PRZYPADKOWY PREZYDENT, CZYLI „PAMIĘTNIK ZNALEZIONY W KIBLU NA NOWOGRODZKIEJ”

Warszawa

Dzisiaj o godzinie 12:00 Karol Nawrocki zostaje zaprzysiężony na prezydenta Rzeczypospolitej. Niektórzy mówią: „Prezydent z wyboru narodu”. Inni: „Prezydent z przypadku”. Ale prawda, jak to w polskiej polityce, leży gdzieś między kabaretem a horrorem, w tym samym miejscu, gdzie Andrzej Duda szukał godności urzędu, a Jarosław Kaczyński własnych okularów.

Oto bowiem objawia się nam głowa państwa, wyłoniona przez naród (czy raczej przez 10 milionów wyborców, którym nie przeszkadzało, że kandydat na prezydenta ma biografii mniej niż wafelek Prince Polo składników). Człowiek, który do tej pory był głównie męczennikiem historii i kustoszem z kluczem do IPN-u, od dziś ma klucz do sejfu z kodami atomowymi.

Wizytówka nowego prezydenta to mniej więcej: „Historyk, muzealnik, narodowiec, miłośnik kotwic Powstania Warszawskiego malowanych na wszystkim, co nie ucieknie”. Prawicowy Tinder match Jarosława Kaczyńskiego. Aż serce rośnie… zwłaszcza w PiS-ie.

A propos serca: trudno się nie wzruszyć, gdy nowy prezydent składa przysięgę przed Zgromadzeniem Narodowym. Co prawda zgodność tej uroczystości z prawem państwowym przypomina bardziej zgodność parówki z etykietą „100% wołowiny”, ale kto by się czepiał. W końcu „Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych” brzmi poważnie. Prawie jak „Ministerstwo Prawdy” w orwellowskim wydaniu.

Zresztą nikt już nie wie, kto co kontroluje, kto orzeka, kto sądzi, a kto po prostu przyszedł popatrzeć, czy dadzą ciastka. Bo czy Izba, którą sądy polskie i europejskie zgodnie uznały za nielegalną, może zatwierdzić wybory? Oczywiście, że może! W końcu to Polska, kraj, w którym prezydentem był już elektryk, magister bez magistra, sędziwy z czapki i ślepy na Konstytucję doktor prawa. Teraz pora na dyrektora muzeum.

Donald Tusk? Cóż, od dzisiaj będzie musiał umawiać się z prezydentem na wspólne użytkowanie pałacu. Jeden będzie chciał rządzić, drugi przynosić znicze pod pomniki. Jeden rozumie Europę, drugi zna na pamięć cytaty z „Hubala”.

Ale oddajmy sprawiedliwość: Karol Nawrocki ma pewne atuty. Na przykład nie jest Andrzejem Dudą. To już jakiś postęp. Nie mówimy tu o wielkim skoku cywilizacyjnym, raczej o ewolucji z ameby do głonojada, ale zawsze to coś. Jest też szansa, że z czasem prezydent odkryje, do czego służy Konstytucja, kim był Stefan Starzyński i dlaczego nie warto cytować Ziemkiewicza w ONZ.

Na razie jednak mamy to, co zawsze: prezydenta wyhodowanego w laboratorium Nowogrodzkiej, karmionego patriotyzmem instant, podlewanego fobiami i nawożonego pomnikami. O jego sukcesach będzie decydował nie naród, nie historia, lecz humor wodza z żoliborza.

Koalicja rządząca? Trzymajcie się, bo teraz Pałac Prezydencki zamieni się w kolejną redakcję „Gazety Polskiej” z lepszym cateringiem. Ale wiedzcie, że jesteście ostatnim bastionem normalności, rozumu i europejskiego stylu – w kraju, gdzie prezydentem zostaje kibic historii z identyfikatorem IPN.

A dla nas, obywateli, pozostaje jedno: poczucie wstydu. Wstydu, że tak wiele dało się jeszcze zrobić, a zrobiono tak niewiele.

…Ale przynajmniej wiemy, że historia lubi się powtarzać. Najpierw jako tragedia, potem jako farsa. A potem jako Karol Nawrocki.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights