
W Bielejewie nie był, i chwała Bogu. Nawrocki – ten nowy, z telewizora – na razie tylko przemawia, grozi, obiecuje i szczerzy się z ekranu jak reklamowy dentysta. Ale chłopy mówią: „On może do nas nie przyjechał, ale my go widzimy. I słyszymy. A czasem nawet czujemy.”
Bo Bielejewo to nie jest byle wieś. To wieś z duszą. Z pamięcią o Unii Europejskiej, która dała asfalt, kanalizację i dotacje na krowy. I z pamięcią o PiS-ie, który zabrał godność, wójtowi dał kuzyna, a dzieciom w szkole katechezę cztery razy w tygodniu. Wieś żyje. Myśli. Kpi. I się boi. Bo jak mówi Władek, nasz wiejski Sokrates:
– Z niego to prezydent jak z księdza DJ. Może i gra, ale tylko pod jeden rytm – marszowy.

Karol Nawrocki – ten, co historię traktuje jak kebab: dużo sosu, mało treści. Ten, co zamiast gender widzi zagładę cywilizacji, a zamiast migrantów – inwazję. Ten, co lubi kiboli, bo mu przypominają młodość – wieś go poznała. I nie dała się zwieść.
– On chce prowadzić politykę historyczną jakbyśmy mieli za mało przeszłości, a za dużo przyszłości – zauważa Kazik, który kiedyś był w Niemczech i wrócił, bo stęsknił się za świętym spokojem i polską kiełbasą.
Chłopy siadają wieczorem na ławeczce, pod sklepem. Z piwem, z przekąsem, z diagnozą polityczną ostrzejszą niż pazur kury. A prezydent – choć z dala – siedzi z nimi. W głowach, w obawach, w żartach.
– Słyszeliście? Chce z Bukaresztańskiej Dziewiątki zrobić Jedenastkę. A niech zrobi i Trzynastkę, byleby tylko nie przerobił nas na Trzecią Rzeszę – mówi Bolek, co z racji wieku mówi mało, ale trafia celnie.
– A może on po prostu chce wyprowadzić Polskę z Unii, żeby się w końcu poczuć jak Piłsudski. Tylko że zamiast szabli ma Instagram i pasek w TV Republika – śmieje się Franek, który pamięta Gierka i wie, kiedy patriotyzm to ściema.

Wieś wie, że Karol to nie tylko prezydent. To polityczny najemnik, co chce przejąć rząd, wchłonąć Konfederację, połknąć PiS i wypluć coś nowego – coś w rodzaju Marszu Niepodległości po dopalaczach. A że mu blisko do kiboli? No to właśnie.
– Kibole z Pałacu to już nie metafora. To strategia. Jak zabraknie argumentów, będą pałować – rzuca Stacha, która prowadzi sklep i zna wszystkie paragony i plotki.
A propos paragrafów. Władek w zeszłym tygodniu powiedział coś, co przeszło do historii Bielejewa:
– Z prezydentem Nawrockim jest jak z bykiem na weselu. Może i wygląda dumnie, ale zanim się obejrzysz, nastraszy dzieci i nasika do zupy.
I tu jest sedno.
Wieś się śmieje, ale śmiech to tylko fasada. Bo Karol to nie kabareciarz – to facet, który może rozwalić demokrację. Albo przynajmniej spróbuje. Bo nienawidzi rządu Tuska jak ksiądz nienawidzi logiki. Bo jego wizja Polski to jeden wielki apel poległych i portret Witolda Pileckiego na banknocie 10-złotowym. Bo z nim nie chodzi o prezydenturę – chodzi o przejęcie steru. I sprowadzenie Polski na skraj szosy, z której nie będzie zjazdu.
W Bielejewie nikt nie chce, żeby Polska była samotną wyspą w Europie. Już mieliśmy samotność – za komuny. Wtedy zamiast internetu była „Trybuna Ludu”, a zamiast paszportu – „nie, bo nie”. Teraz chłopy chcą Unii, NATO, spokoju, wolności. A nie jakiegoś prezydenckiego wodzireja, co straszy euro i rozdaje fanty, których nikt nie wycenił.
– On to mówi jak ksiądz na kolędzie: dużo obiecuje, nic nie daje, ale i tak cię wpisze do zeszytu – mruczy Józek, którego córka jest w Holandii i wraca tylko na Boże Narodzenie. – Jak się Polska wyprowadzi z Unii, to i ona już nie przyjedzie. Bo po co? Po dewocjonalia i patos?

I TAK ŻYJE SOBIE WIEŚ. Śmieje się z prezydenta, ale wie, że śmiech nie wystarczy. Bo to już nie jest pajac w pałacu. To jest gracz. I trzeba go pilnować jak wściekłego koguta: wygląda jak ozdoba, ale jak cię dziobnie, to nie zapomnisz do końca życia.
BIELEJEWO OBSERWUJE. MYŚLI. I CZEKA.
A jak trzeba będzie – to i kurnik obroni przed prezydentem.

Dodaj komentarz