
Niebo nad Polską przypomina dziś prognozę z Teheranu: niebo gęste, ciężkie, gotowe do opadu. Tyle że u nas nie zasiewa się chmur jodkiem srebra, jak nad jeziorem Urmia, tylko rozsiewa się strach, sabotaż i dezinformację. Mamy poniedziałek, ale bardziej przypomina on wrzesień. Taki z 1939 roku. Albo grudzień. Taki z 1981. Generał Wiesław Kukuła nie przebiera w słowach: Polska znajduje się w stanie przedwojennym. Nie retorycznie. Dosłownie.
Co się wydarzyło?
W niedzielę rano maszynista na trasie Warszawa–Lublin zauważył wyrwę w torowisku. Zatrzymał pociąg. Dobrze zrobił – eksplozja mogła zmieść pociąg i pasażerów z powierzchni ziemi. Ładunek wybuchowy. Sabotaż. Dywersja. I nie jest to jedyny przypadek: niedaleko Puław uszkodzona trakcja, zainstalowana metalowa obejma, systemowe działanie na tej samej linii. Premier Donald Tusk nie bawił się w poetykę – powiedział to, co każdy powinien usłyszeć: to był zamach na bezpieczeństwo państwa. I nie pierwszy.
Wojna coraz mniej hybrydowa
Ta wojna przestaje być „hybrydowa”. Ona już jest namacalna. Wybuchy na torach, podpalenia składów, drony nad terytorium kraju, a teraz cyberataki – setki zmasowanych włamań do systemów instytucji państwowych. Atakowane są wodociągi, energetyka, serwery sądów. To nie happening. To wstęp do chaosu. A chaos to ulubione środowisko działania Rosji – tam czują się jak ryba w ropie.
Konkrety zamiast kazań
Tusk był na miejscu. Kierwiński, Klimczak, Żurek, Siemoniak – też. Każdy mówił jednym głosem: działamy, zabezpieczamy, analizujemy, reagujemy. Powołano specjalny zespół prokuratorsko-służbowy, trwają oględziny, zebrano materiał dowodowy, działa monitoring. Premier zapowiedział też posiedzenie Komitetu Bezpieczeństwa. W skrócie: państwo zaczęło działać jak państwo.
Gdzie jest Jarosław?
A gdzie jest opozycja? Gdzie jest Kaczyński, który jeszcze kilka tygodni temu opowiadał o Niemcach, Tusku, Brukseli i zamachu na niezależność Polski? Milczy. Czyżby czekał, aż Putin dołoży mu argumentów na nową kampanię? A może uznał, że skoro nie można winą obarczyć Tuska, to lepiej nie mówić nic? Nawrocki też zamilkł. Może nie przygotowano go na wariant, w którym wrogowie Polski mówią po rosyjsku, a nie po niemiecku?

A skoro o Nawrockim mowa – to doprawdy niepojęte, że w czasie, gdy premier ogłasza stan podwyższonej gotowości, gdy służby pracują 24/7 nad przeciwdziałaniem sabotażowi, człowiek z jego kancelarii, niejaki Paweł Szefernaker, publikuje histeryczne wynurzenia o tym, że „Karolowi Nawrockiemu odmawia się kontaktu z szefami służb”. Może dlatego, że państwo nie potrzebuje teraz historyka z doktoratem z patosu i obsesji na punkcie reparacji, tylko ludzi, którzy potrafią czytać raporty bezpieczeństwa bez podkreślania cytatów różowym zakreślaczem.
Nawrocki najwyraźniej sądzi, że w obliczu sabotażu i zagrożenia życia Polaków najważniejsze jest, by to jego – biednego, wykluczonego prezydenta – traktowano z należytą czcią. Może chce, by mu meldowano stan linii kolejowej, zanim zrobi sobie poranną kawę z patriotycznego kubka. A może po prostu poczuł się urażony, że nie zaproszono go do stołu z dorosłymi, którzy mają poważniejsze zadania niż lansowanie się na tle wystawy IPN.
Tymczasem sondaże nie kłamią: większość Polaków negatywnie ocenia współpracę prezydenta z rządem. I nie ma w tym nic dziwnego – bo trudno współpracować z kimś, kto myli powagę z obrażalską bufonadą i bezpieczeństwo z okazją do wystąpienia z kartką A4.
55 zatrzymanych, tysiące uśpionych
Od początku roku zatrzymano 55 osób powiązanych z obcymi wywiadami. Kilkanaście trafiło do aresztu. Inni zostali wydaleni. Ale to tylko ci, których złapano. Ilu jeszcze czeka? Ilu patrzy na każdą wyrwę w torach z satysfakcją? Ilu kombinuje, jak pomóc „braciom z Moskwy”? W świecie, w którym agenci podszywają się pod studentów, kurierów i komentatorów internetowych, każde potknięcie państwa to ich zysk.
Deficyt 227 miliardów, ale patriotyzm w nadmiarze
Deficyt budżetowy Polski po październiku to już 227 miliardów złotych – 80% rocznego limitu. Ale hej, jak głosiła poprzednia władza: „wystarczy nie kraść”. Tymczasem każdy cyberatak kosztuje. Każda eksplozja torów to straty nie tylko w stali, ale w reputacji. A jednak Polska według prognoz KE ma rosnąć szybciej niż Niemcy, Francja i Czechy. Obyśmy tylko nie podpalili własnych fundamentów, zanim ten wzrost się zmaterializuje.
Trump, cła i Epstein
A świat? Donald Trump – ten od wszystkiego – zapowiada cła dla państw kupujących rosyjską ropę. I wzywa do publikacji akt Jeffreya Epsteina. Świat płonie, a on myśli o aktach i akcyzie. W Iranie modlą się o deszcz, w Polsce modlimy się, by kolej dojechała. A na lotniczym festiwalu w Dubaju Rosja pokazuje swoje „nadzieje” w powietrzu. Gdyby tylko nadzieje miały silniki i nie były z demobilu.
Podsumowanie dnia: nie śpimy, bo Rosja nie śpi
To był dzień z tych, które nie powinny być rutyną. Bo jeśli przywykniemy do ładunków wybuchowych pod torami, to przegapimy moment, w którym wybuchnie coś więcej. Jeśli pozwolimy, by prorosyjskie narracje rozlewały się po mediach, jakby nic się nie stało – to stanie się wszystko.
Państwo działa. Premier mówi, że nie będzie taryfy ulgowej. Generał mówi, że jesteśmy przed wojną. Publicysta prosi, by nie robić z tego igrzysk. A obywatele?
Obywatele muszą zrozumieć, że w tym pociągu nie ma przedziałów dla niezdecydowanych.
Ten poniedziałek nie skończył się o 23:59. On się dopiero zaczął.

Dodaj komentarz