PONIEDZIAŁEK POD FLAGĄ, CZYLI JUTRO SPŁONIE WARSZAWA (I NIE TYLKO)

Warszawa

Mamy 10 listopada. Powietrze ciężkie jak konstytucja w rękach Ziobry. Dzień przed Marszem Niepodległości, który z roku na rok przypomina mniej narodowe święto, a bardziej casting do roli Führera sezonu. Atmosfera? Jakby ktoś wymieszał pochodnie, smoleńskie kadzidło, konfederacką pychę i frustrację PiS-u z utraty władzy. Polska gotuje się w narodowym garze, a pokrywka już podskakuje.

W roli głównej – oczywiście prezes Jarosław Kaczyński. Ojcze narodu, powiedz nam, czemu znowu idziesz na marsz, który sam próbowałeś kiedyś zdusić? Odpowiedź: bo jesteś jak ten wujek, którego nikt nie zaprasza na wesele, a i tak przychodzi, obrażony, z flaszką żalu i pretensją o siedzenie przy kuchni.

PiS idzie w Marszu Niepodległości, choć przez lata wmawiał nam, że to nie ich bajka. Teraz już jest – ich. Bo im bardziej elektorat ucieka w stronę konfederackich klimatyzatorów moralnych, tym bardziej PiS chce pokazać, że też umie krzyczeć „śmierć zdrajcom” i „precz z Unią”.

Zobaczymy tam cały katalog postaci z politycznego cyrku. Karol Nawrocki, samozwańczy prezydent RP, który zablokował nominacje dla 136 funkcjonariuszy służb specjalnych, bo… bo może. Oczywiście dla dobra państwa. I patriotyzmu. I tradycji. I pewnie też dlatego, że Tusk oddycha za głośno. Prezydent, który wetuje nawet parki narodowe, bo drzewa za bardzo głosują na opozycję.

Nawrocki, szef państwa, które coraz bardziej przypomina kościelny biuletyn z nutą folwarku, dostał piany na ustach, gdy Tusk zdradził, ilu ludzi miało dostać awans. „Informacje niejawne!” – krzyczy obóz prezydencki, choć sami wcześniej publikowali te liczby na stronie prezydent.pl. Jacek Dobrzyński, rzecznik od służb, wchodzi z buta i mówi: „nie bawcie się funkcjonariuszami!”. Słusznie. Bawcie się racami.

I mamy jeszcze jednego bohatera – Sławomira Cenckiewicza. Człowieka bez certyfikatu dostępu do informacji niejawnych, który – zdaniem prezydenta – ma certyfikat. A zdaniem rządu – nie ma. I kto ma rację? NSA. Tylko że wyrok jeszcze nieprawomocny. Ale co tam, ważne że prezydent wie lepiej.

Tymczasem minister Tomasz Siemoniak spokojnie przypomina: prezydent dostaje wszystkie tajne informacje, ale nie ma prawa ściągać oficerów jak uczniów na korepetycje z patriotyzmu. Bo służby mają swoich przełożonych, a nie gospodarza z Żoliborza w wersji 2.0.

Afera o nominacje to tylko jeden z frontów. Na drugim – Dolina Dolnej Odry. Park Narodowy, który mógł być symbolem nowoczesnej ochrony środowiska, został po prostu zawetowany przez Nawrockiego, bo, jak tłumaczył, „zaszkodzi gminom”. Gminy, co ciekawe, błagały, żeby park powstał, bo przyniósłby miejsca pracy, subwencje i inwestycje. Ale prezydent, jak widać, boi się wszystkiego, co zielone – chyba że to dolar albo sutanna. Minister Paulina Hennig-Kloska nie odpuszcza i szykuje „plan B” – park powstanie jako filia Wolińskiego. Czyli obejście weta. Polska uczy się obchodzić własnego prezydenta. To jest dopiero nowoczesna demokracja.

Na trzecim froncie – Zbigniew Ziobro. Były prokurator generalny, dziś uchodźca węgierski, bo łatwiej być ofiarą politycznej zemsty w Budapeszcie niż podejrzanym w Warszawie. Sarkozy właśnie wyszedł z więzienia z dozorem elektronicznym, a Ziobro? Też ma dozór, tylko partyjny – Orban patrzy.

W międzyczasie rząd próbuje łatać po PiS-owskiej demolce. W NIK szykuje się czystka – ludzie Mariana Banasia mają stracić stanowiska. Zainteresowanie szkoleniami wojskowymi w stolicy bije rekordy, miejsca znikają szybciej niż godność Boguckiego w debacie. Polska szykuje się do święta, ale też do czujności. Bo z każdej strony dochodzą sygnały, że nie tylko Marsz Niepodległości może wybuchnąć.

W badaniu SW Research aż 45,2% Polaków ocenia Marsz Niepodległości pozytywnie. 28,4% negatywnie. Reszta nie ma zdania – albo po prostu boi się mieć. Bo w Polsce, jak powiesz, że nie lubisz Marszu, to zaraz jesteś „agentem Berlina”.

A jakby tego było mało, z Francji dochodzi echo upadku dawnych władców – Sarkozy wychodzi z więzienia, ale idzie pod sąd, w USA Trump zbiera gwizdy na stadionach NFL, a w Polsce PiS i Konfederacja licytują się, kto ma większy patriotyzm w portfelu. Mentzen, Bosak i Braun walczą o dusze nacjonalistów, a Kaczyński desperacko próbuje ich przelicytować. Wyszło jak zawsze: Braun grozi, Mentzen się obraża, a Bosak udaje, że czyta książki.

A przecież święto miało być o czymś innym. O wspólnocie. O wolności. O niepodległości, która nie wymaga nienawiści jako dodatku do flagi. Ale niestety – jak co roku – dostaniemy raczej festiwal frustracji, pokaz siły bez sensu i marsz ludzi, którzy kochają Polskę tak bardzo, że nienawidzą wszystkich innych Polaków.

Dziś Polska wchodzi w Święto Niepodległości z politycznym kacem, przedsmakiem burdy i narodową schizofrenią. Jedna połowa kraju idzie świętować, druga – schować się w domu. A trzecia? Trzecia znowu powie: „to nie jest mój marsz”.

I słusznie.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights