POLSKA KARUZELA POLITYCZNA – SZAMPAN, BĄBELKI I KAC

Warszawa

Polska polityka przypomina wesołe miasteczko, tylko bilety są droższe, a atrakcje bardziej niebezpieczne. Zamiast kolejki górskiej mamy inflację, zamiast strzelnicy – konferencje prasowe, a zamiast waty cukrowej – komunikaty rządu.

Na szczycie diabelskiego młyna siedzi Karol Nawrocki, świeżo upieczony prezydent, który w miesiąc zrobił zagraniczną trasę koncertową: Waszyngton, Rzym, papież, Meloni. Było też selfie z Donaldem Trumpem, który – jak to Trump – pobłogosławił, pochwalił, a może po prostu szukał nowego fana na Twitterze. PiS ogłosił triumf, jakby Karol wynalazł lekarstwo na inflację i jeszcze postawił pomnik Kaczyńskiemu w Hollywood. Szampan się lał, bąbelki strzelały, a zdrowy rozsądek… wyszedł do toalety i nie wrócił.

Tymczasem historia uparcie przypomina: cudze interesy nigdy nie są naszymi. Dziś Trump cię głaszcze, jutro oddaje pod stołu w pakiecie „America First”. Polska w tym wszystkim wygląda jak ciocia na weselu – zachwycona, że ktoś poprosił ją do tańca, nie wiedząc, że za chwilę orkiestra zagra walczyka tylko po to, żeby zebrać napiwki.

Ale nie samym triumfem człowiek żyje. Weźmy sondaże – Polacy wystawiają oceny, jakby to był odcinek Mam Talent. A tu nie chodzi o śpiewanie, tylko o zadłużenie szpitali i deficyt w budżecie. Ale kto by się tym przejmował, skoro można zrobić mema z politykiem w koronie?

Szefernaker już ogłosił, że Nawrocki „otworzył drzwi w USA”. Szkoda tylko, że nikt nie zapytał, dokąd prowadzą te drzwi – czy na dywan w Gabinecie Owalnym, czy raczej do magazynu z kartonami. Ale w PiS-ie to nieważne, bo liczy się, że drzwi były, a zdjęcie z klamką wisi na Facebooku.

A propos drzwi – w województwie lubelskim rozbił się niezidentyfikowany obiekt. I od razu naród podzielił się na trzy grupy: 1) ci, którzy twierdzą, że to UFO, 2) ci, którzy twierdzą, że to Putin, 3) i ci, którzy twierdzą, że to balon z logo opozycji. Polska debata w pigułce: zawsze znajdzie się winny, najlepiej wróg polityczny.

Na świecie też się kotłuje. Europa coraz ostrzejsza wobec Izraela, Niemcy znów w roli samotnego ucznia, którego nikt nie chce do drużyny. W tle Rosja, która tonie w objęciach Chin, jak nieporadny pływak w basenie olimpijskim. A my? Zamiast się przygotować, dyskutujemy, czy ktoś pił szampana za zdrowie Trumpa, czy nie.

Do tego jeszcze Agencja Fitch obniżyła perspektywę ratingu Polski do negatywnej. To taki elegancki sposób powiedzenia: „nie ufamy wam, ale jeszcze nie chcemy was upokorzyć”. PiS oczywiście ogłosił, że to nie ich wina. Inflacja? Nie ich wina. Zadłużenie szpitali? Nie ich wina. Pogoda? Nie ich wina. Wkrótce usłyszymy, że nawet spóźniające się autobusy to spisek rządzących.

A jakby tego było mało – pojawia się wizja nowego Concorde’a, który ma przenosić ludzi przez Atlantyk w trzy godziny. Idealne rozwiązanie dla polskich polityków: wylecieć rano z Warszawy, zrobić triumfalne zdjęcie z Trumpem, wrócić na obiad do Rzeszowa i jeszcze zdążyć pokłócić się w TV Republika. Karuzela polityczna wreszcie dogoni samoloty pasażerskie.

I w tym całym absurdzie jest jeden facet, który nie pije prosecco na stojąco – Donald Tusk. On nie wsiada na karuzelę, tylko siedzi przy szachownicy. Kiedy inni wrzeszczą i trzaskają korkami od szampana, on cierpliwie przesuwa pionki. Polityka to dla niego nie festyn, tylko partia pokera – i wie, że zbyt szybkie pokazanie kart kończy się utratą całej stawki.

Podsumowując: polska scena polityczna to teatrzyk na kółkach, w którym jedni przebierają się za zwycięzców, inni za proroków, a publiczność i tak wie, że sztuka skończy się płaczem. Triumfalizm to jak tanie prosecco – bąbelki są, błysk też, tylko rano kac gigant. A kelner, czyli historia, jak zawsze, poda rachunek. I zgadnijcie, kto zapłaci.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights