



W poniedziałek poranek ma w Polsce smak kawy, kłótni i nerwowego przewijania wiadomości. Gdzie nie klikniesz – afera, gdzie nie zerkniesz – sondaż. Kraj się jeszcze dobrze nie przeciągnął, a już wiadomo, kto komu ukradł mikrofon, kto przegrał wojnę informacyjną, a kto odpala bon mieszkaniowy jak świecę w listopadzie.
TUSK PRZYTOMNY, KACZYŃSKI HALUCYNUJE
Donald Tusk, jak to Tusk, nie chodzi na skróty. Raczej marsz, rzadziej defilada, często z ironią w oku i nerwem w głosie. Gdy PiS w Katowicach urządzał polityczną stypę z przemowami nieboszczyków idei, Tusk organizował konwencję, która wyglądała jak zebranie ludzi wierzących, że można jeszcze myśleć.
Prezes Kaczyński natomiast zaprezentował menu wyborcze dla fanów surrealizmu: AI tax (cokolwiek to znaczy), bony za dzieci i zapomogi dla każdego, kto jeszcze nie uciekł z kraju. Całość wygłoszona tonem wuefisty, który wpadł na lekcję filozofii i nie znał pytań, ale za to dobrze krzyczał.
MENTZEN MA PROBLEM. KACZYŃSKI MA WIĘKSZY
Mentzen, mistrz od sprzedawania wolności w słojach po kiszonych poglądach, się obraził. Na Kaczyńskiego. Bo Kaczyński zrobił to, co robi zawsze: podlizał się nie tym, co trzeba. I zrobił to z gracją wędzonego boczku rzucanego na sushi. Braun, co to do Sejmu chodzi jak do klasztoru, z własną kataną i kodem zła, już bardziej się Kaczyńskiemu podoba. Nic dziwnego – lubi twardych chłopów z błyskiem obłędu w oczach. I tylko Bosak, milczący jak słownik terminów logicznych, trzyma fason. Bo wie, że w polityce cierpliwość to waluta cenniejsza od Bitcoina.
PEGASUS, CZYLI ŚWINIA W KOSMOSIE
Tymczasem sąd dostaje akt oskarżenia przeciwko Michałowi Wosiowi. Chodzi o 25 baniek z Funduszu Sprawiedliwości, za które kupiono Pegasusa. I nie, nie chodzi o rumaka ze skrzydłami, tylko o szpiegowskie cacko, które PiS wkładał Polakom do ucha, żeby słyszeć, czy nie głosują na Tuska. Sprawa pachnie na kilometr stylem „czy można kraść państwowo i to bezkarnie?”, ale sąd chyba powie: „Już nie”.
A to dopiero początek. Pegasus to tylko maskotka menadżerów z piekła średniego szczebla. Lada moment wysypią się Ziobrowe grzechy, Obajtkowe inwestycje i inne taśmy prawdy, zgrane na dyskietkę o nazwie „Państwo z kartonu”.
PIENIĄDZE ZNIKAJĄ, BANKOMATY ŚMIGAJĄ
Jakby tego było mało, Polacy zaczęli tracić pieniądze z kont. Nie dlatego, że inflacja, ale dlatego, że jakiś geniusz cyberprzestępstwa zaciągnął Pegasusa do bankomatu. Policja nie mówi, który to bank, ale za to każe zgłaszać się z historią rachunku i dowodem. Trudno nie podejrzewać, że winni mogą być ci, co przez ostatnie osiem lat trenowali legalne podsłuchy i nielegalne przelewy.
LEWICA I HOŁOWNIA: MEBLE BEZ MIESZKANIA
Lewica postanowiła wrócić na scenę z czymś zaskakującym: pomysłem na asystencję dla osób z niepełnosprawnościami. Dobry temat, szkoda tylko, że wybrzmiał jak odczyt w komitecie kolejkowym do apteki. Zero emocji, zero ognia. Zamiast walki o prawa – broszurka.
Hołownia, mistrz stylizacji na rzetelnego przedszkolaka demokracji, jak zwykle stara się być pomiędzy: między PiSem a KO, między śmiesznym a nudnym, między „chciejmy dobrze” a „niech nas ktoś inny posprząta”. Polska 2050 brzmi jak numer tramwaju do dzielnicy, której jeszcze nie zbudowano. Ale za to z nowoczesnym rozkładem jazdy.
PSL: WCIĄŻ PRZY WADZE
PSL trzyma się wagi politycznej jak rzep psiego ogona. Czasem wejdzie w koalicję, czasem wyjdzie z koalicji, czasem zagłosuje z opozycją, czasem z władzą. Stronnictwo Ludowe to taki polityczny szwajcarski scyzoryk: może i nie pasuje do wszystkiego, ale zawsze coś odetnie.
TRUMP NA KARAIBACH, PUTIN W DEFICYCIE
W świecie Trump też nie odpuszcza. Sankcje na Rosję takie, że Putinowi zaczyna brakować na gwoździe do pomników. Nawet Indie i Chiny powiedziały „może potem”. Rosja pierwszy raz od początku wojny tnie budżet wojenny. Biorą podatek VAT, ale nie biorą Ukrainy.
Tymczasem Donald Trump, celebryta geopolityki, robi za rozjemcę między Tajlandią a Kambodżą. Twierdzi, że zakończył osiem wojen i trzy razy rozwiązał Sudoku bez pomocy. Może i tak, ale gdyby miał Twittera, to pewnie znów by wywołał jeden konflikt samym żartem o sushi i bombie.
TUSK: ZACHODU NIE ODDAJEMY
Premier Tusk wie, co mówi. Mówi, że Rosja walczy, bo może, a my musimy walczyć, żeby móc. Przestrzega przed samotną Polską, wystraszoną, zamkniętą jak sklep monopolowy w niedzielę. Jego pomysły są jak mapa dla kierowcy: nie zawsze aktualne, ale lepsze niż jazda na czuja z oczami zawiązanymi płachtą z napisem „Ojczyzna”.
Tusk nie szuka wroga w Berlinie czy Paryżu. Bo wie, że ten prawdziwy siedzi w Moskwie i ostrzy sobie cyber-zęby na nasze szpitale i koleje. Mówi do rzeczy. W przeciwieństwie do opozycji, która mówi do lustra.
PODSUMOWANIE: ZANIM PRZEŁKNIESZ KROMKĘ
Poniedziałek zaczynamy z kacem politycznym i medialnym. Tusk trzyma kierownicę. PiS szuka nawigacji w poradniku z 1997 roku. Konfederacja balansuje między rykiem obłędu a milczeniem wstydu. Lewica chce dobrze, ale nie wie jak. Hołownia wciąż się zastanawia. PSL – wciąż liczy i kalkuluje.
Kraj się budzi. A Ty się nie zadław tą kawą.
Bo jeszcze przyjdzie wiadomość, że Ziobro został komentatorem w TV Republika Sport.
Dobrego tygodnia!

Dodaj komentarz