
Minął miesiąc od kiedy Karol Nawrocki wszedł na scenę w roli prezydenta. Miał być mężem stanu, a wyszedł stand-uper z kabaretu „Polska 2025”. Słowo „bilans” brzmi zbyt poważnie, więc nazwijmy to po imieniu: lista grzechów, kompromitacji i kabaretowych numerów.
WE-TO, WE-TO, I JESZCZE RAZ WE-TO
Zacznijmy od ulubionej zabawki Karola – długopisu wetującego. W miesiąc zdążył zawetować ustawę o wiatrakach (bo wiatr to wróg narodu?), wstrzymać pomoc dla uchodźców z Ukrainy (bo uchodźcy nie głosują na PiS), a do tego podesłał pięć projektów swoich własnych ustaw, z czego dwa wróciły do niego, bo… nie spełniały wymogów formalnych. Tak, prezydent Rzeczypospolitej, który nie potrafi przygotować poprawnego projektu ustawy. To jak kucharz, który nie odróżnia soli od cukru i myśli, że barszcz można podawać z kisielem.
CUDZE SUKCESY, WŁASNE ORDERY
Największym „osiągnięciem” Karola jest to, że załapał się na cudze sukcesy. Obecność wojsk USA? Wypracowana przez rząd Tuska i Sikorskiego, potwierdzona przez Rubio i Pentagon, ale propaganda już grzmi: to Karol uratował Polskę. Polska w pierwszej dwudziestce gospodarek świata? Efekt lat ciężkiej pracy rządu, ale to Nawrocki wypina pierś po medale, jakby sam własnoręcznie wykręcał PKB na korbkę. Łachudra żyje z tego, że cudze wyniki sprzedaje jak własne talenty.
KANCELARIA OSOBLIWOŚCI
Do pomocy dobrał sobie drużynę marzeń z katalogu błędów systemowych:
- Bogucki – człowiek, który zna się na rolnictwie tak, jak krowa na konstytucji.
- Przydacz – dyplomata, który częściej obraża niż rozmawia.
- Cenckiewicz – historyk od grzebania w teczkach, dziś samozwańczy generał od Pentagonu. To nie kancelaria, to bardziej komisja śledcza ds. zdrowego rozsądku.
KONSTYTUCJA NA SERWETCE
Karol zapowiedział nową konstytucję, bo ta obecna przeszkadza mu w byciu carem. Problem w tym, że konstytucję pisze się z narodem, a nie na serwetce w samolocie do Waszyngtonu. Ale kto by się tym przejmował? Skoro papież dostał kopię obrazu z Gietrzwałdu, to naród może dostać konstytucję pisaną długopisem z logo MAGA.
DYPLOMACJA, CZYLI PIELGRZYMKI PO CZAPKI
W polityce zagranicznej Nawrocki wygląda jak fan, który wygrał konkurs na spotkanie z idolem. Wizyta u Trumpa zakończyła się czapką z daszkiem, wizyta u papieża – obrazkiem i żalami na Tuska. Żadnych realnych efektów, ale zdjęcia w folderze są. Nawrocki zachowuje się jak turysta zbierający pamiątki z wycieczek, tylko że na koszt podatnika.
PROPAGANDA NA PEŁNYCH OBROTACH
Media prawicowe pieją: „prezydent walczy o Polskę”, „historyczne sukcesy”. W rzeczywistości walczy tylko o swoje ego, a sukcesy to cudze. Ale przeciętny widz Republiki dostaje obrazek: Karol jako gladiator, który w jeden miesiąc wyzwolił NATO, wygrał gospodarkę i jeszcze zdążył poskarżyć się papieżowi.
PODSUMOWANIE
Miesiąc z Nawrockim to weta, blokady i autopromocja. To prezydent, który zamiast współpracować z rządem, urządza wojnę na górze – prezent dla Putina owinięty w biało-czerwony papier. To polityk, który cudze osiągnięcia przerabia na własne ordery, a własne projekty zamienia w śmieci.
I to dopiero miesiąc. Cztery lata tego kabaretu i Polska może wpaść do pierwszej dwudziestki – ale w kategorii najśmieszniejszych państw świata.

Dodaj komentarz