IDIOTA W PARYŻU, KLĘCZNIK W BERLINIE – ŚRODOWY FELIETON DO JAJECZNICY

Warszawa

Śniadanie to moment, kiedy człowiek chce kawy, jajek i względnego spokoju, a nie prezydenckiego stand-upu na żywo. Niestety, Karol Nawrocki wrócił z wycieczki po Berlinie i Paryżu i po raz kolejny udowodnił, że dyplomacja w jego wydaniu to bardziej program „Mam Talent” niż polityka zagraniczna.


Najpierw Berlin. Zamiast normalnych rozmów o wspólnym bezpieczeństwie, energetyce czy obronie – prezydent zafiksował się na reparacjach. Tak, tych samych, o których Niemcy słyszeli już sto razy i sto razy powiedzieli „nein”. To tak, jakbyś w kawiarni codziennie zamawiał kawę na zeszyt u tego samego baristy – w końcu zacznie cię traktować jak niegroźnego wariata. Sikorski mówi jasno: reparacji nie dostaniemy, sytuacja prawna beznadziejna. Ale Nawrocki brnie dalej, jak dziecko, które wierzy, że jeśli mocniej naciśnie przycisk w windzie, to szybciej dojedzie na swoje piętro.

Potem Paryż i spotkanie z Macronem. Powitanie? Analizowane przez ekspertów od mowy ciała, jakby to był mecz finałowy mistrzostw świata. Macron uśmiechnięty, elegancki – Nawrocki zaś z uśmiechem „górną szczęką”, czyli w stylu: „cieszę się, ale boli mnie plombowana ósemka”. Do tego teatralne szarpnięcia ręką prezydenta Francji, w stylu Trumpa. Bo nasz Karol najwyraźniej uważa, że dyplomacja to siłownia, a partnerów zdobywa się bicepsem. Ekspert podsumował: „styl dominacji, ale sztucznej”. Krótko mówiąc – Macron wyglądał jak ktoś, komu właśnie siostrzeniec pokazał nowy trik w zapasach.

A propos Trumpa – to właśnie do niego polska prawica dalej wzdycha, klęcząc i modląc się jak do bożka z plastiku. Problem polega na tym, że Trump nie jest ani bożkiem, ani sojusznikiem. Jego polityka polega na robieniu interesów z Rosją, stawianiu warunków NATO i rzucaniu kości Putinowi … do lizania. Dla Polski zostaje co najwyżej rola wiernopoddańczego petenta. Ale prawica wciąż udaje, że to „sojusz strategiczny”, jakby związek toksyczny można było uleczyć modlitwą i memami o „lewactwie”.

Tymczasem prawdziwi sojusznicy są tuż obok: Francja, Niemcy, cała Unia i NATO. Tusk to wie, Sikorski też – stąd ich spokojne, rzeczowe komunikaty, zamiast krzyków i ułańskich szarż Nawrockiego. Rząd zajmuje się realnym bezpieczeństwem – manewry w Ustce, zakupy nowego sprzętu, odbudowa relacji z Zachodem – a prezydent robi cosplay Trumpa i opowiada o reparacjach jak student pierwszego roku na juwenaliach.


Nie da się ukryć, że Prawica powoli czuje, że Trump ich wystawia. Ale brnie dalej, bo przecież nie mogą nagle przyznać: „myliśmy się”. Więc zgrywają twardzieli, atakują mniejszości, wymachują sztandarami i udają, że jeszcze mają kontrolę. A tak naprawdę jedyne, co mają, to Trumpa, który przy pierwszej okazji sprzeda ich za garść tanich koralików i fotkę na Truth Social.


Podsumowanie do śniadania?
Nawrocki – idiota w Paryżu, klęcznik w Berlinie.
Trump – sprzymierzeniec Rosji, nie Polski.
Tusk i Sikorski – ludzie, którzy wiedzą, że XXI wiek to jednak bardziej NATO i UE niż MAGA-czapeczki.

Smacznego. I pamiętajcie: do kawy najlepsze są rogaliki, nie reparacje.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights