


W państwie z kartonu, gdzie o sprawczości decyduje nie IQ, lecz poziom wazeliny na butach, prezydent Karol Nawrocki otoczył się dworem doradców, którzy wyglądaliby groteskowo nawet w „Muppet Show”. Ich ambicje ścigają się z ich ignorancją jak dwa ślepe krety, które nie wiedzą, w którą stronę kopać. A przecież wszystko zaczęło się tak nobliwie: biały dym z Pałacu, nowe twarze, nowe nadzieje. No i… Jakub Banaszek.
Prezydent Chełma, czyli człowiek, który zrobił z samorządu filii kadrowej PiS, zadebiutował w prezydenckim otoczeniu z rozmachem godnym sobowtóra z „Ucha Prezesa”. Bez zapowiedzi wskoczył do studia Polsat News, gdzie próbował tłumaczyć dziwaczną prezydencką pielgrzymkę na Jasną Górę, zakończoną objęciem ramieniem gangstera. Problem w tym, że nie ustalił tego z nikim. Poszedł i gadał, co chciał. Gdyby ktoś szukał definicji chaosu komunikacyjnego, oto ona: Banaszek z mikrofonem.
W Pałacu zrobił się kwas. Nie byle jaki, nie jakiś tam jogurt po terminie. Prawdziwa fermentacja ambicji. Bo oto właśnie: Banaszek nie przyszedł doradzać. On przyszedł wygrać wyścig o wpływ. Włamał się do ekosystemu samców alfa, w którym już mieszkają takie orły jak Cenckiewicz, Bogucki czy Przydacz. Każdy z nich uważa, że powinien być ósmym pasażerem prezydenckiej kapsuły ratunkowej, a reszta to balast i pomyłka.
Tomasz Matynia, człowiek z PR-owego piekła Morawieckiego, zadbał o transfer Banaszka do prezydenckiej szkatułki z doradcami. Bo Kancelaria Prezydenta to nie urząd. To koalicja frakcji, frakcyjek, salonów i kłótni o to, kto pierwszy usiądzie obok świętego mikrofonu TVP Info. Jeden chce doradzać energetycznie, drugi chce doradzać militarnie, trzeci nie wie, co doradza, ale chce mieć biurko bliżej korytarza. Banaszek wszedł i zrobił szum. I nie taki miły szumek liści na wietrze, tylko dźwięk łamanej porcelany.
Czy Banaszek chce być szefem gabinetu prezydenta? Oczywiście. A Szefernaker, który dziś tam urzęduje, może już się rozglądać za nowym fotelem. Może ministrem? Może ambasadorem? Może prowadzenie wieczorów wyborczych w TV Trwam? Wszystko lepsze niż słuchanie, jak Banaszek dobiera zasłony do Pałacu.
Ten państwowy teatrzyk ego i wazeliny to nie przypadek. To system. Ludzie bez mandatu, ale z parciem na szkło. Osobowości niedojrzałe, ale za to z kluczem do prezydenckich korytarzy. Jeden z nich ma chrapkę na Warszawę, inny na resort. Jeszcze inny chce po prostu przetrwać. A na koniec każdy z nich wystąpi w panelu dyskusyjnym o demokracji, z miną noblisty i przeszłością gimnazjalisty.
I tylko gdzieś w tle, z Węgier, dochodzi echo Ziobry. Głos skazany na emigrację, którego obrońca walczy z sędziami, jakby to oni byli winni, że jego klient prowadził państwo jak sklep monopolowy bez kasy fiskalnej. Ale o tym innym razem.
Tymczasem w pałacu prezydenckim trwa walka kogutów. Tylko że to nie koguty. To pawie. I każdy z nich uważa, że jego ogon jest największy.
Niech gra trwa. Polska to wytrzyma. Chyba.
(cdn)

Dodaj komentarz