CZWARTEK, CZYLI JAK ŚWIAT ROBI RABAN, JA PIJĘ KAWĘ, A GŁUPOTA TAŃCZY WOKÓŁ GLOBUSA

Warszawa

Czwartkowy poranek wyglądał u mnie jak scena z komedii omyłek: wszyscy wybiegają z domu w pośpiechu, a ja zostaję na tarasie niczym ostatni widz po seansie, który jeszcze zastanawia się, co właściwie zobaczył.

Dzieci wystrzeliły do szkoły jak rakiety HIMARS, żona wyszła do pracy z godnością człowieka, który naprawdę wierzy, że w biurze będzie spokojniej niż w domu, a Larysa — nasz generał domowy — już od świtu patroluje kuchnię, kontrolując zarówno ludzi, zwierzaki, jak i florę doniczkową.

I tak oto zostałem sam. Ja, zwierzęta, Larysa i kawa, która stygnie szybciej niż nadzieje Kaczyńskiego na powrót do władzy. Papieros żarzy się jak metafora współczesnej polityki: niby mały, a jak się rozżarzy, to potrafi spalić pół kraju.

Mam czas, bo Rotman School czeka dopiero po dziesiątej. A świat, jak to świat, nie czeka na nikogo — więc siadłem, otworzyłem portale i pozwoliłem globalnemu absurdowi wejść mi do głowy w sandałach i z impetem.


BLISKI WSCHÓD: WOJNA BEZ LOGIKI, ZA TO Z AMBICJAMI

Ten konflikt ma dynamikę, której nie powstydziłby się Netflix. USA i Izrael bombardują Iran w rytm własnej moralności, Iran odpowiada rakietami, które świszczą nad regionem jak rojowisko rozwścieczonych pszczół.

Granica Iranu i Iraku płonie. Hezbollah wali w Izrael, Izrael wali w Hezbollah. A drony latają nad Azerbejdżanem i Omanem, jakby ktoś grał w geopolityczne rzutki.

I wtedy wychodzi Netanjahu — aktor własnego dramatu — i głosem pełnym patosu wygłasza kolejne przemówienie, w którym gra wybawcę, stratega i proroka upadku jednocześnie. Można odnieść wrażenie, że gdyby Bliski Wschód nie istniał, Netanjahu wymyśliłby go dla własnych wystąpień.


TRUMP: CZŁOWIEK, KTÓRY POTRAFI WYWOŁAĆ WOJNĘ MYLĄC PILOTA OD TV Z PRZYCISKIEM STARTOWYM

Trump, komentując Bliski Wschód, brzmi jak kabaretowy prorok chaosu. Oświadczył, że gdyby to on rządził, wojny w Ukrainie by nie było. Jasne. Gdyby Trump rządził, to wojna byłaby — ale przypadkiem. Bo nacisnąłby coś, czego nie powinien, myśląc, że to włącza mu drugi ekran do oglądania samego siebie.

Jego wystąpienia przypominają przemowy pijarowca po trzecim whisky: dużo emocji, zero sensu, a cały świat zastanawia się, czy ktoś go jeszcze kontroluje. Wczoraj perorował, że „Iran nie odważyłby się nawet spojrzeć krzywo na Amerykę”, co brzmi szczególnie zabawnie, gdy przypomnimy sobie, że Iran patrzył krzywo na Trumpa już wtedy, gdy ten próbował „rozwiązać konflikt”, grożąc na Twitterze grafiką z Hollywoodem.

Autopromocja Trumpa to zjawisko fizyczne — działa wbrew prawom logiki i grawitacji. Im mniej ma do powiedzenia, tym bardziej się nadymia. Gdyby egocentryzm był paliwem rakietowym, Trump wysłałby nie tylko człowieka na Marsa — wysłałby samego siebie i jeszcze kazałby planecie zapłacić za bilet.

Jego wizja świata? Prosta jak jego słownictwo. Złożone konflikty mają według niego jedno rozwiązanie: Trump wraca do władzy i wszystko staje się cudem idealne. A gdy świat pyta: „Jak?”, Trump odpowiada: „Bo ja tak mówię.”
I to właśnie jest jego doktryna — mieszanina megalomanii, braku wiedzy i głębokiego przekonania, że Wszechświat działa według zasad reality show.


KANADA: KRAJ, KTÓRY UDAJE, ŻE MA SPOKÓJ, CHOCIAŻ JUŻ GO NIE MA

Kanadyjczycy mają tę cudowną cechę, że wierzą, iż każdy problem da się rozwiązać uprzejmością. Nawet wojnę.

Premier Carney — elegancki jak wykres w Excelu — stwierdził, że nie wyklucza udziału Kanady w konflikcie. A to oznacza, że kraj syropu klonowego i grzeczności zderza się z brutalną rzeczywistością: czasem trzeba wysłać wojsko, nawet jeśli wcześniej wysyłało się tylko dyplomatów i misie polarne.

Społeczeństwo?
Z jednej strony wciąż żyje swoim latte i organicznym jarmużem.
Z drugiej — zaczyna czytać nagłówki z niepokojem.
Nawet ci, którzy dotąd uważali politykę za sport ekstremalny, teraz podkręcają głośność telewizorów.


EKONOMIA: ŚWIATOWY PORTFEL ZACZYNA CIERPIEĆ

Ceny ropy rosną jak zające w marcu: bez ładu, bez składu, za to z energią, która budzi respekt. A jak ropa rośnie, to rośnie wszystko:

  • inflacja,
  • kursy walut,
  • niepokój inwestorów,
  • ciśnienie u ministrów finansów.

Goldman Sachs ostrzega, że konflikt może być gwoździem do trumny globalnego wzrostu. Banki kiwają głowami, jakby oglądały powtórkę z 2008 roku. A inwestorzy szukają ratunku w złocie, obligacjach i winie — w tym ostatnim głównie dla ukojenia nerwów.


POLSKA: POLITYCZNY SPORT SIŁOWY

A tymczasem w Polsce trwa taniec godowy politycznej głupoty.

PiS krzyczy, że rząd źle ewakuuje obywateli.
Rząd ewakuuje coraz szybciej.
Opozycja mówi, że PiS krzyczy bez sensu.
PiS odpowiada, że krzyczy z sensem.

A obywatele pytają: „Czy można ciszej?”

Na scenę wkraczają tuzy intelektu:

  • Karol Nawrocki — prezydent wyglądający jak bohater komiksu o alternatywnej Polsce,
  • Cenckiewicz — kustosz resentymentów i rekonstruktor własnej przeszłości,
  • Przydacz i Bogucki — duet idealny do programu „Państwo z nami”,
  • i oczywiście Kaczyński — duch polityki minionego systemu, przekonany, że bez niego Polska się przewróci.

SAFE 0 proc.?
Glapiński sprzedaje złoto, odkupuje złoto, generuje zysk i twierdzi, że ratuje budżet.
To finansowa iluzja godna magika, który jednocześnie gubi królika i pół widowni.


PUENTA: CZWARTEK JAK OPERA, JA NA TARASIE JAK W LOŻY

Świat kręci się jak karuzela bez operatora, a ja siedzę na tarasie, piję kawę i patrzę, jak politycy próbują przebić się wzajemnie w konkursie na największą głupotę.

Życie po siedemdziesiątce ma jedną ogromną zaletę: widziało się już tyle, że nic nie dziwi,


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights