KABARET NA 132 PANELE: PIS, KACZYŃSKI, ZIOBRO I ZBROJNA DEMOKRACJA Z ŻOLIBORZA

Warszawa

W Katowicach, mieście znanym z przemysłu, smogu i pyłu w zębach, rozpoczęła się wielka, dwudniowa pielgrzymka bezsensu pod tytułem „Myśląc: Polska” — choć uczciwiej byłoby zatytułować ją „Czując: Panikę” lub „Bełkocząc: Zbiorowa Halucynacja”. PiS zorganizował swoje doroczne spotkanie klubu miłośników zaklętej przeszłości i teorii spiskowych, co samo w sobie nie byłoby niczym szczególnym, gdyby nie fakt, że ta banda złudzeń i politycznej nekromancji ma ciągle wpływ na tysiące współczesnych obywateli.

Jarosław „Zamykam się w szafie, żeby być sam” Kaczyński otworzył to intelektualne disco, rzucając z mównicy kolejną wersję swojej ulubionej baśni: „Zły Berlin i Bruksela chcą zjeść Polskę, ale dzielni rycerze z Żoliborza nie dadzą się pożreć, bo mają przepis na pierogi i konstytucję pisaną na kolanie Ziobry.” Tłum bił brawo, choć trudno było rozpoznać, czy to z zachwytu, czy w wyniku impulsów elektrycznych spowodowanych ciasnymi marynarkami.

Przy sto trzydziestu dwóch panelach dyskusyjnych (każdy mniej potrzebny od poprzedniego), możemy podziwiać defiladę wielkich umysłów polskiej prawicy: od mistrzyni trzech przypadków języka polskiego, Julii Przyłębskiej, przez bełkotliwego apostoła Betonu Narodowego, Przemysława Czarnka, aż po Jacka Kurskiego, który — mimo że politycznie martwy — jak zombie z TVP, znowu wypełzł z trumny, by mówić o mediach publicznych. Ironia? Zbyt mało powiedziane. To jakby Hannibal Lecter poprowadził panel o diecie wegańskiej.

Konwencja miała być „nowym otwarciem”. Owszem, ale raczej jak drzwi do publicznego szaletu na dworcu: skrzypiące, cuchnące i pełne starych twarzy.

Wśród atrakcji: Ziobro próbujący przekonać świat, że zna się na prawie; Morawiecki rozmawiający o gospodarce, którą wcześniej własnorządnie zepchnął do rowu; a Beata Szydło, prowadzona na panel o polityce społecznej, jakby właśnie wróciła z rekolekcji dla obrażonych na rzeczywistość.

I co mają do zaoferowania? Kredyt ze stałym oprocentowaniem na 30 lat. Pomysł równie świeży jak dyskietki i VHS. Do tego bon mieszkaniowy za trzecie dziecko, który brzmi jak promocja w Lidlu: „Dziecko gratis, bon w pakiecie!” A wszystko to w glorii reformy konstytucji, którą pisze ekipa, która ostatni raz konstytucję czytała przez sen, i to tyłem.

Tymczasem Tusk — tak, nasz Donald, który nie musi się przedstawiać, bo zna go nawet czajnik w kuchni Ziobry — robi swoje. Zamiast straszyć Niemcami i Zielonym Ładem jak bajką o wilkołaku dla dorosłych dzieci PiS-u, konsekwentnie przywraca normalność. Jego spokój drażni prawicowych harcowników bardziej niż rzeczywistość podatkowa w Excelu Morawieckiego.

Podczas gdy Kaczyński znowu ostrzegał, że Polska przestanie istnieć (po raz który to już?), Koalicja Obywatelska przygotowuje się do polityki jak dorosły człowiek do egzaminu — z książką, nie z memami i paranoją. I choć konwencja KO nie jest cyrkiem objazdowym, może właśnie dlatego warto się nią interesować.

Na koniec – najgłębszy wniosek po tej całej pokazówce: PiS nie przygotowuje się do wyborów. PiS przygotowuje się do oblężenia. Zgodnie z zasadą: jak już nie da się wygrać, to chociaż można podpalić mosty, zgasić światło i krzyknąć „Wróg u bram!”. A potem uciec tylnym wyjściem z agendą o suwerenności pod pachą i Kurskim na smyczy.

Nawrocki: Prawo? Sądy? Historia jak z VHS-u

W tej samej chwili, gdzieś w drugim akcie tej narodowej tragifarsy, pojawia się Karol Nawrocki, prezes z instytutu nostalgii narodowej, by wyłożyć nam filozofię IV RP: sędzia to nie osoba z wykształceniem prawniczym, lecz moralna kolumna narodowego sumienia. Tyle że w wersji Karola, ta kolumna jest cokołem dla popiersia z PRL-u, tylko przetartego szmatką IPN.

Nawrocki przemawia do sędziów jak stary nauczyciel WF-u do klasy z nadwagą: „Wstyd! Dyscyplina! Patriarchalna postawa!”. Straszy „mentalnością ukształtowaną w czerwonym totalitaryzmie”, choć sam zbudował własną karierę na słodkiej, politycznej czerwieni kartki partyjnej.

W jego narracji to sędziowie są winni wszystkiemu, bo nie chcą uznać „neosędziów”, czyli tych, których nazwiska losował automat z Nowogrodzkiej w asyście błaznów z Trybunału Konstytucyjnego.

Ale spokojnie, wszystko zmierza ku lepszemu. Mamy przecież nadzieje, programy i sztab ekspertów, którzy przekonają nas, że reforma to jakbyśmy kroili konstytucję nożykami z plasteliny.

Tak wygląda Polska oczami PiS. Pełna zagrożeń, zdrad, Brukseli czającej się pod łóżkiem i sędziów z mentalnością jak z „07 zgłoś się”. Ale na szczęście mamy Donalda Tuska, który jak dobry pilot, nie muszęc krzyczeć „Mayday”, spokojnie prowadzi nas z powrotem na ziemię.

I niech tak zostanie. Bo ostatnie, czego nam potrzeba, to kolejna konwencja PiS z Kurskim na karaoke i Ziobrą czytającym preambułę Konstytucji jak rozkład jazdy PKS-u w Trzebini.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights