PREZES Z DOKLEJKI, CZYLI JAK PAN NAWROCKI ZROBIŁ Z IPN FILIĘ BIURA SPRZEDAŻY DZIAŁEK

Warszawa

W najnowszym odcinku Rzeczpospolitej Absurdów, gdzie rzeczywistość pisze scenariusze lepsze niż jakikolwiek kabaret, główną rolę gra Karol Nawrocki – samozwańczy władca pamięci narodowej, aktualnie zasiadający w Pałacu Prezydenckim, jakby dostał promocję za wieloletnią lojalność wobec Jarosława Kaczyńskiego i umiejętność recytowania na wydechu „Żołnierze wyklęci są solą tej ziemi”.

I kiedy wydawało się, że może przynajmniej z IPN-u zniknie patos zmieszany z betonem, na scenę wchodzi Karol Polejowski – bohater z funkcją „zastępca Nawrockiego” wydrukowaną chyba w akcie urodzenia. Konkurs na nowego prezesa IPN wygrał, choć sam nie bardzo wie dlaczego, a jego program działania Instytutu można streścić w trzech punktach:

  1. Nie zmieniamy nic.
  2. Kochamy Nawrockiego.
  3. Nie przeszkadzamy Nawrockiemu.

Polejowski najwięcej mówił o swoim poprzedniku – co może i byłoby rozczulające, gdyby nie fakt, że miał przedstawić własną wizję. Zamiast niej, dostaliśmy występ nostalgiczny, jakby opowiadał o utraconej miłości, a nie o zarządzaniu instytucją z prawie 700-milionowym budżetem.

Ale dobrze, zostawmy chwilowo tę farsę zwaną „konkursem” i skupmy się na tym, co naprawdę rozpala opinię publiczną, czyli na działkach. Bo działki, proszę państwa, to w Polsce nie ziemia – to polityczny ekwiwalent złota.

ZABŁOTNIA, NASZA MAŁA AFERALNA ARKA

Zaczęło się od jednego kawałka ziemi – 160 hektarów w miejscowości Zabłotnia, strategicznie położone na trasie planowanej linii kolejowej z Warszawy do Centralnego Portu Komunikacyjnego. Ziemia należała do Skarbu Państwa, ale – jakimś cudownym zbiegiem okoliczności – tuż przed oddaniem władzy przez PiS została sprzedana za śmieszne 21 milionów złotych prywatnej firmie.

Dziś jej wartość sięga nawet 400 milionów. Wyszło z tego coś na kształt narodowej wersji „Flip or Flop”, tylko że bez remontu, za to z ogromnym zyskiem dla wybranych i ogromną stratą dla budżetu państwa.

Kupcem był wiceprezes firmy Dawtona, a wszystko odbywało się za wiedzą i zgodą ówczesnego ministra rolnictwa – Roberta Telusa. Ten sam Telus, który tuż przed transakcją odwiedzał tę firmę, spędzając tam kilka godzin. Czysty przypadek? Tak samo czysty jak patelnia wyniesiona przez wiceprezesa Nowej Nadziei z Ikei.

OBAJTEK I SYN – ZIEMIA OBIECANA 2.0

W tym samym czasie, Daniel Obajtek – były prezes Orlenu, znany entuzjasta dużych działek i jeszcze większych premii – przekazał swojemu synowi osiem działek. Cztery z nich znajdują się w gminie Choczewo, gdzie planowana jest pierwsza polska elektrownia atomowa. Kolejne cztery – na Mazurach. Łączna powierzchnia: ponad 36 hektarów.

I tutaj KOWR (Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa) miał pełne prawo skorzystać z pierwokupu, bo od zakupu działek przez Obajtka nie minęło pięć lat. Ale nie skorzystał. Dlaczego? Nikt nie wie. A konkretniej – wszyscy wiedzą, tylko nikt nie chce powiedzieć.

Zgoda na przekazanie działek do Fundacji Rodzinnej Obajtków została wydana w trybie „nadzwyczaj pilnym”. Tak pilnym, że – jak czytamy w notatce KOWR – nie zachowano obowiązujących procedur. Czyli: dzwoni Obajtek, mówi „zróbcie to teraz”, i KOWR – cytując klasyka – robi „to teraz”.

KONFERENCJA PIS: WYSTĘP „ZAKŁADU UBEZPIECZEŃ MORALNYCH”

Skoro afera wyszła na jaw, logicznym byłoby oczekiwać skruchy, refleksji, może nawet dymisji. Ale to byłby świat, w którym polityka jest racjonalna. Zamiast tego, posłowie PiS zorganizowali konferencję pod siedzibą KOWR.

I co zrobili?

Zaatakowali… obecnego dyrektora KOWR, Henryka Smolarza – członka PSL. Oskarżyli go o „oszukiwanie instytucji państwowych”, zatajenie praw do działki i domagali się jego natychmiastowej dymisji. A wszystko dlatego, że nie odkupił działki, którą sami wcześniej… sprzedali.

To tak, jakby ktoś rozlał mleko na twojej podłodze, a potem wrócił z pretensjami, że jeszcze tego nie posprzątałeś. I że nie używasz wystarczająco ekologicznego mopa.

W tle – tradycyjna narracja: „to wina Tuska”, „kłamstwo mediów”, „afera wymyślona”, „to my teraz walczymy z patologią, którą sami stworzyliśmy”. Gdyby nie było to żenujące, byłoby nawet śmieszne.

PUENTA

Karol Nawrocki nie zapisze się w historii jako reformator. Co najwyżej jako ten, który z IPN zrobił polityczne ZOO. A Polejowski? Cóż… On nawet nie jest lwem w tej klatce. Jest papugą. I to taką, która zna tylko jedno słowo: „Nawrocki”.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights