IMPERIUM GŁUPOTY, CZYLI O ŚWIECIE, KTÓREGO NIE ROZUMIEM

Warszawa

Są takie dni, kiedy człowiek patrzy na świat i nie może się nadziwić. Nie tym, że jest źle. Nie tym, że politycy kłamią, a wojna wciąż trwa. Nie tym, że prezydenci bawią się w strategów jak dzieci w piaskownicy, a my – obywatele – mamy im jeszcze bić brawo. Dziwi mnie tylko jedno: że to wszystko wciąż działa. Że ta planeta jeszcze się kręci, mimo że jej kierownicę trzymają najgłupsi z możliwych.

Na początku był chaos. Teraz mamy jego standaryzowaną wersję. Pakowany w celofan, z logo partii politycznych i pieczątką „patriotyzm”.

W Ukrainie trzeszczy. Nie tylko pod rosyjskim ogniem, ale i pod ciężarem korupcji. Jermak – szara eminencja, prawa ręka Zełenskiego – złożył dymisję. Z klasą. Bez konferencji prasowej z husarią w tle. Po prostu wyszedł. Bo 100 milionów dolarów nie wyparowuje tak po prostu. A jednak wciąż są tam ludzie, którzy wierzą, że warto walczyć – z Putinem, z degeneracją, z własnym cieniem. I są gotowi robić to naprawdę. Nie na Twitterze.

W tym samym czasie Trump – specjalista od autorytarnych bromansów – szykuje dla Ukrainy trumnę z napisem „Pokój”. Pokój w 28 punktach. Każdy napisany cyrylicą. Każdy pachnący kompromisem z agresorem. Bo przecież biznes to biznes. Gaz z Rosji? Metale z Norylska? Złote żyły Putina, które już śnią się amerykańskim inwestorom. A że Ukraina przy tym straci ziemię, godność, suwerenność? Kto by się przejmował. Przecież Witkoff – kolega Trumpa z pola golfowego – mówi, że to „strategia”.

W Warszawie też mamy strategów. Tyle że z kartonu. Karol Nawrocki, samozwańczy sternik konstytucji, odmawia podpisania ustaw, wetuje nominacje oficerskie, zawiesza młodych sędziów – a potem ma pretensje, że nikt go nie pyta o zdanie. No jak to! Przecież prezydent to nie urząd – to uczucie! Ego w najczystszej postaci. Radosław Sikorski przypomniał mu ostatnio, że Polska to jednak nie dyktatura. Że jak coś się robi „w imieniu Polski”, to wypadałoby to z kimś uzgodnić. Ale jak się budziło po nocach z wizjami esbeków ukrytych w tramwajach, to trudno teraz wrócić na ziemię.

I znowu – patrzysz na to wszystko i myślisz: czy naprawdę tacy ludzie mają prawo mówić nam, jak żyć?

Partia Brauna – skrajność, agresja, przemoc. I znów: czy mamy to traktować jak normalną część demokracji? Czy demokracja naprawdę polega na tym, że finansujemy ludzi, którzy chcieliby ją podpalić? Minister Żurek mówi: trzeba to przemyśleć. Bo owszem – są granice tolerancji. Ale dlaczego tak wielu z nas udaje, że ich nie widzi?

I znowu: głupota.

Nieznośna, bezczelna, rozsiadła w studiach telewizyjnych i na konferencjach prasowych. Głupota, która przemawia tonem eksperta. Która chce decydować o przyszłości Unii Europejskiej, kiedy nie potrafi przeczytać traktatu. Która rzuca oskarżeniami, ale nie zna przepisów. Która boi się uchodźców, a nie zna geografii. Która myli moralność z oburzeniem, a wartości z narodowym kebabem.

Czy można się jeszcze dziwić? A jednak – ja się dziwię. Codziennie. Gdy czytam, że Chiny oferują pokój w Ukrainie, ale za Tajwan. Że Xi Jinping mówi o „kryzysie u źródeł”, czyli według niego – o winie NATO. I co robi Trump? Kiwnięcie głową. Bo przecież wszystko można sprzedać – nawet cudze terytorium. A Europa? Europa siedzi i liczy, ilu jeszcze europosłów przejdzie do skrajnej prawicy. Ilu jeszcze Orbanów trzeba, byśmy się obudzili?

Świat staje się alegorią głupoty. A my? My tańczymy z tymi głupcami. Niektórzy z rozbawieniem, inni z rezygnacją. Czasem ktoś jeszcze tupnie nogą, ale nikt już nie wierzy, że ten taniec da się zatrzymać. Bo przecież „takie czasy”. Bo „nic się nie da zrobić”. Bo „wszyscy są tacy sami”.

Nie. Nie są. Są tacy, którzy chcą wprowadzić plan pokojowy na kolanie, i tacy, którzy ryzykują życiem w obronie własnego kraju. Są tacy, którzy plują na konstytucję, i tacy, którzy próbują ją odbudować kawałek po kawałku. Są tacy, którzy głupotę traktują jak oręż, i tacy, którzy nazywają ją po imieniu.

Tylko że tych drugich coraz mniej słychać. Bo media wolą krzyk. Bo TikTok nie lubi refleksji. Bo świat nie lubi, gdy ktoś mówi: „nie rozumiem was”. A ja właśnie to mówię. Nie rozumiem. Nie rozumiem, jakim cudem pozwoliliśmy głupocie przejąć mikrofon. Nie rozumiem, jakim cudem pozwalamy jej pisać prawo. Nie rozumiem, jakim cudem patrzymy na to wszystko i mówimy: „jakoś to będzie”.

Nie, nie będzie. Bo jeśli świat upada – to nie przez wojnę. Nie przez kryzys. Nie przez pandemię. Tylko przez to, że z każdą kolejną decyzją, głupota zyskuje kolejne przywileje. A mądrość – kolejne rany.

I tylko jedno pytanie zostaje bez odpowiedzi:

Jak bardzo jeszcze trzeba się upodlić, by ktoś w końcu powiedział: DOŚĆ?


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights