PREZYDENT OD WIATRAKÓW, CZYLI JAK POLSKA WALCZY Z PRĄDEM, A ŚWIAT Z WOJNĄ

Warszawa

Karol Nawrocki, świeżo upieczony prezydent RP, postanowił pokazać narodowi moc swojej władzy. I jak to zrobił? Zawetował ustawę o wiatrakach, która miała obniżyć ceny energii i ułatwić inwestycje w zieloną przyszłość. Argument? „To szantaż wobec społeczeństwa”. W tłumaczeniu na język ludzki: prąd po 800 zł za miesiąc jest mniej groźny niż widok turbiny za oknem.

Nawrocki po tej konferencji, zamiast odpowiadać na pytania, teatralnie wyszedł. Zostawił ludzi ze Zbigniewem Boguckim, który tłumaczył wszystko jak zwykle – głupio, pokrętnie i po pisowsku. A żeby dodać sobie powagi, Nawrocki rzucił jeszcze zaklęciem: „czuwa nad nami Cenckiewicz”. Niczym duch z IPN-u, który ma bronić narodu przed złym duchem… wiatraka.

Ale to nie koniec farsy. Bo kiedy przyszedł czas na podpisanie ustawy o zamrożeniu cen energii, okazało się, że to właściwie… ta sama ustawa, tylko bez słowa „wiatrak”. Nawrocki nie zmienił nawet przecinka. Geniusz legislacyjny! Gdyby miał więcej czasu, pewnie zgłosiłby jako swój projekt „Trylogię” Sienkiewicza, a na marginesie dopisał: „prezydent poprawił tytuł, teraz to Nasza Trylogia”.

Donald Tusk skwitował to jednym zdaniem: „zła wola albo koszmarna niekompetencja prezydenta. Niewykluczone, że jedno i drugie”. Trafione w punkt – bo oto mamy głowę państwa, która jednego dnia krzyczy, że ustawa to szantaż, a drugiego przyklepuje ten sam tekst, jakby był jego własnym dziełem.

A ŚWIAT TYM CZASEM…

Podczas gdy Warszawa walczy z potworem z metalu o długości 150 metrów, w świecie dzieją się rzeczy, które mogłyby zająć poważnych polityków.

Na Alasce spotkali się Władimir Putin i Donald Trump. Trzy godziny rozmów o tym, jak zmusić Ukrainę do oddania Donbasu i zrezygnowania z NATO. Putin notował, Trump kiwał głową i uśmiechał się jak akwizytor od garnków. Rezultat? Plan pokojowy, który przypomina oferty z telezakupów: „Oddaj pół mieszkania sąsiadowi, a my damy ci gwarancję na przyszłe kłopoty”.

Putin w tym układzie wygląda jak sekretarz z czasów Gierka: obiecuje ludziom lepsze jutro, ale pod warunkiem, że dziś zrezygnują z lodówki. Trump zaś odgrywa rolę człowieka, który pomylił geopolitykę z reality show. Wystarczy mu, że kamery pracują – a reszta to szczegół.

KIM DZONG UN – BALCEREK Z BOMBĄ

Jakby tego było mało, do orkiestry dołącza Kim Dzong Un. Ogłosił, że jego armia to „najpotężniejsza na świecie” i wysłał żołnierzy na Ukrainę. Brzmi to mniej więcej tak, jakby Balcerek z „Alternatywy 4” stwierdził, że właśnie został mistrzem olimpijskim w boksie. Niby nikt nie wierzy, ale śmiech zamiera, gdy w tle majaczy broń atomowa.

A W POLSCE – PODWYŻKA NA ROZGRZEWKĘ

Aby Polakom nie było za lekko, rząd dorzucił podwyżkę akcyzy na alkohol. 15 procent w górę! Butelka wódki droższa o 4 złote, piwo staje się luksusem. Obywatel, któremu właśnie „zamrożono prąd”, będzie musiał rozgrzewać się bimbrem z garażu. Może taki jest plan? Zamiast Zielonego Ładu – Bimber Plus.

BAREJA BY TEGO NIE WYMYŚLIŁ

Mamy więc groteskę na kilku scenach:

w Warszawie – Nawrocki walczy z wiatrakami jak Don Kichot, tylko że bez Sancho Pansy, za to z Boguckim;

na Alasce – Putin i Trump handlują cudzą ziemią jak mieszkanie na giełdzie nieruchomości;

w Pjongjangu – Kim ogłasza swoje zwycięstwo w konkursie na „największą armię”, choć jego żołnierze ledwo trzymają buty na nogach;

a w Polsce – obywatele liczą, czy starczy im na prąd i wódkę.

To wszystko przypomina jedną wielką produkcję Barei, tylko mniej śmieszną, a bardziej kosztowną. Cytując klasyka z „Misia”: „Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi?”. Z tym, że zamiast płaszcza mamy Donbas, zamiast portiera Putina, a zamiast klienta – Ukrainę.

I człowiek zaczyna się zastanawiać, czy to jeszcze polityka, czy już tylko kabaret na żywo, w którym świat walczy o przetrwanie, a Polska – z wiatrakami.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights