



Poniedziałek ma zapach kawy i lęku. Kawa pachnie jak obietnica: „dasz radę”. Lęk pachnie jak wiadomości: „a teraz zobacz, jak bardzo nie dasz”. W niedzielę człowiek jeszcze udaje, że świat jest przyzwoity. W poniedziałek świat wstaje pierwszy, zakłada buty z kolcami i depcze humor.
Wchodzę w nowy dzień zawsze z bagażem. Nie tym z lotniska – choć i on bywa ciężki – tylko tym z nagłówków. A nagłówki są dziś jak śnieg z solą: niby biało i romantycznie, a po chwili wszystko brudne i śliskie.
KONIEC IGRZYSK. I NAGLE OKAZUJE SIĘ, ŻE CZŁOWIEK POTRAFI
Najpierw coś, co się nie mieści w polskiej tradycji narzekania.
Eliza Rucka‑Michałek kończy 50 kilometrów klasykiem na ósmym miejscu. Ósma – czyli tuż obok medalu, a jednak tak, że człowiek ma ochotę wstać z kanapy i przestać być narodem „ja bym to zrobił lepiej, gdybym chciał, tylko mi się nie chce”.
Cztery lata przerwy. Omdlenia. Lekarze: „proszę rzucić sport”. Ona: „proszę patrzeć”. Dwoje dzieci, powrót, zbiórka na obóz przygotowawczy, a na końcu stypendium i wynik, którego nie da się zagadać.
To jest sport w wersji czystej: wygrywa ten, kto ma płuca, charakter i odrobinę szczęścia.
Polityka jest odwrotnością. Tam wygrywa ten, kto ma megafon, cierpliwość do kłamstwa i odporność na wstyd.
DRON – BOHATER IGRZYSK I NASZYCH CZASÓW
W Mediolanie i Cortinie bohaterem był też dron. Piękny symbol epoki. To samo urządzenie, które na wojnie kojarzy się z bombą i śmiercią, nagle robi nam filmowe najazdy na narciarza i ujęcia jak z reklamówek marzeń. Technologia jest jak nóż. Możesz nim kroić chleb albo… no właśnie.
A skoro o nożach mowa: polityka wchodzi na scenę. Zawsze z ostrzem.
TRUMP: PREZYDENT, KTÓRY WSZYSTKO ZAMIENIA W SHOW
Donald Trump ma szczególny talent. Potrafi zmienić politykę w teleturniej, dyplomację w zapasy w błocie, a bezpieczeństwo w katalog lojalności.
W ostatnich dniach dostał od rzeczywistości dwa prezenty.
Pierwszy: w nocy ktoś wtargnął z bronią w okolice Mar‑a‑Lago. Tajna Służba zareagowała, intruz zginął. Trumpa nie było na miejscu, ale w jego świecie nawet brak obecności jest częścią scenariusza. Wystarczy, że jest jego nazwa i jego rezydencja. Resztę dopowie internet.
Drugi prezent: Sąd Najwyższy USA uderzył w jego taryfową fantazję. To musiało zaboleć. Trump lubi cła jak dziecko lubi młotek – bo można nim walić, a każdy hałas brzmi jak sprawczość. Gdy młotek zabiera sąd, zostaje złość i potrzeba odwetu.
I w tej atmosferze Trump uruchamia kolejne konstrukcje z gatunku „moja osobista geopolitka”: Board of Peace. Rada Pokoju, która brzmi jak nazwa klubu golfowego, ale ma ambicje zastąpić pół ONZ, pół zdrowego rozsądku.
TUSK: „NIE BĘDZIEMY WASALEM”. I DOBRZE, ŻE TO POWIEDZIAŁ
W Polsce padło zdanie, które powinno być powtórzone w szkołach, urzędach i w Pałacu.
Donald Tusk powiedział jasno: Polska nie będzie wasalem Ameryki. I dodał, że sojusz nie polega na nieustannym kiwaniu głową i łaszeniu się jak pies pod stołem.
To nie jest antyamerykanizm. To jest elementarna higiena państwa. Sojusz to nie smycz. Sojusz to umowa.
A potem pojawia się prezydent.
NAWROCKI: PREZYDENT Z PAROWOZEM MAGA W SERCU
Karol Nawrocki jest politycznie wspierany przez PiS. I mentalnie wspierany przez Trumpa. To układ, w którym Ameryka ma czapkę z napisem „Make…”, a polska prawica nosi ją jak relikwię.
Nawrocki jest zagorzałym zwolennikiem Trumpa. I to nie jest sympatia z dystansu. To jest miłość polityczna. Taka, co się fotografuje, pielęgnuje i przekuwa w wewnętrzną wojnę w kraju.
W tej konfiguracji premier mówi „nie będziemy wasalem”, a prezydent zachowuje się tak, jakby w „wasalstwie” widział strategiczny styl życia.
W kraju z dwiema kierownicami każdy skręt jest awanturą.
WETO JAK SPORT NARODOWY
Nawrocki zawetował kluczową reformę dotyczącą KRS – tej instytucji, która od lat stoi w centrum polskiego sporu o praworządność. Rząd mówi: trzeba odkręcić chaos po PiS. Prezydent mówi: reforma zrobi chaos.
To jest jak kłótnia o to, czy w kuchni śmierdzi dlatego, że ktoś spalił obiad, czy dlatego, że ktoś otworzył okno.
A gdzieś z boku stoi Jarosław Kaczyński. Człowiek, który nawet gdy nie ma mikrofonu, i tak ma w ręku scenariusz. Jego partia przegrała wybory, ale wciąż próbuje wygrać państwo metodą „na sabotaż”. Gdy nie idzie przez rząd, pójdzie przez prezydenta. Gdy nie idzie przez ustawę, pójdzie przez weto.
PiS ma dziś temperament zranionego jeża. Jest mały, kłuje, syczy i obraża się na rzeczywistość.
SAFE, AMERYKA FIRST I POLSKA W KOLEJCE PO BROŃ
W tle jest bezpieczeństwo. Prawdziwe. Nie memy.
Europa buduje SAFE, instrument wzmacniania bezpieczeństwa. Polska może z niego skorzystać. Sikorski mówi o programach antydronowych, o inwestycjach, o sensownym planowaniu. I ma rację: wojna w Ukrainie pokazała, że przyszłość to drony, rozpoznanie, obrona przeciwlotnicza, a nie tylko ciężkie platformy z katalogu nostalgii.
Tymczasem Trump wprowadza America First Arms Transfer Strategy. Brzmi jak: „kto jest grzeczny, ten dostanie szybciej”. Zamiast kolejki „kto pierwszy, ten lepszy”, będzie kolejka „kto wierniejszy, temu slot produkcyjny”.
To sprytne. To też niebezpieczne. Bo z broni robi się narzędzie zarządzania sojusznikami. A Nawrocki i PiS uwielbiają ten model. Oni lubią, kiedy ktoś trzyma marchewkę. Byle to nie była marchewka europejska.
AFERA WĘGLOWA: 700 TYSIĘCY TON WSTYDU
I teraz wchodzimy na polski tor przeszkód, gdzie każdy płotek jest zrobiony z improwizacji.
700 tysięcy ton węgla sprowadzonego na polecenie premiera Morawieckiego, które nie dotarły do ludzi. Leży. Część to miał. Część ma wartość sentymentalną, bo przypomina, jak wygląda państwo zarządzane emocją, nie planem.
To jest opowieść o rządzeniu metodą: „kupmy, a potem się zobaczy”.
Zobaczyło się. Składowiska. Straty. Zawiadomienie do prokuratury. I ta pisowska tradycja: gdy coś nie działa, krzyczymy o patriotyzmie. Jak nie ma ciepła w domu, to przynajmniej ma być gorąco w telewizji.
ŚWIAT: MEKSYK, FRANCJA I INNE PRZYSTANKI W CHAOSIE
W Meksyku siły specjalne zabijają „El Mencho”. Kartel odpowiada terrorem. Lotnisko, blokady, podpalenia, „unikajcie wychodzenia z domu”. To nie jest serial. To jest państwo w kryzysie, gdzie przemoc jest szybsza od prawa.
We Francji USA komentują śmierć aktywisty skrajnej prawicy, ambasador jest wzywany do MSZ. Dyplomacja dziś wygląda jak kłótnia sąsiadów przez płot, tylko że płotem jest Twitter, a krzyki słychać na całym kontynencie.
A w tle ciągle Putin – morderca i wróg godny pogardy – który robi to samo od lat: testuje granice, liczy słabości, cieszy się z cudzych podziałów.
CO MY Z TYM ROBIMY, ZANIM ZJEMY JAJECZNICĘ
Wchodzimy w poniedziałek z bagażem.
Z jednej strony: sport, który przypomina, że warto wracać nawet po czterech latach przerwy. Że można odzyskać oddech.
Z drugiej: polityka, która udowadnia, że można stracić twarz bez żadnej przerwy.
Tusk mówi: nie będziemy wasalem. Dobrze.
Sikorski układa państwo jak inżynier. Zamiast krzyczeć, liczy. Zamiast obrażać, planuje.
A po drugiej stronie jest Nawrocki. Prezydent z sercem MAGA, wspierany przez PiS. I PiS z Kaczyńskim, który wciąż myśli, że Polska to plansza do gry, a obywatele są pionkami od cierpliwego czekania.
I tu mój poniedziałkowy wniosek jest prosty.
Świat nie będzie spokojniejszy. Śnieg może stopnieje. Ale polityka zostanie śliska.
Nie mamy wpływu na to, czy Trump znowu wymyśli „Radę Pokoju” z cennikiem i ambicją większą niż mapa.
Mamy wpływ na to, czy w Polsce będziemy państwem z planem, czy państwem z megafonem.
A jeśli ktoś pyta, z jakim bagażem wchodzimy w nowy tydzień, to odpowiadam:
Z bagażem prawdy, że sport uczy godności. I z bagażem podejrzenia, że prawica uczy tylko krzyku.
I jeszcze z jednym.
Z nadzieją, że jeśli Eliza mogła wrócić po czterech latach i dobiec w ósemce, to może i państwo da się w końcu doprowadzić do mety. Bez omdlenia. Bez wstydu. Bez bycia niczyim wasalem.
A teraz – kawa. I jedziemy dalej. Choćby klasykiem.

Dodaj komentarz