TUPET, TARGOWICA I TORCIK MARCHEWKOWY, CZYLI JAK HOŁOWNIA CHCE ZOSTAĆ KSIĘCIEM ZŁOMOWISKA

Warszawa

Gdyby Szymon Hołownia był bohaterem baśni, to byłby tym, co udawał rycerza, a potem ukradł miecz, konia i jeszcze, na odchodne, zwinął królowi korony z lodówki. Wszystko to oczywiście w imię „odnowy królestwa” — tylko, że nikt go o to nie prosił.

Tak oto pan „Czysty jak łza” Hołownia, który kiedyś miał być polityczną wersją herbatki z melisy — łagodzący, koncyliacyjny, odświeżający — właśnie rzucił granat w środek koalicyjnej kuchni, krzycząc przy tym: „Ale przecież mieliśmy umowę, że ja to wysadzę tylko jak Tusk się nie zgodzi na moje warunki!”

Marszałek z gatunku niedzielących się zabawkami

Zacznijmy od sprawy zasadniczej: umowa była jasna. Marszałek Sejmu miał być rotacyjny — najpierw Szymon, potem Włodek. Taki był deal. Sprawiedliwość salomonowa, czyli dzielenie władzy jak tortu na imieninach w parafii. Ale nagle okazuje się, że Szymonowi smak tortu się spodobał i teraz nie chce się nim dzielić. Woli sam zjeść, a okruszki rzucić współkoalicjantom.

„Zmienimy marszałka, ale pod warunkiem…” – mówi Hołownia, a warunki są w stylu: dajcie mi wicepremiera, wicemarszałka, wicekota i możliwość przechowywania wszystkich spinaczy w Sejmie. Krótko mówiąc, facet, który jeszcze niedawno deklarował się jako duchowy następca Tischnera, właśnie odstawia polityczne „Miś na miarę naszych możliwości”. Tyle że bez Barea i z gorszym scenariuszem.

Nie polityk, tylko tropikalny owoc populizmu

Czy to jeszcze polityczna gra, czy już telenowela kręcona przy braku światła? Eksperci dzielą się na dwie grupy:

  • Tych, którzy uważają, że Hołownia się pogubił.
  • I tych, którzy uważają, że PiS kupił mu mapę.

Bo nie oszukujmy się — Szymon ostatnio zachowuje się bardziej jak kret niż koalicjant. Węszy, podgryza, a jak mu się trafi konferencja prasowa, to wyskakuje jak kret z trawnika – z żądaniami i miną człowieka zdradzonego przez wszystkich poza własnym lustrem.

Można by się z tego śmiać, gdyby nie to, że wszystko dzieje się na tle:

  • wojny gospodarczej z Chinami,
  • prób zastraszenia UE przez Rosję,
  • i sondaży, w których Polska 2050 ma 1,6 proc. poparcia, czyli mniej niż margaryna z Biedronki na TikToku.

Szymon i jego magiczna różdżka do zatracania poparcia

W sondażu IBRiS Polska 2050 nie przekracza progu. To już nie jest poparcie — to resztka niedojedzonego kisielu politycznego. A mimo to Hołownia zachowuje się, jakby trzymał w ręku bat i prowadził rydwan koalicji. Prawda jest inna: siedzi na osiołku, który właśnie wszedł w kałużę, i krzyczy, że to strategia nawigacyjna.

Tusk tymczasem patrzy, jak rozmontowywana jest koalicja od środka i musi zdecydować: czy pozwolić na szantaż i stracić twarz, czy się postawić i zaryzykować rząd. Niezależnie od tego, co zrobi — będzie źle. To trochę jak wybierać między zatwardzeniem a biegunką, kiedy jesteś uwięziony w toalecie bez drzwi.

A przecież Polska potrzebuje stabilności, a nie cyrku na kijach, gdzie jeden z klaunów nagle żada, żeby grać Hamleta, bo ma nowy garnitur.

Kto zyskuje? Zgadnij trzy razy

PiS zacierający ręce: Hołownia rozbija koalicję lepiej niż Kukiz gitarę. Nawet nie musieli robić nic brudnego — wystarczyło poczekać, aż Szymon sam się potknie o własne ambicje i ogłosi to jako zwycięstwo.

Konfederacja rośnie w sondażach, Lewica oddycha przez rurkę, PSL jest w stanie wegetatywnym, a Polska 2050? Cóż, ich poparcie spada szybciej niż entuzjazm po obejrzeniu debaty prezydenckiej.

I na koniec pytanie filozoficzne: czy to wszystko ma sens?

Czy naprawdę warto było robić szopkę narodową o fotel wicemarszałka i jeden pasek władzy więcej, skoro można było budować coś stabilnego i konstruktywnego? Odpowiedź Hołowni: „Tak, ale tylko jeśli to moje coś.”

A kraj? Kraj patrzy, wzdycha, wyłącza wiadomości i idzie smażyć naleśniki.


Podsumowanie złośliwe jak guzik w bucie: Hołownia chciał być świętym, wyszedł mu Święty Mikołaj z galerii handlowej — sztuczna broda, puste obietnice i rozdawanie prezentów, które sam sobie kupił.
I tylko jedno pytanie zostaje w powietrzu: czy Tusk rzuci piwem o blat, czy jednak wypije i pójdzie spać? Bo jakby nie patrzeć — rano znów trzeba będzie robić za dorosłego w przedszkolu zwanym „Sejm”.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights