
W Bielejewie czas płynie jak syrop z tarniny – wolno, lepko i z lekkim posmakiem ironii. Wieczorami, gdy koguty przestają już udawać alarmy przeciwlotnicze, a sklep wiejski zamyka swe podwoje, zbiera się rada starszych. Miejsce – jak zwykle – stodoła Stacha, bo tam dach nie przecieka, a siano wygodniejsze niż fotele w Sejmie.
W kącie szumi radio na baterie, na stole ogórek kiszony, kaszanka i resztka śliwowicy. Obok siedzi Mietek, lokalny filozof praktyczny, co świat zwiedził i od tamtej pory już nigdzie nie jeździ. Broda jak Twardowski, rozum jak Montaigne i cierpliwość do głupoty polityków jak ksiądz do pustej tacy.
– No i co powiecie, że ten Nawrocki prezydentem został? – rzuca Stach i pluje pestką po śliwce. – Kiedyś to prezydenci mieli tytuły, a teraz… kastet i kawalerka.
Chłopy mruczą, kiwają głowami. Franek, co ma świnie i zbierany przez lata rozsądek, dodaje:
– Ten to by raczej pasował do roli selekcjonera reprezentacji kiboli, a nie ojca narodu.
Mietek zaciąga się z glinianej fajki i cedzi:
– Prezydent powinien mieć głowę do prawa, serce do ludzi i odrobinę godności. A ten nasz nowy ma co najwyżej znajomych z trybun i mieszkanie z IPN-u. Taki pan na miarę naszych czasów: z historią na kolanie i konstytucją jako podkładką pod bigos.

– I te jego przemówienia – wzdycha Waluś, pszczelarz. – Jakby czytał ulotkę z Orlenu. „Rodzina, historia, patriotyzm”, a między tymi hasłami pauzy na zaśmianie się z gejów, kobiet i liberałów.
– Tusk przynajmniej wie, gdzie leży Bruksela – dorzuca Heniek, sołtys. – A Żurek? On próbuje robić porządek. Jak co powie, to i ksiądz w konfesjonale przytakuje.
– A Ziobro? – pyta cicho Andrzej, co zwykle milczy, chyba że mowa o sąsiadce z chałupy numer 5.
– Ziobro się teraz bawi w chowanego z prokuraturą. Jak dzieciak, co zbił szybę i siedzi za świerkiem. Ale to drzewo już ma kamerę.
– A Duda? – rzuca ktoś z kąta.
– Duda to jak stary traktor: hałas robi, dymi, ale tylko ręczny działa. I światła nie jego, tylko Jarosława.
Cisza. Ktoś wzdycha. Ktoś beknie. I znów śmiech, jak dzwonienie starych wideł o beton.
Wtem wchodzi Romek od mleczarni, co zwykle o polityce nie rozmawia, bo „mu smak psuje”.
– Nawrocki? Do zarządu koła łowieckiego bardziej pasuje. Jeszcze trochę i w podręcznikach będzie, że Polska wygrała II wojnę światową… sama.
– Widzieliście ten jego spot z kastetem? – wtrąca Mietek. – Jak promocja na subkultury w Biedronce. „Kup dwa patriotyzmy, trzeci z pałą gratis.”
Zza snopków wychyla się Gieniu z Kozięcina:
– Jak kto głośno krzyczy o wartościach, to zaraz potem wprowadza się do apartamentu w pałacu. Jezus chodził boso, a Nawrocki lubi kafelki z podgrzewaniem.
Franek się nie hamuje:
– Nawrocki unika dziennikarzy. Moje kury bardziej otwarte. Jak co zapytasz, patrzy jak cielę na śnieg i mruczy: „To interpretacja lewacka”.
Heniek przynosi nową butelkę aronii z 2019:
– Był w Młodzieży Wszechpolskiej? Ja zbierałem znaczki z Gierkiem, ale żadnego z nich nie zrobiłem papieżem.
Mietek kiwa głową:
– Tusk zna NATO. Żurek? Twardy, konkretny. Jakby mógł, to Bąkiewicz biegałby z konstytucją zamiast pałki.
– A ci migranci z Gubina? – rzuca Zdzichu, co gazety czyta tylko w kolejce po chleb.
– Legenda. Kamery co innego, prokuratura co innego. Jakby oglądali Disney+, a nie monitoring.

Noc zapada. Cykady grają swoje, głowy ciężkie, ale serca lżejsze. Śliwowica krąży w krwiobiegu jak wspomnienie lepszego rządu.
Bo w Bielejewie polityka to nie religia i nie rozrywka. To jak pogoda na wykopkach – kapryśna, niepewna, ale trzeba ją znieść. Trzeba ją przekląć, przegadać, przetrawić.
I tylko Mietek, gasząc lampę, mruczy:
– Gdyby konstytucja miała twarz, to by się teraz schowała w stogu. Ale my, chłopy z pola, lepiej znamy suwerenność niż niejedna rada ministrów.
Stodoła zamknięta, rosa na zewnątrz, pierwsze ptaki nad dachami. Ale jedno wiadomo: za tydzień znów się spotkają.
Z nowymi wieściami, starym humorem i śliwowicą, co choć kopie, to przynajmniej nie kłamie.
Amen i do przyszłej soboty.

Dodaj komentarz