
Sierpień 2025. Gdyby nie to, że wszystko jest prawdziwe, pomyślałbym, że żyjemy w komedii Stanisława Barei, tyle że z dialogami pisanymi przez algorytmy AI bez poczucia humoru. Polska, kraj, który tak bardzo chce być zachodem, że azymut zgubił po drodze, znów pokazuje, jak można przegrać wszystko, nawet kiedy nie gra się w nic konkretnego.
Zacznijmy od kukurydzy. Bo gdzieże indziej miałby spaść rosyjski dron, jeśli nie na pole kukurydzy w Osinach? Symbolicznie i śmiesznie. Tak jakby historia postanowiła napisać skecz kabaretowy, w którym głównym bohaterem jest bęłkoczący komunikat MON i spóźniona konferencja prasowa, podczas której wszyscy wyglądają, jakby pierwszy raz widzieli drona. Spokojnie, panowie generałowie, jeszcze trzy lata i dostaniemy balony. Przepraszam, „aerostaty radiotechniczne”. Nazwa jak z katalogu IKEA, ale z ośmiocyfrowym rachunkiem.
Tymczasem prezydent Karol „Zniknąłem bo mogłem” Nawrocki, ten sam, który miał kontakt bezpośredni z Donaldem Trumpem (ponoć przez wspólne zdjęcie w jakiejś sali), zniknął ze szczytu w Waszyngtonie. I nie, nie chodzi o to, że przyszedł i nic nie powiedział. On po prostu nie przyszedł. Nie skorzystał też z okazji Donald Tusk, co akurat boli podwójnie, bo facet z Brukseli, dyplomatyczny staruch z GPS-em do Waszyngtonu w kieszeni, mógłby chociaż się pojawić, machnąć komu trzeba i powiedzieć: „Sorry za tego drugiego, nie wziął tabletek”.
Oczywiście teraz wszyscy na świcie trąbią, że Polska zmarnowała historyczną szansę. I mają rację. Nawrocki ucieka przed mikrofonami, bo wie, że pytania mogłyby mieć związki z rzeczywistością, a to go parzy. Tusk z kolei zdaje się być w trybie „koalicja chętnych, tylko bez woli”. A potem Mosbacher, amerykańska ciocia dobra rada, mówi: „No, przykro mi, ale to wasza wina”. Wreszcie jakiś zachodni generał rzuca: „My rozmieścimy F-35 w Rumunii, bo wy to nawet drona z kukurydzy nie zauważyliście.”
No i trudno się dziwić. Bo jak ktoś liczy na „opatrznościowego prezydenta”, który nawet w polskich mediach wygląda jak zbłąkany historyk z Uniwersytetu Trzeciego Wieku, to może liczyć co najwyżej na reprodukcje z przeszłości. Jedynym jasnym punktem otoczenia Nawrockiego jest profesor Nowak, który z wytrwałością grotołaza szuka polskości tam, gdzie jej nigdy nie było, i zwykle znajduje pretensję, winę Niemców oraz cytat z Dmowskiego.
W tle – gospodarka. Zatrudnienie spada, zarobki rosną. Tak, to nie błąd. Nikt nie pracuje, ale wszyscy dostają podwyżki. To już nie jest ekonomia, to jest performance art. Przeciętna pensja zbliża się do 9 tysięcy zł brutto. Gratulacje! O ile pracujesz w górnictwie danych albo jako doradca prezydenta. Reszta? Cóż, jak mawia klasyk: „pan zapłaci, pan ma napisane…”
A teraz wybory. Tusk, ten sam, który zawsze wraca, tym razem wraca na białym sondażu. Koalicja Obywatelska wyprzedza PiS. Tak, znowu. Braun spada, PSL i Hołownia poniżej progu, Partia Razem na poziomie kawalerskiego konta oszczędnościowego. Jedyny stały element to Konfederacja, czyli wieczne trzecie miejsce dla chłopców, którzy słyszeli o wolności, ale nigdy nie czytali regulaminu.
Wyniki? KO 174 mandaty, PiS 169, Konfederacja 99. I teraz wisienka na torcie: mogłaby powstać koalicja KO + Konfederacja. Tusk i Mentzen przy jednym stole. Wyobraziłeś to sobie? Tak, ja też. I teraz nie mogę spać.
Podsumujmy: kraj, który nie zauważya drona, nie potrafi posadzić prezydenta w odpowiednim miejscu i nie chroni własnych elektrowni przed latającymi termosem, znów goni swój ogon w imadle geopolityki. Polska 2025 – gdzie największym sukcesem tygodnia jest fakt, że dron nikogo nie zabił, a nowy prezydent jeszcze nie otworzył Muzeum Suwerenności.
Ale spokojnie. Jest jeszcze kukurydza. Ona zawsze patrzy. Ona wie.
Z Warszawy, gdzie patriotyzm rośnie razem z glifosatem, a polityka przypomina spektakl bez widowni, ale z kompletem aktorów drugiego planu.

Dodaj komentarz