
czyli felieton śniadaniowy dla tych, którzy jeszcze nie zjedli śniadania
Tak, moi drodzy. Otwórzcie oczy, wypuście owsiankę z rąk i przestańcie czytać etykietę na jogurcie naturalnym. Ameryka zatwierdziła nam ambasadora. Hurra. Baloniki w górę, konfetti w twarz.
Thomas Rose – człowiek, który był kiedyś dziennikarzem w Japonii, redaktorem w „Jerusalem Post”, a dziś jest kimś pomiędzy radiowym kaznodzieją a rzecznikiem Netanjahu – oficjalnie zawita do Polski jako przedstawiciel USA. A wszystko to zgodnie z najlepsza tradycją: nominowany przez Trumpa, poparty przez republikanów, odrzucony przez demokratów, wciśnięty w pakiecie jak słoik z majonezem do promocyjnej torby z kabanosami.
Rose to postać z katalogu „dyplomacja dla ubogich”: były doradca Mike’a Pence’a, fanatyk polityki proizraelskiej, ewangelijny mikrofonowy prorok i autor książki o wielorybach. Człowiek, który kilka miesięcy temu próbował Polakom tłumaczyć historię Holokaustu, jakbyśmy się jej dowiadywali z TikToka. Oświadczał, że nie będzie faworyzował żadnej partii, po czym pochwalił rząd Tuska i jednocześnie zachwycił się opozycją z PiS-u. Czyli będzie neutralny jak arbiter w Familiadzie.
W tym kontekście wyznaczenie Rose’a na ambasadora w Warszawie przypomina wysłanie listonosza z obsesją na punkcie gołębi do pracy w wylęgarni ptaków drapieżnych. Zapowiada się ciekawie. Pytanie tylko, jak długo wytrzyma, zanim pogryzą go realia.

KODEKSIKÓW KROPLA W MORZU KPIN
A teraz do rzeczy najdziwniejszej: Waldemar Żurek. Światło nadziei dla zmęczonego wymiaru sprawiedliwości, przyjaciel niezawisłości i szampańskich manifestacji pod sądami. I… autor regulaminu, który dał niektórym sędziom możliwość pracy w trybie „95% mniej roboty, 100% pensji, + dodatek”.
Konkretnie chodzi o członków komisji kodyfikacyjnych, czyli tych, co to mają tworzyć fundamenty odnowionego państwa prawa. Zgodnie z nowym rozporządzeniem – ich referaty, czyli liczba spraw do rozpatrzenia, mają spaść nawet do 5–15% normy. Oczywiście za 100% wynagrodzenia plus dodatek funkcyjny – nawet do 10 tys. zł miesięcznie. Dla porównania, członkowie zespołów problemowych, które opracowują kluczowe szczegóły tych ustaw, pracują za darmo, wieczorami, zdalnie i bez zwolnień z orzekania.
Sędziowie z tych zespołów słusznie pytają: jakim cudem ci od kopiowania gotowych projektów mają pensje i czas wolny, a ci od roboty – jedynie nadzieje? Rozporządzenie już ochrzczono „Lex Markiewicz”, bo szef ustrojowej komisji sam z niego korzysta. To jakby kucharz sam sobie wystawił gwiazdkę Michelin.
I choć Żurek tłumaczy to wszystko troską o jakość ustaw i ich merytoryczne dopracowanie, to pozostaje pytanie: czy reforma sądownictwa rzeczywiście polega na tym, że mniej pracy oznacza większe pieniądze, a ci co pracują, nie mają nawet delegacji? Czy nie czas, by nad Komisją Kodyfikacyjną powołać jeszcze jedną komisję: Komisję do Spraw Wstydu i Hipokryzji?
A że nie każdy beneficjent nowych przepisów skorzysta maksymalnie (sam Markiewicz ponoć poprosił o mniejsze ulgi), to tylko potwierdza jedno: przywilej to nie jest problem, dopóki nie dostanie się w nieodpowiednie ręce.

SZPITALE BEZ KONTRAKTÓW, SEJM BEZ ALKOHOLU
NFZ tnie kontrakty. Biedne szpitale znów dostaną mniej. Lekarze są zmęczeni, pacjenci sfrustrowani, a PIP zamierza zmieniać im umowy B2B na etaty, jakby byli korepetytorami matematyki w podstawówce, a nie wykwalifikowaną kadrą medyczną.
Sejm natomiast przeżywa detox. Hołownia zamyka sejmowy bar dla gości, bo po serii alkoholowych ekscesów zrobiło się głośno. Następny krok? Alkomat przy każdej maszynce do głosowania. Wreszcie będziemy wiedzieć, czy absurdalne ustawy to wynik przekonań, czy promili.
GAZA: SUMIENIE W RUINACH
Na tle tych wszystkich kabaretów, wojna w Gazie przypomina, że świat naprawdę się pali. Dziesiątki tysięcy zabitych Palestyńczyków, zburzone szpitale, dzieci z amputacjami. Zachód siedzi cicho, patrzy w bok, udaje, że to tylko „złożone uwarunkowania”. A Trump lansuje nowy plan pokojowy, jakby wojna była kampanią Kickstartera.
Izrael z ofiary zmienił się w kata. Ale dopóki ambasadorzy będą tłumaczyć Holokaust Polakom, a nie Netanyahu, nie będzie żadnego katharsis. Będzie tylko więcej gruzu.
KONIEC KOŃCEM? NIE, TO DOPIERO WSTĘP
Na tle tej apokalipsy w odcinkach, Tusk, Sikorski i Żurek wydają się być ostatnimi normalnymi dorosłymi w sali zabaw dla politycznych Gremlinów. Owszem, Żurek się zagalopował, ale przynajmniej nie gada do lustra i nie twierdzi, że lekarze są roślinami.
Witajcie w środę. Witajcie w Polsce. Usiądźcie. Zjedzcie. I nie zapomnijcie: rzeczywistość może być parodią. Ale przynajmniej mamy prawo do ironii.
KB – wasz felietonowy żółty kartonik dla demokratycznego stand-upu.

Dodaj komentarz