MISJA MISIEK: CZYLI JAK WPIER…Ć SIĘ W AMERYKĘ, ZNISZCZYĆ KOALICJĘ I NIE ZAPŁACIĆ ZA BILET

Warszawa

Kiedy Michał „Nikt mnie nie rozumie” Kamiński wsiada do samolotu do USA, nie jedzie na wakacje. On leci ratować… sam siebie. Na misję tak tajną, że nawet on nie wie, po co. Wiadomo tylko, że gdzieś tam, w tam, w\u015ród hamburgerów, waszyngtońskich bulwarów i starego Trumpa, czeka jego przeznaczenie: szczypta sensu w bezdennym oceanie jego politycznych decyzji.

Tak, proszę państwa. Michał Kamiński – człowiek, który w polityce był już wszystkim oprócz rzecznika papieża – znów postanowił się odnaleźć. Tym razem w objęciach Donalda Trumpa, który łączy się z nim wyjątkową więzią – obaj serdecznie, dogłębnie, do szpiku kości nienawidzą Donalda Tuska. Z tą różnicą, że Trump nie wie, kto to jest, a Kamiński nie wie, dlaczego.


TAK SIĘ KOŃCZY, GDY KTOŚ CIĘ RAZ NIE ZAPROSI DO STOLIKA

W 2015 roku Tusk i jego ekipa pokazali Kamińskiemu drzwi. A może okno. Dość powiedzieć: wyproszono go z Platformy, i to bez deseru. Od tego czasu Michał nosi w sercu urazę wielkości lotniskowca. Tyle że zamiast wyrafinowanej zemsty serwuje coś między groźbą samobójczą a żenującym performansem.

Oto facet, który zdobył mandat z list Senackiego Paktu i już tydzień później zaczął opowiadać, że ten cały Tusk to w sumie nie jest materiał na premiera. Właściwie to żadna partia nie zasługuje na jego geniusz. Może tylko Unia Europejskich Demokratów, którą współtworzył – polityczne zoo, którego nikt już nie odwiedza, nawet sprzątacze.


„MISJA AMERYKA”: OPERA MYDLANA Z ELEMENTAMI KOMEDII, DRAMATU I STYROPIANU

Z nieoficjalnych informacji wynika, że Misiek próbował zdobyć bilet do Stanów przez Senat. Ale Senat, w przypływie trzeźwości, stwierdził: „A niby czemu mamy za to płacić? Co tam będziesz robić – sprzedawać pierogi?” Więc poleciał na własny koszt. Bo jak się nie ma zaproszenia od państwa, trzeba mieć przynajmniej kartę kredytową.

Nie był jednak sam. W USA bryluje też Adam Bielan – polityczny duszpasterz każdego spisku, który nie jest wystarczająco poważny, by go przeprowadzić. Kiedyś z Kamińskim tworzyli zgrany duet. Teraz znów się spotykają, jak rozwiedzeni rodzice próbujący wspólnie zorganizować zamach stanu na kinderbalu.


HOŁOWNIA, KACZYŃSKI I BIELAN WCHODZĄ DO MIESZKANIA… I TO NIE JEST POCZĄTEK DOWCIPU

Kulminacja tej farsy odbyła się w salonie Bielana, który najwyraźniej działa teraz jako nielegalny punkt kontaktowy dla ludzi, którzy nie umieją już oficjalnie umawiać się w Sejmie. Przychodzi Hołownia, przychodzi Kaczyński, przychodzi Kamiński. Brzmi jak plan na zamach, ale wyszło jak turniej scrabbli w zakładzie psychiatrycznym.

Marszałek Hołownia tłumaczy potem, że to nie był żaden spisek, tylko „spotkanie informacyjne”, takie między pizzą a zmową stanu. Zresztą, jak sam powiedział – „ze mną zamachu stanu się nie zrobi”. I to chyba pierwszy raz, kiedy całkowicie mu wierę.


KOALICJA – TEN STATEK TONIE, A KAMIŃSKI WIERCĄ W NIM WIĘCEJ DZIUR

Nie dziwota, że Pakt Senacki już szykuje papiery rozwodowe z Miśkiem. PSL, które jeszcze niedawno dawało mu schronienie, dziś zgrzyta zębami. „Niech sobie rozmawia z PiS-em, ale o piłce, nie o polityce” – mówią ludowcy, a to jakby powiedzieć alkoholikowi: „Możesz chodzić do baru, ale tylko po wodę.”

Kamiński z uporem godnym leminga pchającego się do oceanu twierdzi, że trzeba odciąć się od Tuska. Bo to Tusk zawalił wybory, to Tusk przeszkadza, to Tusk oddycha za głośno. Może i oddycha, ale to dzięki niemu jeszcze cokolwiek tu żyje.


KONFEDERACJA: KUPILIŚMY BILET NA TITANICA I OSKARŻAMY KAPITANA, ŻE PŁYNIE ZŁYM KURSEM

W tym samym czasie Konfederacja prowadzi swoją własną krucjatę przeciwko rozsądkowi. Współpracują z PiS-em, ale się obrażają, że PiS ich nie szanuje. Jakby na własne życzenie zapisali się do klubu MMA i potem płakali, że dostają w ryj.

Mentzen w kampanii był dla młodych jak energetyk z wódką: szybko, mocno i bez refleksji. A teraz jego partia tonie w sondażach jak zimna frytka w tłuszczu. Bo niestety, kiedy zaczynasz od piwnych spotkań z wyborcami, nie kończysz w Pałacu Prezydenckim. Kończysz… no, w sumie tam, gdzie teraz jest Mentzen.


NAWROCKI: CHŁOP, KTÓRY WYGRAŁ WYBORY I OD RAZU CHCIAŁ ZAMONTOWAĆ PODSŁUCH SAMEMU SOBIE

Nawrocki – człowiek-mem, który jeszcze niedawno zapowiadał, że pojedzie do Watykanu i USA, teraz rzeczywiście pojechał. Tylko że, oczywiście, rząd się o tym dowiedział od… Amerykanów. Jak w sitcomie: „Hej, dzwonił Trump, mówił że prezydent Polski przyjeżdża, o co chodzi?”

MSZ, w geście rozpaczy, wysłało mu rozprawkę gimnazjalną jako instrukcję, a Sikorski nagrał wideo jak licealista w dramie z TikToka: „Karolu, kochany, trzymaj się tych punktów, bo jak nie, to się pokłócimy.” Pałac odpowiedział: „XDDD nie.”


A TUSK? WCIĄŻ ROBI ROBOTĘ. CZY TO NIE WSTYD?

I teraz, w tym całym sejmowo-prezydencko-piwno-trumpowym śmietniku, mamy Donalda Tuska. Nie, nie tego od peruk i golfa, tylko tego prawdziwego. Człowieka, który – o zgrozo! – nadal ma pomysł na Polskę. Pokazuje się na targach zbrojeniowych, mówi o eksportach, innowacjach, sprzęcie wojskowym i milionie pocisków dziennie. Tymczasem jego oponenci wciąż próbują wyprodukować jeden logiczny argument.

Można nie lubić Tuska. Można mieć do niego pretensje. Ale przy całym tym politycznym kabarecie, wygląda jak dorosły w pokoju pełnym dzieci z ADHD i dostępem do Twittera.


PUENTA? POLSKA POLITYKA: JEDYNA BRANŹA, GDZIE IM MNIEJ POTRAFISZ, TYM BARDZIEJ SIĘ PCHASZ NA SCENĘ

Michał Kamiński może dalej latać do USA i pić kawę z Trumpem, którego zna pewnie tylko z telewizji. Mentzen może dalej spotykać się z byłymi premierami jak dziecko zbierające autografy. Nawrocki może ignorować rząd i udawać, że jest królem niezależności, choć nawet jego kalendarz układają Amerykanie.

Ale koniec końców – jak przychodzi co do czego – wszyscy oni i tak muszą spojrzeć na Tuska. Bo Tusk, mimo zmęczenia, mimo hejtu, mimo tego, że wszyscy mu wróżą koniec, wciąż robi to, czego nikt z nich nie potrafi: rządzi.

A Misiek? On nadal szuka miejsca, w którym ktoś powie mu: „Dobrze, Michał, masz rację.” I być może jedynym miejscem, gdzie to jeszcze usłyszy, jest echo w jego łazience.


Napisy końcowe: Polska polityka 2025 – komedia tragiczna, tylko że bez happy endu.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights