
(i apelować o spokój, kiedy wszyscy właśnie panikują)
Karol Nawrocki znowu postanowił błysnąć. Niestety – nie intelektem, tylko swoją unikalną zdolnością do bycia wszędzie tam, gdzie nic się nie dzieje. Kiedy w Waszyngtonie przy jednym stole siadają Zełenski, Trump i cała europejska śmietanka polityczna, polski prezydent ogłasza… że apeluje o spokój i rozwagę. Świetnie. To tak, jakby strażak w środku pożaru krzyczał: „wszyscy się uspokójmy, bo i tak mam wolne dopiero za dwa tygodnie”.
Nie poleciał, bo – jak wyjaśnia – priorytetem jest wizyta 3 września. To prawie jak wytłumaczenie ucznia, który mówi nauczycielowi: „Dzisiaj nie mogę napisać sprawdzianu, bo ja się szykuję do poprawki”.
Nawrocki dodał też, że „to Zełenski zapraszał liderów europejskich”. Cóż za sprytna wymówka! To trochę jakby powiedzieć: „Nie przyszedłem na własny ślub, bo to świadek rozdawał zaproszenia”.
Prezydent zapewnia, że Polska jest słyszalna. Jasne – pewnie tak samo słyszalna, jak kolega na Teamsach, który zapomniał włączyć mikrofon.
A na deser mamy jego zapewnienie, że „nie ma miejsca na emocje”. Trudno się nie zgodzić – w końcu Nawrocki skutecznie zamienił polską dyplomację w grę w bierki, w której każdy ruch kończy się katastrofą.
I teraz najlepsze: 3 września naprawdę usiądzie z Trumpem face to face. Problem w tym, że historia nie działa jak Netflix – nie można obejrzeć spotkania później, w dogodnym terminie.

Ale żeby nie było, że cała komedia należy tylko do prezydenta. Na scenę wkroczył Radosław Sikorski, który z właściwą sobie elegancją napisał do Nawrockiego i jego kolegów z MAGA-klubu, żeby „korzystali ze swoich uprzywilejowanych stosunków z Trumpem dla dobra Polski i Europy”. Brzmi to jak życzenia imieninowe złośliwego wujka: „Skoro tak się chwalicie, że macie znajomości, to teraz pokażcie, geniusze”.
No i oczywiście Zbigniew Kuźmiuk, który zawsze potrafi dorzucić swoje trzy grosze absurdu. Stwierdził, że Polska nie poleciała, bo „koalicja chętnych” chce wysyłać żołnierzy na Ukrainę, a Nawrocki nigdy na to nie pozwoli. Brawo! To jakby usprawiedliwiać nieobecność na pogrzebie słowami: „Nie poszedłem, bo bałem się, że każą mi kopać grób”.
Senator Masłowski z Polski 2050 skwitował to najprościej: „Wszyscy wiemy, że tak nie jest”. I trudno się z nim nie zgodzić. Bo dziś, gdy świat rozmawia o pokoju i wojnie, Polska zajmuje się czym? Przekonywaniem obywateli, że 3 września to ważniejszy dzień niż 18 sierpnia.
W efekcie mamy teatr jednego aktora, w którym Nawrocki apeluje o rozwagę, Sikorski puszcza złośliwe listy otwarte, a Kuźmiuk robi kabaret dla własnej partii. Problem w tym, że widzami tego spektaklu są sojusznicy w Waszyngtonie, którzy na koniec mogą po prostu zamknąć kurtynę i wyjść na przerwę, zostawiając Polskę samą w pustej sali.

Dodaj komentarz