
Zacznijmy od tego, że Andrzej Poczobut dostał Nagrodę Sacharowa. Brawo, brawissimo, zasłużenie! Poczobut, więzień polityczny z Białorusi, siedzi w kolonii karnej o zaostrzonym rygorze, bo ośmielił się mówić prawdę w kraju, w którym prawda ma tyle wspólnego z rzeczywistością, co kiełbasa z tofu. Dostał tę nagrodę wraz z Mzią Amaglobeli z Gruzji, pierwszą kobietą-więźniem politycznym w historii niepodległego kraju. Taki duet wolnościowy, który zamiast świętować na bankiecie w Brukseli, celebruje swoje zasługi w celi. Europa nagradza, wzrusza się i deklaruje solidarność. Co z tego wynika? Póki co, głównie wzruszenie. Ale to też coś.
Prawdziwy festiwal wzruszeń trwa jednak na Wschodzie. Rosja, niczym luksusowe sanatorium dla dyktatorów na emeryturze, przyjmuje z otwartymi ramionami obalonych watażków. Janukowycz, Asad, a nawet kirgiscy byli — wszyscy tam, jak na klasowym zjeździe „autorów zamachu stanu 2010+”. Można powiedzieć, że Putin stworzył coś w rodzaju klubu AA: Autokraci Anonimowi. Warunek: lojalność wobec gospodarza i najlepiej jakieś parę milionów w walizce.
Zresztą, Kreml wyraźnie lubi recycling. Nie wyszło z Janukowyczem jako prezydentem Ukrainy bis? Trudno. Ale ważne, że jest. Że pokazuje: „Widzicie? U nas dyktator nie zginie. Najwyżej zemdleje w saunie z nadmiaru kawioru.”
Ale zaraz, zaraz. Mamy też wiadomość z podwórka. Otóż rząd wreszcie znalazł pieniądze na tzw. Lex Huawei. Tak, dobrze czytacie. Ustawę, która miała być w zamrażarce, nagle odmrożono jak bigos po świętach. Teraz trafi do Sejmu. Co ciekawe, Huawei nadal zadowolony, USA też udają zadowolonych, a my dalej nie wiemy, czy nasze routery są bezpieczne, czy po prostu mają wbudowaną podsłuchową duszę.

A skoro przy podsłuchach: oto sensacja dnia — córka Donalda Tuska mogła być inwigilowana Pegasusem. Tak, Szanowni, Pegasusem. Tym samym, którym swego czasu urządzano safari na opozycję i prawników. Tym razem padło na córkę premiera. Czy ktoś się zdziwił? Raczej nie. Ale znów zrobiło się gęsto, głupio i podsłuchowo. Mamy więc państwo prawa, ale z oprogramowaniem do pogaduszek za kulisami.

Tymczasem, w zupełnie nieplanowanej kolizji kalendarzy, prezes Jarosław Kaczyński pojawił się w prokuraturze. Nie żeby coś się paliło, nie żeby coś wybuchło — po prostu przyszedł, usiadł, zeznał. Niektórzy mówią: teatr polityczny. Inni: desperacka próba odzyskania narracji. A jeszcze inni: zaproszenie do wewnętrznego monologu pod tytułem „dlaczego moje poparcie spada szybciej niż inflacja?”
W tle oczywiście Donald Trump odmawia spotkania z Putinem. Mówi, że „nie chce marnować czasu”. To słuszna refleksja — może jeszcze zostawi na widocznej półce swoje spinki do mankietów z wizerunkiem Lenina, żeby nikt nie miał wątpliwości, że jednak nie.
Z kolei w MOL-u, rafinerii, był pożar. Czy kierowcy to odczują? Tak, ale dopiero jak ceny paliwa będą bardziej dramatyczne niż losy Poczobuta. Innymi słowy: tankuj teraz, płacz później.
Dalej, immunitet Małgorzaty Manowskiej. Sędziowie chcą Trybunału Stanu. Na razie nie wiadomo, za co konkretnie. Ale jak to w Polsce — jak się nie wie, o co chodzi, to zazwyczaj chodzi o immunitet. A może o to, że ktoś kogoś źle przywitał na klatce schodowej.
W tle wywiad z byłym szefem BBN, Jackiem Siewierą, który przypomina, że jak Rosja zajmie Donbas, to następny będzie Kijów. Dzięki Jacku, tego się właśnie baliśmy, ale dobrze, że nam przypomniałeś.
I na koniec obrazek dnia: rosyjski atak dronowy na przedszkole w Charkowie. 48 dzieci. Szczęśliwie — ewakuowane. Ale znowu — wojna spotyka dzieci. A świat udaje, że gra w piłkę nożną, a nie w domino z głowicami.
A propos dzieci i dziecięcych zachcianek. Donald Trump zażyczył sobie zmiany w Coca-Coli. Nie, nie chodzi o to, żeby była zimniejsza. Ani żeby butelki były większe. Otóż — prezydent Stanów Zjednoczonych uznał, że czas zrezygnować z syropu glukozowo-fruktozowego i wrócić do cukru trzcinowego. I, jak można się domyślić, Coca-Cola ugięła się jak Komisja Etyki Poselskiej pod naporem kampanii wyborczej. Cukier trzcinowy brzmi lepiej. Naturalniej. Wersja zero kalorii dla sumienia.
Czy to zmieni cokolwiek dla zdrowia Amerykanów? Raczej nie. Ale ważne, że Trump poczuł, że znów ma władzę — choćby nad składem napoju gazowanego. Czekamy na kolejne dekrety: chipsy tylko z ziemniaków z Montany i popcorn wyłącznie z kukurydzy uświęconej na wiecu Republikanów.
To był dzień. Nagradzamy bohaterów, tolerujemy zbrodniarzy, głosujemy nad routerami, słuchamy podsłuchanych, patrzymy na spalone rafinerie i liczymy, kto komu immunitet. Europa tętni życiem. Prawie jak kabaret, tylko z mniejszą ilością śmiechu.
Z satyrycznym pozdrowieniem.

Dodaj komentarz