
Autor: kronikarz upadku i strażnik sarkazmu
Jarosław Kaczyński – czyli nasz lokalny Nostradamus z Żoliborza, tylko bez profetyzmu i z większą obsesją na punkcie „suwerenności’ – postanowił ostatnio rzucić kolejną kostką w swojej grze o wszystko. I co wyrzucił? Siódemkę głupoty i czwórkę rozpaczy. Ogłosi bowiem, że powoła zespół, który ma przygotować nowy program Prawa i Sprawiedliwości. I tu mózg już zaczyna krwawić.
Bo zespół to nie jest. Zespół to ma Coldplay. To, co powoła Kaczyński, to bardziej orkiestra Titanica złożona z postaci, które w normalnym państwie prawa nie zasiadałyby w komisjach, tylko na ławie oskarżonych. A jednak – tu będą, tu będą pisać, tu będą knuć.
I niech nas Bóg chroni przed tymi kretynami, bo jeśli oni wygrają wybory w 2027 roku, i – nie daj Boże, naprawdę, nie daj Boże – zrealizują choć 10% tego, co obiecają… to trzeba będzie wiać. Szybko. Sprawnie. Bez oglądania się za siebie.
Problem tylko – dokąd? Ziemia jest okrągła, ale ucieczka przed takim zestawem politycznych odrzutków przypomina próbę ucieczki z kabaretu, w którym jesteś publicznością i zakładnikiem jednocześnie. A gdziekolwiek nie pojedziesz, oni już tam wyślą kogoś w delegację do „promocji Polski”.
I żeby nie było niedomówień: przy tych „gwiazdach” intelektu z PiS, Donald Trump wygląda jak zagubiony, ale jednak certyfikowany profesor filozofii politycznej. Bo o ile Trump przynajmniej potrafił wzbudzać strach i śmiech, to tu będziemy mieć do czynienia z ekipą, która będzie wzbudzać… coś pomiędzy zażenowaniem a instynktem samozachowawczym.

ZACZNIJMY WIĘC TEN ŻAŁOSNY POKAZ, BO NIE WYPADA PRZERYWAĆ STYPY PRZED TOASTEM
Kto się tam znajdzie? Och, same perełki.
- Zbigniew Ziobro – człowiek, którego nazwisko samo w sobie powinno być ostrzeżeniem na tabliczce przed wejściem do ministerstwa. Ma zarzuty ciągnące się jak spaghetti z mafijnego kotła, ale dostanie tekę ds. wymiaru sprawiedliwości. To jakby dać kierownicę ślepemu kierowcy, który już raz przejechał przez przystanek.
- Daniel Obajtek – twarz energetyki narodowej i korporacyjnej ruiny. Zajmie się klimatem. Niech mnie para wodna z czajnika zadusi.
- Przemysław Czarnek – profesor wszystkiego i niczego. Zajmie się ustrojem państwa. Czyli prawdopodobnie napisze konstytucję kredkami.
- Jacek Sasin – człowiek-mem, legenda przepalonych pieniędzy. Trafi do gospodarki. To już lepiej dać worek monet małpie i zobaczyć, co z tego wyjdzie.
- Joanna Lichocka – specjalistka od gestów w kierunku wyborców i kultury z Macierewicza rodem. Zajmie się kulturą i mediami. Czyli zniszczy ostatnie, co się jeszcze broni.
- Patryk Jaki – gladiator Twittera i wieczny bojownik z UE. Będzie budował politykę zagraniczną, czyli najprawdopodobniej uruchomi konflikt dyplomatyczny z Maltą.
- Mariusz Błaszczak – obrońca narodu z kartonu. Zajmie się obronnością. Znów. Jakby poprzednim razem wyszło to tak dobrze.
- Michał Woś – od Pegasusa do środowiska. Wmieść śmieci tak płynnie potrafi tylko PiS.
Lista będzie się ciągnąć dalej, jak kolejka do lekarza w NFZ. Każda osoba to osobny dowcip z pointą w stylu: „i tak zostali ministrami”.
„NOWY PROGRAM” CZYLI JAK WSTAWIĆ STARE MIĘSO DO NOWEJ LODÓWKI
Oni nie będą pisać programu. Oni odprawią rytuały. Mają stworzyć dokument, który ma przekonać wyborców, że PiS się zmienia. A tak naprawdę to ten sam kotlecik, tylko podany z natką pietruszki i nową nazwą.
Program będzie jak kosmetyczka w PRL – dużo pudru, mało treści. Edukacja, rodzina, wojsko, zdrowie. W rzeczywistości: kontrola, propaganda, beton i młot ideologiczny.
Bo czym będzie się różnił program PiS 2025 od tego z 2015? Czcionką.
KACZYŃSKI: DYRYGENT, KTÓREMU ZABRANO NUTY
Prezes to już nie lider. To staruszek z batutą, machający przed orkiestrą, która będzie grać, co chce. I nawet nie równo. Ale dla niego to wciąż symfonia narodowego zmartwychwstania.
On nie stworzy programu. On klepnie testament. I mam przeczucie, że nawet w nim będzie dopisek: „Ziobro dostaje wszystko, bo nikt inny nie chciał”.
PODSUMOWUJĄC, Z HUMOREM – ALE Z GULĄ W GARDLE
Ten program to nie będzie dokument. To będzie dzieło sztuki na zamówienie. Tylko klientem będzie historia, a wykonawcami – ci sami, którzy już raz podpalili kuchnię i teraz wrócą z nowym przepisem na bigos.
Jeśli to przejdzie, jeśli ci ludzie wrócą do władzy, to nie będzie kabaret. To będzie sequel horroru, którego nikt nie chciał, ale wszyscy będą musieli obejrzeć.
A więc – śmiejmy się, póki można. Bo jak oni wygrają, to zostanie nam tylko… paszport i buty do biegania.
Na razie – obserwujmy. Bo cyrk rozstawi namioty. I wielbłądy już wyjechały z remizy.

Dodaj komentarz