CZEGO NAWET KRETYN NIE WYMYŚLI, KACZYŃSKI I JEGO PRZYBOCZNI POWIEDZĄ: „UE PĘKA PRZED KAROLEM”

Warszawa

Dobrze. Usiądźcie wygodnie, poprawcie sobie kręgosłup pokrzywiony od przewracania oczami i pozwólcie, że opowiem Wam bajkę. Ale nie taką zwyczajną, o smoku, księżniczce i happy endzie. Nie. To będzie bajka o Karolu, co list napisał, Unii co pękła, i o wiecu, na którym zgromadzili się bohaterowie jak z filmu klasy C, tylko że bez budżetu i z dialogami pisanymi przez generator losowych zdań z Gazety Polskiej Codziennie.

Bo oto, proszę Państwa, Mateusz „gospodarka jak Pendolino bez hamulców” Morawiecki ogłosił, że UE pękła. Pękła jak tania opona w rowerze kupionym z OLX-u. A wszystko to dlatego, że Karol Nawrocki, nowy prezydent RP z twarzą wiecznie rozczarowanego dyrektora liceum katolickiego, wysłał list do Ursuli von der Leyen.

Tak, list. Prawdziwy, papierowy, z podpisem i być może nawet herbowym lakiem pachnącym narodową dumą i lakierem do podłóg z Instytutu Pamięci Narodowej. W tym liście Karol, niczym Don Kichot w dresie z Orłem, postawił ultimatum: „nie weźmiemy migrantów, bo jesteśmy Polską, a Polska nie bierze – Polska oddaje.” Po kilku dniach – trzask! – Unia „pękła”. Jakby naprawdę bała się faceta, który wygląda jakby zaraz miał przeczytać preambułę konstytucji z ambony.

Na wiecu, który miał być demonstracją siły, a wyszedł jak próbna ewakuacja z Biedronki – zjawiła się cała plejada gwiazd TV Republika i Trwam w wersji live: Jarosław „czuję się zagrożony, ale nie powiem dlaczego” Kaczyński, Mateusz „tęsknię za byciem premierem, ale też nie wiem po co” Morawiecki, Beata „ja też tu jestem, proszę zauważcie mnie” Szydło, Mariusz „minister wojny o memy” Błaszczak, i oczywiście crème de la crème – Przemysław Czarnek, człowiek, który uważa, że edukacja kończy się tam, gdzie zaczyna się świadomość.

Czarnek, który wciąż liczy, że zostanie premierem – tak przynajmniej twierdzi Kaczyński, być może kierując się zasadą, że jak już toniesz, to z kompletnym balastem – przemawiał jakby recytował kazanie, które napisał mu ChatGPT karmiony wyłącznie Naszym Dziennikiem. Oczywiście mówił o deprywacji, demoralizacji i degeneracji, czyli o tym, co sam robi z systemem edukacji. Według Czarnka, polska młodzież powinna być uczona „kim jest i jak wygląda”. Świetny pomysł, bo niektórzy po jego wykładach nie są już niczego pewni.

Morawiecki z kolei zamienił się w reportera śledczego, tropiącego „eksport migrantów z Niemiec”. Brakowało tylko mapy z sznurkami i zdjęciami podejrzanych imigrantów z doklejonymi wąsami. Twierdził, że dzięki Karolowi, Polska została ocalona od nielegalnych migrantów, mimo że wcześniej sam ich ściągał do pracy, jak Janusz do szwagra na budowę.

Beata Szydło była. Nie wiemy, co mówiła, bo zwykle mówi to, co wszyscy i tak już wiedzą: że była premierem i że jakby była dalej, to by było. Ale nie jest, więc nie ma.

A Błaszczak? No coż. Ten powiedział, że obecny rząd „nie zapewnia bezpieczeństwa”. Cóż za ironia, biorąc pod uwagę, że jako minister obrony narodowej był znany głównie z budowania płotu na granicy i obrażania Niemców. Gdyby bezpieczeństwo mierzyć liczbą wydanych konferencji prasowych, to byłby czempionem NATO.

Kaczyński natomiast wygłosił orędzie jakby z wnętrza bunkra, w którym ukrywa się ostatni raz przed sąsiadami z Unii Europejskiej. Przewidział „zagładę państwa polskiego” i ostrzegał, że wszystko idzie ku końcowi – czyli pewnie do następnych wyborów, w których znów trzeba będzie udawać, że się ma plan.

A Donald Tusk? Ten jak zawsze w formie, z gracją ironii godną zawodowego szydercy, rzucił w internetową przestrzeń:

„Fiasko wielkiego marszu Kaczyńskiego. Lepiej ci szło ściąganie migrantów niż manifestantów, prezesie.” Zostawił po sobie ciszę, w której można było usłyszeć rechot połowy internetu i cichy dźwięk trzaskającego ego na Placu Zamkowym.

To wszystko mogłoby być śmieszne, gdyby nie było tak żenujące. Politycy PiS opowiadają brednie o pakcie migracyjnym, który de facto i tak nas nie obejmuje (bo przyjęliśmy Ukraińców – niespodzianka!), krzyczą o zagładzie kraju, który samodzielnie rozwalili od środka i oskarżają rząd o niszczenie edukacji, jakby nie zostawili jej po sobie w stanie przypominającym kuchnię po imprezie studenckiej.

Ktoś jeszcze dodał coś o reparacjach, o protektoracie niemieckim, o tym, że nie będzie Polski, tylko kondominium. Brakowało już tylko ostrzeżenia przed czipami w szczepionkach i UFO kierowanym przez Sorosa.

A wszystko to – serio – z powodu jednego listu. Listu, który w normalnym kraju trafiłby do archiwum razem z ulotkami z Biedronki i listem od cioci Grażyny z Niemiec, co to przysyła 20 euro na święta i informację, że znowu śniegu u nich nie było.

A więc podsumujmy: Polska polityka zagraniczna wg PiS to krzyk przez megafon na podwórku, w nadziei, że sąsiedzi zza płotu się przestraszą i zaczną słać kwiaty. Unia „pęka” z grzeczności, a PiS z samozachwytu. A my? My pękamy – ze śmiechu, żenady i trochę z bezsilności.

Na koniec, pozwólcie, że zacytuję coś od siebie, w duchu obecnej narracji PiS:

„List Karola ocalił Europę. A ja właśnie odwołałem trzęsienie ziemi w Chile, wysyłając SMS-a do Pana Boga.”

Dziękuję.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights