republikę

Proszę państwa, mamy lato, upały, a w Sądzie Najwyższym gorąco jak w piekle… tylko że z moralnością lodowca. Dzisiejszy seans grozy sponsoruje Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, znana też jako „Izba żałoby narodowej po niezależności sądownictwa”.

Na wokandzie trzy protesty, 56 tysięcy zarzutów wyborczych, a w odpowiedzi dostajemy teatralny monolog Redzika i jego towarzyszy. Mistrzowie suspensu z SN ogłaszają: tak, były błędy, ale wynik wyborów to świętość! Jak w PRL: „może były nieprawidłowości, ale wybory były uczciwe”. A wyrok? Oczywiście – protest częściowo zasadny, ale bez wpływu na wynik. Czyli przepis na polityczną homeopatię: wykryliśmy truciznę, ale nie szkodzi, bo nie wypiłeś całej szklanki.

Sędziowie bez legitymacji, protesty bez znaczenia, protokoły zamienione, ale bez paniki. Nie rozpatrujemy, bo nie trzeba. A jak trzeba, to nie możemy. I tak się kręci ten kabaret z prawem w roli statysty.

Na zewnątrz festyn: z jednej strony PiS-owcy z Gazetą Polską w dłoniach, jakby to była jakaś święta księga, z drugiej – KOD i Babcia Kasia, jedyna osoba w kraju, której nie trzeba udowadniać konstytucyjnych racji, bo ona je recytuje z pamięci.

Donald Tusk, niczym Gandalf z Gdańska, rzuca zaklęcia na Twitterze, przypominając: „Zachowajcie się przyzwoicie”. I wiecie co? On jeden nie udaje, że nie widzi, że cała ta banda przebierańców gra sąd, choć nie ma na to żadnych podstaw. Giertych? Szalony, ale potrzebny. Sypie protestami jak z rękawa – jego „giertychówki” zalały SN. I co? I dobrze. Bo ktoś musiał w końcu powiedzieć: „Halo, oszukaliście nas i robicie to nadal”.

A Hołownia? Marszałek Lekkiego Serca. Człowiek, który potrafi zignorować nielegalność całej izby, bo tak mu się po prostu „wydaje”. Opozycja i społecznicy apelują, żeby nie dopuścił do zaprzysiężenia Nawrockiego – nie tylko dlatego, że SN jest szemrany, ale też z powodu niewyjaśnionych nieprawidłowości. Giertych, jak polityczny MacGyver, proponuje nawet wstrzymanie obrad Zgromadzenia Narodowego, żeby dać czas na ponowne liczenie głosów. I, uwaga, to ma sens. Ale Hołownia, jak zwykle, woli być arbitrem elegancji niż obrońcą demokracji.

Podsumujmy: mamy nielegalny sąd, kompromitację instytucji, wojnę kibiców z transparentami, polityków, którzy rozumieją prawo tak samo jak ja rozumiem fizykę kwantową (czyli niby tak, ale nie), a wszystko to w atmosferze rozgrzanego absurdu.

Kiedyś myślałem, że polityka to walka idei. Dziś to sitcom. I niestety, nie jesteśmy widzami. Jesteśmy statystami bez tekstu, ale z rachunkiem do zapłacenia.

Dziękujemy za udział. Kurtyna w dół, ale żadnego happy endu nie przewidziano.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights