W ŚWIECIE, KTÓRY WYWRACA SIĘ NAWET BEZ POMOCY TRUMPA

Warszawa

Jestem już po lunchu. Wizyta na Uniwersytecie w Toronto dobiega końca, wykład się udał, studenci nie zasnęli, a nawet dwóch zanotowało coś więcej niż datę. Powoli zbieram się do East York, do domu, który w tej chwili jest bardziej schronem przed pogodą niż przestrzenią życiową. Pada — śnieg z deszczem, mieszanina, która przypomina mi globalną politykę: ani to stabilne, ani przewidywalne, w dodatku zimne i nieprzyjemne.

Zanim jednak wsiądę do samochodu, skrobnę ten felieton — bo świat wariuje w tempie, które nie pozwala czekać do jutra.

BAŁTYK ZAMIAST ATLANTYKU — CZYLI EUROPA BUDZI SIĘ, ALE W ZIMIE

Monachijska Konferencja Bezpieczeństwa w tym roku wyglądała jak zjazd rodzinny, na którym wszyscy wiedzą, że wujek z Ameryki przestaje płacić za obiad. Marco Rubio przemawiał jak mężczyzna, który dostał nowy garnitur i po raz pierwszy w życiu próbuje mówić poważnie — Europie się to spodobało, bo po J.D. Vance każdy ton nieagresywny brzmi jak poezja.

Ale, jak trafnie podsumowała CNN, była to kula burząca w czekoladzie. Miła w dotyku, piękna na zdjęciach, ale w środku dynamit.

Waszyngton mówi jasno: idziemy własną drogą. A Europa, z tym swoim lekkim kacem historycznym, zaczyna rozumieć, że jak NATO ma trwać, to Europejczycy będą musieli wreszcie wyjąć portfel.

Niemcy już zaczęli. Kanclerz Merz przemówił jak CFO całego kontynentu: koniec marzeń, koniec normatywnych wzlotów, teraz zbroimy się, produkujemy, inwestujemy i wracamy do gry. Bundeswehra — ta sama, z której wszyscy szydzili — ma w 2029 roku wydawać na wojsko tyle, że polski budżet zacznie wyglądać jak kieszonkowe.

TRUMP — CZŁOWIEK, KTÓRY ZAWSZE WIE, JAK ZEPSUĆ NASTRÓJ

Tymczasem z Ameryki wieją chłodne wiatry. Donald Trump, ten globalny mistrz destrukcji, znowu grozi cłami, opuszczeniem sojuszy, a pewnie niedługo także lekkim trzęsieniem ziemi.

Sąd Najwyższy USA ma rozstrzygnąć legalność jego wcześniejszych ceł. Jeśli okażą się zgodne z prawem — Trump będzie chodził dumny jak paw, który właśnie odkrył, że potrafi rysować. Jeśli nie — to powie, że system jest skorumpowany, sędziowie nieuczciwi, a pogoda w Waszyngtonie ułożona przeciwko niemu.

Europa patrzy na to wszystko jak na prognozę pogody: wiemy, że będzie źle, ale nie wiemy jeszcze jak bardzo.

ROSJA CZYHA, IRAN MIESZA, A ŚWIAT UDZIWNIA SIĘ Z DNIA NA DZIEŃ

Kiedy Niemcy, Finowie i Szwedzi budują nową architekturę bezpieczeństwa, Putin wciąż wysyła światu sygnały człowieka, który w zeszycie z geopolityki miał same pały, ale nie zamierza się z tym pogodzić.

W tle Iran — wiecznie gotowy, by dolać oliwy do globalnego ognia. W Ottawie o tym mówią z mieszaniną niepokoju i kanadyjskiego spokoju narodowego. Tutaj każdy kryzys odbija się przez filtr „weźmy to na logikę”, co wyróżnia ich na tle reszty ludzkości, która woli panikować.

Ale nawet Kanadyjczycy nie ukrywają, że świat się chwieje. I że potrzebny jest parasol bezpieczeństwa większy niż rozmiar XXL.

EUROPA SZUKA PARASOLA, ALE ZACZYNA ODKRYWAĆ, ŻE MUSI GO USZYĆ SAMA

Pojawia się więc pytanie: kto trzyma kody? Kto ma decydować o ewentualnym użyciu broni nuklearnej, jeśli USA powie „radźcie sobie”?

Merz delikatnie zasugerował rozmowy o europejskim odstraszaniu. Belgowie krzyczą: „trzymajcie język za zębami!”. Francuzi noszą się z myślą, że może to oni staną się nowym parasolem. Nordycy chcą wspólnej strategii.

Europa wygląda jak orkiestra, która właśnie odkryła, że dyrygent wyszedł, a partytury dla niektórych sekcji nadal są w drukarni.

OTTAWA — SPOKOJNY PUNKT NA MAPIE, KTÓRY TEŻ ZACZYNA SIĘ MARTWIĆ

W Ottawie premier Mark Carney oferuje „most handlowy” między UE a Indo-Pacyfikiem, jakby świat był jednym wielkim jarmarkiem, a on — kupcem w eleganckiej kamizelce. Ale to nie tylko handel. Kanada rozumie, że jeśli Trumpowi nie wróci rozum, Ameryka zamknie się w swojej twierdzy.

Kanada, ta wiecznie uprzejma sąsiadka giganta, już dziś kombinuje, jak utrzymać globalny handel w ruchu, nawet gdy Waszyngton znów zacznie strzelać fochy.

WARSZAWA — MIASTO, KTÓRE ZAWSZE MUSI GRAĆ NA DWIE STRONY

Polska jest dziś w sytuacji, w której każdy ruch musi być przemyślany. W Europie rośnie odpowiedzialność — głównie dlatego, że USA przestaje być gwarantem wszystkiego. Na Wschodzie czeka Rosja, która tylko udaje, że jest zajęta Ukrainą. Na Południu rozchwiana politycznie Ameryka. Na Północy — rosnące ryzyko destabilizacji Arktyki.

A w Polsce? My mamy swój lokalny dramat: SAFE.

SAFE — KOŁO RATUNKOWE, KTÓRE KTOŚ U NAS CHCIAŁBY PRZECIĄĆ NOŻYCZKAMI

SAFE, czyli unijny fundusz na obronność, jest możliwością niepowtarzalną: daje Polsce gigantyczne środki na dozbrojenie, modernizację, zapasy amunicji, technologie, wzmocnienie wschodniej flanki. Słowem — wszystko to, czego potrzebuje kraj leżący tuż przy największym agresorze XXI wieku.

Europa mówi nam jasno: macie szansę, skorzystajcie.

A tymczasem na scenę wchodzi Nawrocki — człowiek, który z Kaczyńskim na ramieniu wygląda jak bohater taniego seansu spirytystycznego. Zamiast patrzeć na bezpieczeństwo, patrzy na własną agendę, własne obsesje, własną misję „ocalania Polski przed Zachodem”.

Są obawy, że pod wpływem Kaczyńskiego zawetuje program SAFE.

Czy to brzmi rozsądnie? Nie.

Czy to brzmi jak coś, co mogą zrobić ci panowie? Niestety — bardzo.

To byłby idiotyzm na skalę geopolityczną, decyzja, która mogłaby znaleźć się w podręcznikach historii pod hasłem:

„Jak stracić miliardy i bezpieczeństwo w piętnaście minut.”

Ale ambicje tych durniów — i mówię to z pełnym przekonaniem — od lat są ważniejsze niż bezpieczeństwo państwa.

Dla nich liczy się wojna kulturowa, symboliczna zemsta, własne resentymenty. A nie to, że Polska może znaleźć się w świecie, w którym nie ma już amerykańskiego parasola.

DLATEGO POLSKA MUSI GRAĆ MĄDRZEJ NIŻ KIEDYKOLWIEK

Bez SAFE Polska nie zdąży się dozbroić. Bez SAFE będziemy stać na granicy historii w kapciach, podczas gdy inni zakładają kevlar. Bez SAFE staniemy się geopolitycznym mięsem.

Europa się zbroi. Kanada buduje mosty. USA wariuje. A my?

My nie możemy pozwolić, by jakiś Nawrocki — polityczny pomnik ignorancji — zablokował szansę, której drugi raz nie będzie.

A NA KONIEC — O ŚWIECIE, KTÓREMU ODBIŁO

Tak siedzę w tej kanadyjskiej zimie i myślę, że świat zwariował, ale nigdy nie był normalny. A my, ludzie, próbujemy to wszystko ogarniać jak student pierwszego roku, który właśnie usłyszał słowo „geopolityka”.

Czy będzie wojna? Może. Czy będzie pokój? Też możliwe. Czy Trump znowu popsuje wszystko, co działa? Bardzo możliwe.

Ale zanim świat się ostatecznie rozpadnie albo uzdrowi — warto napisać felieton.

Bo jeśli nie można świata zatrzymać, to przynajmniej można go opisać.

I czasem — wyśmiać.

A NA KONIEC — O ŚWIECIE, KTÓREMU ODBIŁO

Tak siedzę w tej kanadyjskiej zimie i myślę, że świat zwariował, ale nigdy nie był normalny. A my, ludzie, próbujemy to wszystko ogarniać jak student pierwszego roku, który właśnie usłyszał słowo „geopolityka”.

Czy będzie wojna? Może. Czy będzie pokój? Też możliwe. Czy Trump znowu popsuje wszystko, co działa? Bardzo możliwe.

Ale zanim świat się ostatecznie rozpadnie albo uzdrowi — warto napisać felieton.

Bo jeśli nie można świata zatrzymać, to przynajmniej można go opisać.

I czasem — wyśmiać.

DODATEK: SKORO ŚWIAT PĘDZIE KU PRZEPAŚCI, TO PRZYNAJMNIEJ OPISZMY WIDOK

Skoro mówisz: pisz — to piszę. A skoro ostatni tekst mamy zachować w całości, dokładam kolejny fragment, niczym kolejny worek piasku na wał przeciwpowodziowy w świecie, w którym rzeki historii przybrały bardziej niż Wisła po roztopach.

ŚWIAT, KTÓRY WYMYKA SIĘ LOGICE, ALE ZA TO ZDOBYWA TEMPO

Czasem mam wrażenie, że geopolityka dzisiejszego świata wygląda jak mieszanka rosyjskiej ruletki z amerykańskim wrestlingiem: niby wiemy, że wszystko jest trochę udawane, trochę przerysowane, ale to wcale nie znaczy, że nikt nie oberwie krzesłem.

Patrzę z Toronto, z Ottawy, z Warszawy — i wszędzie widać ten sam schemat: szaleństwo udające strategię.

Wystarczy spojrzeć na Trumpa. Ten człowiek buduje politykę jak dzieci budują wieże z klocków: wysoko, chaotycznie, a potem jednym ruchem ręki burzy wszystko i ogłasza sukces. Gdyby ktoś mu dał dostęp do satelity wojskowego, prawdopodobnie omyłkowo zrobiłby zdjęcie własnego buta i zapisał je jako „nowa mapa świata”.

Iran? Iran robi to, co zwykle: gra na nerwach świata jak nastolatek na gitarze basowej — głośno, fałszywie i zdecydowanie za często.

A Rosja? Rosja jest jak ten sąsiad, którego wszyscy znają: dziwny, agresywny, nieprzewidywalny. I choć mówią, że nie należy oceniać książki po okładce, to w tym przypadku okładka, spis treści i ostatnia strona krzyczą jednym głosem: UWAŻAJ, ON NIE ŻARTUJE.

EUROPA — NIBY POWAŻNA, A JEDNAK ZGUBIONA W TEJ ZIMIE

Europa próbuje grać twardo, ale wygląda to trochę tak, jakby wujek na weselu nagle chciał tańczyć breakdance: niby miło, że próbuje, ale wszyscy wiemy, że zaraz coś chrupnie.

Nordycy proponują dyplomację odpornościową — piękne hasło, które w praktyce oznacza: stawiamy drony, radary i nie wierzymy Putinowi ani słowa.

Niemcy wymyślili, że zbrojenia są nową gospodarką przyszłości. Fabryki, którym nie szło z samochodami elektrycznymi, teraz produkują sprzęt wojskowy z takim entuzjazmem, jakby Merkel wróciła i przyznała każdej firmie złotą kartę lojalnościową.

Francja marzy o roli europejskiego lidera odstraszania. Macron widzi siebie jako prezydenta-marszałka Europy, który jednym uniesieniem brwi potrafi przesunąć granice świata. Problem w tym, że brwi Macrona przestały robić na kimkolwiek wrażenie.

A Polska? Polska wciąż stoi jak kibic pod stadionem: wie, że mecz jest ważny, ale bilety ma w niewłaściwej kieszeni.

KANADA — STOISKO Z ROZSĄDKIEM NA GLOBALNYM BAZARZE CHAOSU

Kanada w tym wszystkim wygląda jak wyspa zdrowego rozsądku. No, może nie wyspa — bardziej jak stragan na wielkim chaotycznym bazarze.

Na jednym stoisku Trump sprzedaje swoje idee o cłach. Na drugim Chiny oferują pokój na warunkach, które można streścić słowami „wygraliśmy, pogódźcie się z tym”. Na trzecim Iran macha ulotkami. A Kanada? Kanada stoi z boku i mówi:

„Czy ktoś chce może stabilności, dyplomacji albo umowy handlowej? Mamy świeże, dopiero co wyjęte z pieca.”

To jedyny kraj, który wierzy, że handel może uratować świat. I czasem myślę, że gdyby w Ottawie rozdawano medale za optymizm, zabrakłoby metalu.

Ale Carney ma rację w jednym: świat trzeba scalać, bo inaczej rozpadnie się jak tania półka z Ikei. Bez instrukcji, bez śrubki i bez możliwości zwrotu.

POLSKA — KRAJ, KTÓRY MUSI BYĆ MĄDRY, BO INNI NIE ZAMIERZAJĄ

Wracając do Warszawy — Polska stoi dziś przed największym wyzwaniem od dekad. W świecie, który skręca w stronę ryzyka, niepewności i politycznego szaleństwa, Polska musi mieć plan, konsekwencję i partnerów.

Bo jeśli SAFE przejdzie, będziemy mogli spać spokojniej. A jeśli Nawrocki — ten chodzący pomnik politycznej pomyłki — wysadzi to w powietrze, to obudzimy się w kraju, który sam sobie podciął hamulce.

Polska nigdy nie miała luksusu nie myśleć o obronie. Teraz nie ma luksusu popełniać błędów.

A W MIĘDZY CZASIE — ŚWIAT KRĘCI SIĘ DALEJ

Kiedy kończę ten dodatek, śnieg z deszczem dalej pada. Toronto wygląda jak wielka lodówka, która się popsuła i teraz próbuje udawać klimatyzację.

Ale w tym całym chaosie jest coś pięknego: świat wciąż jest przewidywalny w jednym — że zawsze potrafi zaskoczyć jeszcze bardziej.

A skoro tak, to będziemy patrzeć, analizować i pisać dalej.

Skoro świat nie chce zwolnić, to chociaż felietonista może.


  1. TU

    Człowiek czyta i czuje, że to jest szczere.To jeden z tych materiałów, które mimo prostoty wciągają. Doceniam brak zbędnych ozdobników. Widać, że ktoś tu nie tylko pisze, ale też dogłębnie przemyślał temat.

  2. ilovewro

    Bez nachalności, bez moralizowania – po prostu dobrze.Mało który tekst sprawia, że zatrzymuję się na stronie na dłużej – ten się udał. Nieprzegadane, a konkretne – tego szukam. Dobrze się czyta coś, co powstało z ciekawości, a nie z obowiązku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights