PANCERNE BALETY KACZYŃSKIEGO

Warszawa

Kaczyński i jego dwór mają w sobie coś z karaluchów – niezależnie, ile razy człowiek użyje kapcia, one zawsze wychodzą spod szafy, otrzepią czułki i maszerują dalej w stronę cukiernicy. PiS, partia wiecznego przetrwania, znów pokazuje, że prawa logiki ich nie dotyczą: ukradli, popsuli, skompromitowali się – i co? I nic. Dalej brylują na antenach, podpisują umowy, wciskają kit, a ich wyborca wierzy jak w cuda fatimskie.

Weźmy ten najnowszy majstersztyk: ponad 600 tysięcy złotych na spoty w Telewizji Republika. Oficjalnie partia „niezwiązana” z Republiką. Tak samo, jak Kaczyński nie jest związany z kotem, tylko przypadkiem od dwudziestu lat chodzi za nim z miską Whiskasa. Umowę podpisali Błaszczak i Kowalczyk, czyli duet marzeń: jeden od zgubionych helikopterów, drugi od pamięci wybiórczej („nic nie pamiętam, panie redaktorze, może to brat podpisywał?”).

Tymczasem Republika – niby niezależna, a żyje jak pijany wujek na weselu: raz na garnuszku spółek skarbu państwa, raz na samorządach z Podkarpacia, a teraz jeszcze na partyjnej kasie PiS. I wszystko oczywiście w imię wolności słowa, czyli wolności do powtarzania tego samego, co wczoraj Kaczyński wymyślił przy rosole.

A na froncie międzynarodowym? Prezydent Nawrocki – wiejski trybun w garniturze od wujka z bazaru – znowu zaliczył wpadkę. W amerykańskiej Częstochowie pojawił się fałszywy ksiądz, ale to akurat najmniej szkodliwy duchowny, jakiego Nawrocki widział w życiu. Gorzej, że jego własna kancelaria działa jak teatrzyk kukiełek: frakcja IPN-owska ciągnie go w lewo, frakcja PiS-owska w prawo, a prezydent stoi pośrodku jak struś w deszczu i udaje, że to mgła.

Tymczasem Tusk, z właściwą sobie cierpliwością szachisty, tłumaczy światu, że polskie F-16 nie strzelają dla zabawy w nocy do przypadkowych dachów w Wyrykach, tylko chronią granice NATO. Sikorski na forum ONZ mówi językiem dyplomacji, a nie jakiegoś śpiewaka z PiS-u, który wciąż myli Stany Zjednoczone z Jasną Górą.

I pytam: dlaczego ci wszyscy kombinatorzy, złodziejaszkowie i kabotyńscy ministrowie PiS wciąż chodzą po wolności? Może to efekt narodowego syndromu sztokholmskiego – bo Polak, jak raz pokocha swoją truciznę, to potem jeszcze prosi o dokładkę. Może to też zasługa tej ich telewizyjnej machiny, gdzie każdy wieczór wygląda jak odcinek „Świata według Kiepskich”, tylko że zamiast Ferdka siedzi Rachoń, a zamiast Paździocha – Sakiewicz.

Tak czy inaczej, PiS trwa jak rdza na polskim płocie – zeskrobiesz, odmalujesz, a i tak wychodzi spod farby. Ale nie traćmy nadziei: rdzę da się w końcu wypalić, a karaluchy też mają swój kres, gdy sięgnie się po odpowiednio mocny środek.

Na razie pozostaje nam patrzeć, jak Kaczyński gra swoje pancerne balety, Nawrocki gubi się w teatrze własnych doradców, a PiS – z gracją złodzieja w kapciach – przelewa pieniądze do Republiki. Polska kabaretowa, Polska absurdalna – ale, jak mówi klasyk, „Polska będzie trwała”. Na szczęście, niekoniecznie z PiS-em.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights