PIĘKNA KATASTROFA, CZYLI JAK PIS-OWSKA ORKIESTRA GRA SWÓJ OSTATNI FAŁSZ

Warszawa

PIĘKNA KATASTROFA, CZYLI JAK PIS-OWSKA ORKIESTRA GRA SWÓJ OSTATNI FAŁSZ

Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy w Polsce działa kino akcji, to uprzejmie informuję: działa. Seanse codziennie. Napisy: „breaking news”. Obsada: Tusk – sympatyczny bohater bez peleryny, Sikorski – elegancki szermierz dyplomacji, Żurek – spokojny, ale z młotkiem reformatorskim, który potrafi huknąć w stół tak, że nawet Ziobro drży w Budapeszcie, a Domański – ten cichy specjalista od naprawiania rzeczy, które PiS psuł z pasją demolki osiedlowej.

A teraz wejście smoka: Karol Nawrocki, prezydent, który z konstytucją rozmawia jak nastolatek z GPS-em — „wiem lepiej, nie przeszkadzaj”. Facet, który rozpycha się w granicach prawa jak wataha dzików w ogródku działkowym: niby można, ale nikt przy zdrowych zmysłach tego nie robi.

Nawrocki odmawia nominacji 46 sędziom, bo „nie podoba mu się ich podejście”. Brzmi to jak casting do kiepskiego talent show, gdzie prezydent siedzi w jury obok Cenckiewicza, wciskającego czerwony przycisk szybciej, niż można powiedzieć „TK z 2012”.

Żurek słusznie zauważa, że sala gimnastyczna chyba bardziej pasuje Nawrockiemu niż rozmowa o konstytucji. I ja to kupuję. Wyobrażam sobie prezydenta robiącego przewrót w tył, by uniknąć podpisania nominacji. Ekspresja gimnastyczna pełną gębą.

Ale spokojnie, danie dnia: Rydzyk i jego święte imperium betonowo-medialne. Resort kultury domaga się od Lux Veritatis 210 milionów złotych. Po latach, w których Gliński rozdawał publiczne środki jak cukierki z podszytej wiarą kieszeni, Polska upomina się o swoje. Muzeum „Pamięć i Tożsamość”? Może pamięć została. Ale tożsamość? Chyba tylko tożsamość kogoś, kto zobaczył 200 milionów i pomyślał: „A czemu nie?”

Rydzyk niespecjalnie chce oddać pieniądze. No kto by chciał? Nawet Obajtek, proszący Nawrockiego o pomoc — znanego miłośnika prawa i porządku — nie dostał wsparcia. Prezydent odciął go szybciej niż szef firmy z opinią „tu się nie podpisuję”.

A propos Obajtka: ten człowiek jest jak postać z kreskówki – zawsze biegnie, ale zawsze na koniec wpada na ścianę z napisem „prokuratura”. I znowu huk. Znowu pył. Znowu zarzut.

Ziobro siedzi w Budapeszcie i udaje, że „miał bilet do Polski”. To tłumaczenie jak ze szkoły: „Proszę pani, ja naprawdę odrobiłem lekcje, tylko pies zjadł”. Tyle że tu pies ma na imię Orban i pilnuje ogródka.

Tymczasem Tusk robi to, czego przez lata nikt nie robił: prostuje, naprawia, wyjaśnia. Nie bawi się w piaskownicę, tylko mówi: „Panie prezydencie, może by tak zacząć współdziałać?” Ale gdzie tam. Nawrocki odpala kolejną ripostę jak nastolatek na TikToku: szybkie cięcie, trochę obrazy, dużo ego.

Sikorski robi swoje na arenie międzynarodowej, z boku pewnie ziewając na krajową pantomimę polityczną: dużo machania rękami, zero sensu.

Żurek? Ten to ma skórę twardą jak stalówka profesora prawa. Cierpliwy, chirurgiczny, merytoryczny. A mimo to musi słuchać kaznodziei z pałacu prezydenckiego, który opowiada o „ekwilibrystyce prawnej”, sam zjadając swój ogon z taką finezją, że nawet węże z National Geographic mogłyby prosić go o kurs zaawansowany.

A Domański? Cichy bohater – niewidoczny technik, który trzyma całą konstrukcję, podczas gdy aktorzy odgrywają kolejne kryzysy.

I tu sedno: PiS-owska banda — od Kaczyńskiego po resztki drużyny zombie — wciąż próbuje opowiadać bajki. Ale czasy się zmieniają. Widz już nie klaszcze. Widz chce prawdy, nie telenoweli pod tytułem „Immunitet na zawsze”.

Dlatego patrzymy dziś na polską politykę jak na wiosenny przegląd kabaretów: dużo śmiechu, trochę żenady i ta słodka ulga, że w końcu sprzątamy scenę po ostatnich ośmiu latach.

A Nawrocki? Jeśli tak dalej pójdzie, jego kadencja będzie jak pięć lat terapii grupowej: dużo mówienia, zero zrozumienia i pełno ludzi, którzy próbują delikatnie zasugerować, że rzeczywistość to jednak nie to, co twierdzi Cenckiewicz.

Państwo wraca na swoje tory. A niektórzy pasażerowie dalej wiszą na zderzakach, krzycząc, że im się należy.

A co im się naprawdę należy? Cóż — prokuratura wie. Sądy czekają. I to będzie pierwszy taki performance w Polsce: na żywo, bez suflera.

I wreszcie na koszt własny, nie państwowy.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights