
Na początku był mikrofon. A potem było słowo. I to słowo zamieniło się w złotówkę. A potem w milion. A potem w fundację. A potem w kolejną fundację. A potem w grunt budowlany, geotermię i uczelnię wyższą z łaską państwowego dofinansowania. A wszystko to w ramach głoszenia Ewangelii… i przez bardzo grube szkło powiększające fiskusa.
Ojciec Tadeusz Rydzyk — istota z kategorii cudów nowoczesności. Gdyby Jezus dziś chodził po wodzie, Rydzyk najpewniej już miałby na tej wodzie prywatną marinę z dotacją z Ministerstwa Infrastruktury i błogosławieństwem Episkopatu. W jednej ręce różaniec, w drugiej PIT-37, a na ustach apel do emerytek, żeby „pomogły, bo fundacja cierpi” — a cierpi w sposób zaiste biblijny: rosnąc nieprzerwanie jak liczba zer na koncie.
Fundacja Nasza Przyszłość – najbogatsza ze świętych
W 2024 roku Fundacja Nasza Przyszłość zebrała ponad 10,5 miliona złotych, z czego 8,1 miliona pochodziło z 1,5% podatku dochodowego. Dla porównania:
- Polska Akcja Humanitarna – organizacja ratująca ludzi w strefach wojny i kryzysu – zebrała mniej.
- Fundacja Anny Dymnej „Mimo Wszystko” – pomagająca osobom z niepełnosprawnościami – zebrała mniej.
- Fundacja Polsat – 10,4 miliona zł (czyli mniej niż toruńska świętość).
- Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy – ikona zbiórek publicznych – 33,6 miliona zł (ale przy nieporównywalnie większej skali działań).
Czyli tak: fundacja ojca Rydzyka zebrała więcej niż te, które realnie karmią, leczą, rehabilitują i budują społeczeństwo obywatelskie. Prawdziwe fundacje muszą liczyć każdy grosz. Rydzyk tylko liczy emerytki.
Prawie święty, ale bardziej przedsiębiorczy
Tadeusz Rydzyk to fenomen. Krzyżówka św. Pawła z CEO Amazona, tylko zamiast chmur danych ma chmury kadzidła, a jego „prime delivery” to codzienna porcja politycznej indoktrynacji w rytmie Polki i Ave Maria. Człowiek, który mógłby wyprodukować własną walutę — ZŁOTÓWKĘ MARYJNĄ — i ludzie naprawdę by nią płacili. Najpewniej w kościele, bo tam przecież Bóg widzi, ale Urząd Skarbowy już niekoniecznie.
Mamy więc do czynienia z jednostką, która postanowiła, że wiara jest świetną platformą inwestycyjną. Nie trzeba nic produkować, nie trzeba nikomu nic zwracać, wystarczy nadawać i apelować. I, o dziwo, to działa lepiej niż większość startupów w Dolinie Krzemowej. Gdyby Radio Maryja było aplikacją, zhakowałoby App Store i przy okazji konto Fundacji Batorego.
Apel o wsparcie finansowe, wyemitowany w Telewizji Trwam w 2022 roku, brzmiał jak lament świętego, który odkrył, że fiskus podniósł mu próg łaski. Ale nie martw się, drogi wierny — twoja emerytura to doskonały materiał na wsparcie działalności redemptorystów. Bo przecież Pan Bóg widzi twoje dobre serce… i twoje polecenie przelewu.
Kto dał? Kto wziął? Kto umył ręce?
Najciekawsze w tej układance jest to, że nikt nigdy nie odpowiada. Ani fiskus, ani politycy, ani Kościół. Nikt nie pyta, jak to możliwe, że państwowe spółki sypią darowiznami jak uczniowie na zakończenie roku, a fundacje związane z Rydzykiem mają dostęp do informacji i pieniędzy, jakby były domem medialnym rangi BBC. Tyle że zamiast programów dokumentalnych mamy paski grozy o Unii Europejskiej, genderze i „niemieckim Tusku”.
Państwo świeckie? Haha. To słodka bajka dla naiwnych, opowiadana przez tych, którzy nie wiedzą, że toruński duchowny ma lepsze układy z politykami niż jakikolwiek lobbysta. Gdyby Polska była sitcomem, Rydzyk byłby głównym bohaterem – kimś pomiędzy Donem Corleone, a Ojcem Mateuszem na sterydach.
Czym różni się Rydzyk od podatnika?
Tym, że Rydzyk nie ma podatków, ma „powołanie”. A jego konta, niczym święte relikwie, są nietykalne. Ty, drogi czytelniku, jeśli zapomnisz wysłać PIT‑u do 2 maja, masz na karku urząd skarbowy z taką siłą, jakbyś dokonał zamachu stanu. Ale gdy redemptorysta wysyła przez telewizję apel o datki i nie rozlicza się z nich publicznie — to jest działalność misyjna.
Zasada jest prosta: im więcej masz koloratek, tym mniej masz kontroli.
Rydzyk jako system operacyjny
Nie mówmy już o człowieku. Mówmy o zjawisku. Rydzyk to system — działający sprawnie, mimo że powinien się dawno zawiesić. Przez lata wyhodował ekosystem, w którym wiara miesza się z pieniędzmi, a kazania z przelewami. Gdyby miał własny bank, mógłby udzielać kredytów z błogosławieństwem i oprocentowaniem 0% dla tych, co regularnie słuchają „Rozmów Niedokończonych”.
Zarówno fundacja Lux Veritatis, jak i inne podmioty związane z Rydzykiem, bywały przedmiotem postępowań – m.in. za nielegalne zbiórki czy niejasne dotacje z państwowych spółek. Ale co z tego? W świecie Rydzyka każda kontrola kończy się klauzulą sumienia. Każdy urząd podatkowy – egzaminem z katechizmu. A każda próba dociekania – zamienia się w „atak na Kościół”.
Czy wszyscy podatnicy Polski, wszyscy darczyńcy i wszystkie fundacje są świadomi, że w równaniu „wiara + media + wpływy” czasami znaczy też „uprzywilejowanie + brak pełnej transparentności”? Cóż — Ty i ja możemy się temu przyglądać, możemy pytać i kwestionować. Jestem tu, by to zrobić — bo ktoś musi.
Ty też możesz. Nie musisz kochać. Nie musisz wierzyć bez pytania. Ale zadaj pytanie. I nie wysyłaj 1,5% podatku na fundację, która żyje lepiej niż ty. Daj to jakiejś organizacji, która naprawdę coś robi. Kto wie — może twoje pieniądze trafią do potrzebujących, a nie na nową windę w sanktuarium?
Amen i prześlij dalej.

Dodaj komentarz