NOWA JAŁTA, STARA ŻENADA, CZYLI JAK ŚWIAT USIŁUJE SPRZEDAĆ NASZĄ GODNOŚĆ NA DOLAROWEJ PROMOCJI

Warszawa

Felieton pełen ironii, zadumy, politowania i nieodpartego wrażenia, że ludzkość ma alergię na wnioski.


I. Nowa Jałta – stara śpiewka

Nie trzeba być Winstonem Churchillem, aby zauważyć, że historia lubi się powtarzać – najczęściej jako farsa, czasem jako prezentacja PowerPoint. Gdy ujawniono 28-punktowy „plan pokojowy” Donalda Trumpa, świat dyplomacji zawisł między zgrzytem zębów a stłumionym chichotem. Problem w tym, że ten plan bardziej przypominał listę życzeń napisaną przez Putina w hotelowym lobby, niż rzeczywisty dokument negocjacyjny.

Z jednej strony mamy Ukrainę – kraj zbombardowany, okradany, nękany korupcją, a jednak wciąż trzymający pion, niczym ostatni strażnik zachodniej moralności. Z drugiej – duet Witkoff i Rubio, którzy uznali, że XXI wiek to świetny czas, aby zignorować prawo międzynarodowe i zaproponować coś w rodzaju: „Oddacie wszystko, a w zamian pozwolimy wam się ładnie uśmiechnąć do Europy.”

Plan miał zakończyć wojnę. A „zakończyć” to przecież nie to samo co „wygrać”, „przegrać” czy choćby „zrozumieć”. Trump chce ją „zamknąć”, jakby to była subskrypcja Netflixa, a nie krwawiący naród w ruinach. Putin chce wygrać, ale tanio. Europa chce mieć święty spokój, najlepiej bez konieczności odinstalowania TikToka. Polska? Polska chciałaby być traktowana poważnie – ale znowu nikt jej nie informuje, że właśnie została wystawiona w menu dnia.

Tym bardziej że Trump właśnie powiedział coś, co wstrząsnęło nawet tymi, którzy zdążyli się już oswoić z jego cynizmem. Na pytanie, co jeśli Zełenski nie zaakceptuje planu, odpowiedział: „Musi polubić. A jeśli mu się nie spodoba? No to niech dalej walczą.”

To nie była metafora. To była polityka w wersji mikrofalowej: podgrzana bezduszność, gotowa w 30 sekund. Prezydent USA uznał, że Ukraina „nie ma żadnych kart” – powiedział mu to już w lutym. A teraz daje czas do 27 listopada. Zegarek tyka, godność w promocji. Kup teraz, zanim się skończy.

Zełenski, w swojej odpowiedzi, zachował klasę. „Nie dam wrogowi powodu, żeby powiedział, że Ukraina nie chce pokoju.” Ale między wierszami było wszystko – rozpacz, kalkulacja i świadomość, że świat znów próbuje podpisać coś ponad jego głową. Tylko że tym razem plan pokojowy pisze biznesmen z wieży, który uważa, że dyplomacja to poker, a stawka to cudze państwo.

Komentarz: W krainie ślepców jednooki Karol jest… komentatorem

Karol Nawrocki spojrzał jednym okiem na konflikt ukraińsko-rosyjsko-amerykańsko-europejski i z miną nauczyciela z podstawówki rzucił w świat, że „każdy plan musi być zaakceptowany w Kijowie”. Serio? To jak powiedzieć, że deszcz pada, bo chmury są mokre. Ale nie zniechęcajmy się, bo ten historyk ma jeszcze jeden dar – umiejętność wypowiadania się bez potępienia. I to w sprawach, które wręcz krzyczą o potępienie.

Trump, przypomnijmy, oddaje Ukrainę Putinowi niczym kartę podarunkową w rosyjskim Lidlu, ale Nawrocki nie widzi problemu. Nie, nie potępia Trumpa. Nie wspomina nawet, że ten pomarańczowy błazen stawia ultimatum Zełenskiemu i traktuje państwo napadnięte jak sprzątaczkę, której można dać 28 punktów zadań do wykonania w zamian za możliwość dalszego oddychania.

Zamiast tego prezydent z IPN łaskawie konstatuje, że „to Ukraina musi zaakceptować plan”. Ach, jak subtelnie – jakby nie wiedział, że alternatywą dla „zaakceptowania” są kolejne cmentarze, a nie jakieś geopolityczne spa.

Do tego dochodzi typowe dla tego środowiska mylenie zasięgu wypowiedzi z jej sensownością. Nawrocki kłamie w żywe oczy, mówiąc, że ciężar wojny ponoszą Stany Zjednoczone – jakby UE, Polska, Niemcy, Czechy, Bałtowie i reszta Europy od początku wojny tylko siedzieli na leżaku i czytali „Przegląd Wschodni”.

No ale przecież w tej narracji to Ameryka płaci, więc może rozkazywać. Karol, ty tak na serio? Czy może po prostu odpisałeś swoją wypowiedź z tylnej okładki „Myśli Nowoczesnego Polaka”? Bo wygląda na to, że przyjąłeś logikę dealera samochodowego: kto płaci za benzynę, ten może decydować, dokąd jedzie czołg.

W tej całej farsie Nawrocki nie zauważa nawet, że Trump wycofuje się z obietnic, że Ukraina odzyska wszystkie terytoria. Nie widzi, że plan amerykański nie był konsultowany z nikim – ani z Kijowem, ani z Europą. Ba, zawiera zapisy dotyczące Polski, o których nawet Duda dowiedział się z Axios.

Gdyby milczenie było złotem, wypowiedź Nawrockiego byłaby inflacją.


II. Mariupol – zbrodnia w filtrze vintage

Wielką ironią naszych czasów jest to, że kłamstwo nie tylko się nie ukrywa, ale może być opakowane, przefiltrowane i opatrzone hasztagiem. Mariupol – miasto, które Rosja zamieniła w gruzowisko i cmentarz – w oficjalnych rosyjskich przekazach przypomina folder z Airbnb: „Nowe życie! Plaża! Kawiarnia!”

Czasem tylko ktoś się przejęzyczy i powie, że „właścicieli tych mieszkań już nie ma w mieście.” I nikt nie zadaje pytania: gdzie są? Dlaczego? A może nie wypada.

Leonid Krutakow – rosyjski propagandysta – mówi na antenie, że rosyjska armia zdobywa tylko ruiny. Cóż, nawet zepsuty zegar dwa razy dziennie pokazuje właściwą godzinę. Tylko że reszta propagandy woli opowiadać o kawiarenkach i salonach piękności. „Nowe życie” – słychać w relacjach blogerek. Problem w tym, że to życie bez ludzi.


III. Polityka z granatem – czyli dywersja kolejowa made in Terespol

Polska, w swoim nieodmiennym stylu kombinacji dobrej woli z brakiem informacji, postanowiła otworzyć przejścia graniczne z Białorusią. Efekt? Bum. Dosłownie. Eksplozja na torach. Sprawcy – posiadacze ukraińskich paszportów – wjechali przez Terespol. Cóż za cudowna koincydencja!

Ministerstwa milczą, eksperci milczą, premier mówi dużo – ale nikt nie tłumaczy, które warunki postawione Białorusi zostały spełnione. Otwarto granicę, a w zamian otrzymaliśmy dywersję. Gratulacje.

A propos racjonalnych decyzji – mimo wszystko trzeba oddać obecnemu rządowi, że zachował minimum zimnej krwi. Donald Tusk, choć potyka się czasem o własne kompromisy, stara się nie grać propagandą jak na cymbałach w orkiestrze marszowej. Tymczasem, na drugim końcu sceny, mamy Jarosława Kaczyńskiego, który nadal żyje w świecie, gdzie Ameryka to świętość, a Europa to wróg, o ile nie uzna jego geopolitycznej astrologii.

W tym samym duchu Karol Nawrocki – nasz naczelny historyk-patriota z Instytutu Pamięci Narodowej – postanowił wziąć udział w dyskusji o Ukrainie i Rosji, wykazując się intelektualną zwinnością pijanego nosorożca. Jego zdolność do łączenia przeszłości z teraźniejszością, przypomina próbę naprawy zegarka za pomocą łomu. Od Nawrockiego zależeć może retoryka wobec Ukrainy – i faktycznie, jeśli tak, to jesteśmy o krok od historycznej katastrofy komunikacyjnej.

Polska prawica w tej chwili nie wie, czy bardziej nienawidzi Rosji, Niemiec, Unii Europejskiej czy… Ukrainy. Ten chaos intelektualny sprawia, że część komentatorów myli wroga z ofiarą, a ofiarę z przeszkodą.


IV. Kapitalizm 3.0, czyli świat na zamówienie, ale bez odbiorcy

W nowoczesnym kapitalizmie człowiek nie jest już konsumentem. Jest zbiorem danych, które ktoś analizuje, żeby sprzedawać mu nowe światy. Kapitalizm 1.0 obiecywał „spełnimy twoje potrzeby”, 2.0 zapewniał „damy ci tożsamość”, a 3.0 mówi: „stworzymy ci świat w pełni dopasowany do twoich preferencji – najlepiej w VR.”

W tym świecie zamiast obywateli mamy awatary, zamiast wspólnoty – bańki informacyjne. Lewicowa bańka nie zna wątpliwości. Prawicowa – empatii. Między nimi milcząca większość, której już nawet nie chce się ściągać aplikacji „demokracja”.

Liberalna demokracja i kapitalizm – to małżeństwo zawarte z rozsądku. Dziś przechodzi brudny rozwód z podziałem majątku, prawem do odwiedzin obywatela raz w miesiącu i batalią o prawo do memów.


V. Zełenski, czyli jak nie stracić wszystkiego naraz

Prezydent Zełenski, niczym tragiczny bohater greckiego dramatu, stoi dziś przed wyborem: utrata godności albo kluczowego partnera. Trump grozi: albo podpiszecie „plan pokojowy”, albo odcinamy amunicję, dane wywiadowcze i nasze złudzenia.

Problem w tym, że ów plan wygląda jak umowa przedwstępna kapitulacji. Ukraina oddaje terytoria, ogranicza armię, a Rosja dostaje amnestię za zbrodnie wojenne i obietnicę, że NATO więcej się nie poszerzy.

To nawet nie plan. To warunki pokoju podpisane przez ofiarę i kata, przy czym ofiara ma zawiązane oczy, a kat długopis.


VI. Wnioski kredą pisane

Na Słowacji ktoś napisał kredą na asfalcie: „Jak smakuje ch… Putina?” I wiecie co? To był najbardziej uczciwy komentarz do rzeczywistości od miesięcy. Prosty, dosadny, bez eufemizmów i zbędnych analiz. Może właśnie tak powinno wyglądać podsumowanie tej epoki: jedno pytanie, zadane publicznie i niewygodne dla wszystkich stron.

Bo skoro świat postanowił być kabaretem, przestańmy udawać, że nosimy garnitury, a nie kostiumy klaunów.


Epilog: Czy to już nasza wojna?

Zadajmy sobie to pytanie szczerze. Czy to jeszcze wojna „tam gdzieś daleko”, czy już tu i teraz? Czy chcemy wciąż udawać, że Ukraina to jakaś osobna planeta, że Mariupol to egzotyczna katastrofa, a kolejowe eksplozje to przypadek?

Jeśli nie zaczniemy tego nazywać po imieniu, obudzimy się w rzeczywistości, w której nie tylko wszystko będzie o nas bez nas – ale i przeciwko nam.


Autor – bo nikt inny nie miał tyle sił i ironii, żeby to wszystko napisać do końca.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights