100 DNI NAWROCKIEGO, CZYLI STO POWODÓW DO ZDUMIENIA

Warszawa

ALBO RACZEJ: „TAK SIĘ ROBI POLSKĘ”

Jeśli ktoś jeszcze w czerwcu naiwnie wierzył, że po odejściu Andrzeja „Podpiszę wszystko, byle nie dziś” Dudy fotel prezydencki wreszcie wypocznie — to już wie, jak bardzo się pomylił. Fotel nie wypoczął. Fotel jęczy. Fotel płacze. Fotel prosi o azyl w którymś z państw bałtyckich.

A wszystko dlatego, że zasiadł na nim Karol Nawrocki — polityczny goryl w stadzie prawicy, który ręce „na gorylka” trzyma nie z przyzwyczajenia, lecz z przekonania, że tak wygląda siła. Gdyby jeszcze ta siła cokolwiek wnosiła… Ale nie. To siła, która otwiera drzwi łomem, by zaraz potem sprawdzić, czy można je jeszcze raz wyważyć, bo przecież „cel jest jeden”.

Jaki cel?
A to właśnie piękne u tej prawicy — zawsze mówią, że cel jest jeden, ale nigdy nie dodają, że chodzi o celownik optyczny, którym chcą przyłożyć demokracji prosto między oczy.


1. Orędzie, czyli showman wkracza na scenę

Karol Nawrocki zaczął kadencję jak prezenter telezakupów:
— „Nie będę współpracował z rządem, będę wetował, będę zmieniał konstytucję, będę bronił Polski przed UE!”

Brakowało tylko, żeby na koniec dodał:
— „A jeśli zadzwonisz w ciągu 10 minut, dorzucę komplet garnków i trzy weta gratis!”

Donald Tusk słusznie zauważył, że na prawicy nastąpiła „zmiana warty”. Szkoda tylko, że wartą jest teraz człowiek, który sam przed sobą musi udawać męża stanu.


2. Pierwszy projekt — CPK, czyli Złoty Cielec PiS-u

Nawrocki wyciągnął z lodówki stare, wyschnięte kotlety o nazwie CPK i podał je narodowi jako „nową wizję rozwoju”.
W Kaliszu, bo czemu nie — w końcu tam nawet pociągi nie chcą jeździć zgodnie z rozkładem, więc czemu by nie złożyć szumnej obietnicy, że superpociągi nie będą mijały miasta szerokim łukiem?


3. Weto nr 1 — w imię zasady: „nie, bo nie”

Zaledwie dwa tygodnie po zaprzysiężeniu Nawrocki uznał, że doskonale wie, czego potrzebują Polacy.
A Polacy potrzebują… chaosu legislacyjnego.

Wiatraki? Prąd tańszy?
Nie, proszę państwa. To pułapka Tuska!
Tak orzekł prezydent-gromowładny i rzucił pierwsze weto. Po nim posypały się kolejne jak konfetti na weselu.


4. Weto dla Ukrainy — najbardziej wstydliwy moment

Tu już śmiech nie przechodzi przez gardło.
Gdy cały cywilizowany świat trzyma Ukrainę za rękę, Nawrocki postanowił ją szarpnąć za ramię.

— „Pomożemy, ale tylko tym, którzy u nas pracują” — zakomunikował prezydent, który sam nigdy nie wykazał się pracowitością w rozumieniu cywilizacyjnym.

Ukraina walczy o życie, a polski prezydent walczy o punkty w sondażach Konfederacji.
Żenada w czystej postaci.


5. Kłótnia z Tuskiem — chłopiec z piaskownicy kontra doświadczony gracz

Nawrocki chciał pokazać, że jest lwem.
Tusk potraktował go jak kota sąsiadów, który wchodzi na stół, bo usłyszał, że jest „panem domu”.

Prezydent złośliwie rzucał, by rząd „zaktualizował swoje 100 konkretów”, a Tusk przypomniał mu delikatnie, że PiS-owska drożyzna nie wzięła się z powietrza.


6. Wizyta u Trumpa — uczeń u mistrza złego gustu

Trump: mężczyzna, który nie rozróżnia konstytucji od cennika w hotelu.
Nawrocki: mężczyzna, który chciałby nie odróżniać.

Zdjęcia z pierwszej wizyty wyglądały jak reklama MMA dla polityków:
Dwóch panów, którzy uwielbiają mówić, jak bardzo kochają swój lud — pod warunkiem, że lud nie zadaje trudnych pytań.


7. Moment próby — na chwilę było poważnie

Rosyjskie drony naruszyły polskie niebo.
Państwo zareagowało jak trzeba — wspólnie, odpowiedzialnie, ponad podziałami.

I wtedy Nawrocki wygłosił przemówienie o tym, jak „zdaliśmy test”.
W rzeczywistości test zdali ludzie, procedury i wojsko.
Nie polityk, który akurat w tym czasie uczył się modulacji głosu i krzyczenia w stylu Trumpa.


8. Spór o służby — prezydent odcina dostęp, bo tak mu pasuje

Nawrocki odmówił podpisu pod nominacjami w ABW i SKW.
Argument?
Taki jak zawsze: „Bo nie”.

Dodał do tego pretensję, że szefowie służb „nie mają do niego dostępu”.
Może gdyby nie udawał ochroniarza na koncercie disco polo, to by mieli.


9. Marsz narodowców — prezydent z ludem, ale tylko tym w glanach

11 listopada.
Narodowcy, race, hasła o „wstawaniu z kolan”.
I w tym wszystkim Karol „Chcę być liderem prawicy” Nawrocki.

Kaczyński też tam był, ale wyglądał jak turysta, który zabłądził.
Nawrocki — przeciwnie — jak pyton, który wrócił do terrarium.


10. Odmowa nominacji sędziowskich — powrót do mrocznych czasów

Kiedy prezydent ogłosił, że blokuje nominacje dla 46 młodych sędziów, zrozumieliśmy jedno:
Jego marzeniem nie jest prawo, lecz posłuszeństwo.

Minister z KO powiedział:
— „Nawrocki chce być Bogiem w nominacjach, choć konstytucja o tym nie wspomina.”

Gdyby mógł, pewnie dopisałby ten fragment własnoręcznie.


100 DNI — ANALIZA PSYCHOLOGICZNA

Gdyby psychologowie mogli prowadzić badania na żywych egzemplarzach polityków, to Karol Nawrocki byłby obiektem wymarzonym. Jego psychiczna konstrukcja przypomina szafę z IKEA: z daleka wygląda solidnie, a z bliska trzeba ją trzymać, żeby się nie przewróciła.

Kompleks siły

Przybiera postawę „zrobię wam wszystkim porządek”, nawet gdy pytanie dotyczy godziny otwarcia biblioteki.

Lęk przed Tuskiem

Objawia się nerwowym unoszeniem głosu na słowo „konstytucja”.

Przeczulona potrzeba aprobaty

Zwłaszcza na Marszu Niepodległości, gdzie Nawrocki porusza się z miną: „Kochajcie mnie, mam szalik i wszystko!”

Narcyzm misyjny

Marzy, że prawica uzna go za swego Mesjasza po przejściach.


100 DNI — WERSJA SATYRY PARLAMENTU

Wyobraźmy sobie, że polski parlament to teatr.

Nawrocki

Samozwańczy generał operetki. Wpada, krzyczy „wetuję!”, ucieka.

Tusk

Narrator z doświadczeniem, chirurg wśród dentystów.

Kaczyński

Duch dawnej potęgi. Błąka się i straszy jak Hamlet, tylko mniej skutecznie.

Konfederacja

Robi memy, drze kartki, bawi się polityką jak dzieci plasteliną.

Hołownia

Ogłasza przerwy. Głównie przerwy.


100 DNI — WERSJA BIBLIJNA

A oto w dniach owych, gdy minęło sto dni od chwili, gdy Karol zwany Nawrockim wstąpił na tron prezydencki, wydarzyły się rzeczy wielkie, choć niekoniecznie mądre.

I rzekł Pan… a właściwie rzekł Karol:

„Oto Ja wam daję nowe prawo, a prawo to będzie takie, jak Ja je sobie wyobrażę.”

I było to jak za dni Mojżesza, tylko że Mojżesz tablice miał od Boga, a Karol — od doradców marketingowych.

I przyszli do niego starsi ludu (czyli PiS), mówiąc:

„Prowadź nas, o Karolu, bo Kaczyński się zestarzał i tchu w nim tyle co w akordeonie po powodzi.”

I przyszli młodsi ludu (Konfederacja), mówiąc:

„Bądź nam Trumpem, bądź nam wojownikiem, bądź nam memem żywym!”

A lud centrowy tylko jęczał: — „Daj nam spokój, człowieku, my chcemy tylko normalnego państwa!”

I stało się, że Karol przemówił z wysokości mównicy:

„Jam jest Prezydent wasz, który wywiódł was z niedoli praworządności do ziemi obiecanej weta. Nie będziecie mieli innych interpretacji konstytucji prócz tej, którą Ja wam objawię.”

A lud posmutniał, bo konstytucja była jedna, a interpretacji — wiele.

I mnożył weta swoje jak ryby w Kanie.

I wyruszył w pielgrzymkę do domu Trumpa, w którym Trump rzekł:

„Dobryś, Karolu, godzien jesteś nosić czerwony krawat mój.”

I powrócił Karol pełen natchnienia, a natchnienie to było wielkie jak jego ego.


ZAKOŃCZENIE — APOKALIPSA NAWROCKIEGO

I tak kończy się pierwsze sto dni Nawrockiego — nie jak prolog, lecz jak zwiastun apokalipsy w odcinkach. A jeśli ktoś sądzi, że to już wszystko, ten niech pozna prawdę:

Najgorsze dopiero nadchodzi.

Bo oto stoi przed nami człowiek, który chce być wszystkim naraz:

  • prezydentem,
  • wodzem,
  • sędzią,
  • trybunem ludowym,
  • Trumpem po polsku,
  • i Tuskopodobnym władcą prawicy.

A gdy ktoś chce być wszystkim, zwykle kończy jako nic.

I tylko jedno napawa optymizmem:

Po drugiej stronie stoi Tusk — spokojny, chłodny, doświadczony, który wie, że chaos da się ograć elegancją i cierpliwością.

A my, obywatele, patrzymy na to jak na teatr, w którym scenografia się sypie, aktor zapomniał tekstu, sufler śpi, a inspicjent kradnie dekoracje — ale Tusk nadal gra jak zawodowiec.


A NA DESER — KRÓTKA WERSJA (ZŁOŚLIWA)

100 dni prezydenta Nawrockiego:

  • weta mnożone jak króliki,
  • konstytucja interpretowana jak horoskop,
  • polityka zagraniczna w stylu „Selfie z Trumpem”,
  • gesty „na gorylka”,
  • marsze narodowców, memy i gniewne przemowy,
  • zero powagi, zero odpowiedzialności, maksimum hałasu.

W tym czasie rząd Tuska: – sprząta, naprawia, łata, negocjuje, modernizuje.

Nie ma symetrii. Są fakty.

I jeden wielki morał: Gdy prezydent bawi się w wodza ludowego, państwo musi być mądrzejsze od niego.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights