KTOŚ TU ZAPOMNIAŁ, ŻE PREZYDENTURA TO NIE PRACA ZDALNA

Warszawa

(czyli jak nie pojechać, nic nie powiedzieć i liczyć, że nikt nie zauważy)

No i mamy to. Polska dyplomacja po raz kolejny wspięła się na wyżyny swojej ulubionej dyscypliny sportowej: strategicznego unikania zaproszeń. Słynna szkoła „ja nie mogę, bo wtedy mam wizytę u fryzjera” ma się doskonale. Tym razem padło na Karola Nawrockiego, który, jak się okazuje, priorytetowo traktuje wizytę w USA… tyle że inną, za dwa tygodnie. Czyli jakby ktoś zaprosił cię na wesele, a ty mówisz: „super, chętnie przyjdę, ale 3 września”.

W Białym Domu będą wszyscy. Trump, Zełenski, Ursula, Macron, Meloni, nawet Keir Starmer – a Polska? Polska… może wyśle kogoś z delegatury, może hologram, może po prostu otworzy okno w ambasadzie i krzyknie „JESTEŚMY Z WAMI!”.

Złośliwi (czyli wszyscy poza rzecznikiem prezydenta) już sugerują, że Pałac Prezydencki „próbuje się wycofywać”. A może po prostu zgubił GPS, a ktoś w kancelarii nadal myśli, że Waszyngton jest na Podkarpaciu. Nie oceniajmy zbyt pochopnie – może prezydent po prostu nie chce, żeby Trump mu znowu powiedział „Nice to meet you, Mr. Duda”… kiedy to będzie Karol Nawrocki.

W tym samym czasie premier Tusk „średnio” zadowolony z działań ministry od KPO, co w języku Tuska oznacza: „jak jeszcze raz kupicie jacht za unijne pieniądze, to pójdę tam osobiście i zrzucę was z pokładu”.

Wydaje się, że środki z KPO trafiły w najbardziej potrzebujące ręce – te trzymające kieliszek prosecco w jacuzzi na jachcie. Tusk, zniesmaczony, jakby właśnie zjadł rybę z mikrofali.

Dodajmy do tego defiladę, która – choć widowiskowa – nie przykryje faktu, że unijne miliony parują szybciej niż resztki wiary w sprawczość polskich instytucji. Nawet europejska prokuratura spojrzała na nas i powiedziała: „no bez jaj”.

A na deser mamy PSL, który, jak zapewnia Stefaniak, „żyje, ma się dobrze i trzyma się centrowo”, co w praktyce oznacza, że siedzi na płocie i czeka, gdzie powieje. Tradycja zobowiązuje.

Więc jeśli ktoś się zastanawia, dlaczego Polska coraz częściej wygląda na mapie jak ktoś, kto zapomniał RSVP na własne wesele – odpowiedź jest prosta: priorytety, proszę państwa. Priorytety. I być może… lekkie problemy z kalendarzem i rzeczywistością.

Ale nie ma się co martwić. Jeszcze tylko kilka lat i Pałac Prezydencki wycofa się tak skutecznie, że nikt nie zauważy, że w ogóle tam był.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights