






Czwartek upłynął w Polsce pod znakiem dwóch tematów: rosyjskich dronów i amerykańskiego błazna, który – niestety – wciąż jest prezydentem USA. A że obie te historie zderzyły się w jednym punkcie, mamy dziś materiał nie na raport bezpieczeństwa, tylko na kabaret polityczny.
Trump, czyli myślący inaczej
Zapytany o rosyjskie drony nad Polską, Trump oznajmił, że „to mogła być pomyłka”. Rosyjskie drony wlatują nad terytorium NATO, polskie i sojusznicze samoloty je zestrzeliwują, Europa wysyła myśliwce Rafale i Patrioty, a amerykański prezydent mówi, że „może się pomylili”. To brzmi jak tłumaczenie złapanego na gorącym uczynku złodzieja: „nie chciałem ukraść, tylko pomyliłem portfele”. Trump dodał jeszcze, że „ma nadzieję, że to się skończy”. No i rzeczywiście – skończyło się, ale chyba tylko jego zainteresowanie sprawą, bo zaraz potem udał się w kierunku Marine One.
Przypomnijmy: dzień wcześniej Trump zamieścił na Truth Social wpis: „O co chodzi z Rosją, która narusza polską przestrzeń powietrzną? Zaczyna się!”. Zaczyna się co? Drzemka po steku? Wybuch śmiechu Putina? Bo na pewno nie twarda reakcja wobec Moskwy.
Trio naiwnych: Nawrocki, Przydacz i Cenckiewicz
A teraz pytanie za sto punktów: jak się czują prezydent Karol Nawrocki i jego dwaj nadworni ministrowie, którzy po ostatniej rozmowie telefonicznej z Trumpem ogłaszali jedność sojuszniczą, twarde gwarancje i zachwyty nad polskim wojskiem? Przydacz z dumą opowiadał o „pochwale zdolności polskich żołnierzy”, Cenckiewicz mówił o „dobrych sygnałach”, Nawrocki promieniał jak dzieciak, któremu idol polubił zdjęcie na Instagramie. A tu proszę – idol następnego dnia mówi, że rosyjskie drony to mogła być pomyłka. Krótko mówiąc: chłopcy dali się ograć jak amatorzy w brydżu. Trump ich oszukał, a oni dalej wpatrują się w niego z nadzieją, że tym razem jednak coś powie na serio.
Europa działa, Ameryka je kraby
Tymczasem świat nie stał w miejscu. Macron wysłał Rafale, Niemcy i Holendrzy dorzucili swoje systemy, Belgowie wezwali ambasadora Rosji na dywanik. Europa wzięła sprawę na poważnie. A w USA? Trump zajadał kraby w Joe’s Seafood, w towarzystwie Rubia i Vance’a, i najwyraźniej uznał, że III wojna światowa może poczekać do deseru. Takiego przywództwa nie powstydziłby się kabaret z Las Vegas.
Polska scena: patos kontra konkrety
W kraju także pokazano dwa style. Nawrocki objechał bazę w Krzesinach i mówił, że naród polski nie przestraszył się Sowietów w 1920 r., więc i dronów się nie przestraszy. Premier Tusk odwiedził Łask i zamiast patosu mówił o nowych systemach antydronowych i współpracy z sojusznikami. Różnica jak między orkiestrą dętą na festynie a koncertem filharmonii.
Reszta dnia: WIBOR, Łukaszenko i amerykański dramat
Na marginesie politycznego kabaretu TSUE dorzucił opinię o WIBOR-ze – tak skomplikowaną, że przypominała marsz Geremka po schodach: nie wiadomo, czy idzie w górę, czy w dół. Łukaszenko uwolnił ponad 50 więźniów politycznych, ale nie Andrzeja Poczobuta – jak zawsze handluje ludźmi jak kartami w pokera. Z USA dotarła tragiczna wiadomość o zabójstwie Charliego Kirka, młodego trumpisty. Trump z miejsca obwinił radykalną lewicę i grzmiał o nienawiści. O dronach w Polsce? Pomyłka. O śmierci Kirka? „Mroczny czas dla Ameryki”. Priorytety jak na dłoni.
Podsumowując: czwartek pokazał, że Europa reaguje jak trzeba, Tusk mówi jak dorosły, Nawrocki z drużyną żyją w świecie złudzeń, a Trump odleciał kompletnie – w świat, gdzie rosyjskie drony są „pomyłką”, a kolacja z krabami ważniejsza od bezpieczeństwa NATO. I tylko jedno pytanie pozostaje otwarte: ile jeszcze razy Przydacz, Cenckiewicz i Nawrocki muszą się sparzyć, żeby zrozumieć, że ich amerykański idol ma ich w nosie?

Dodaj komentarz