IDIOCI NADCIĄGAJĄ – ZAMKNIJ OKNA I WYŁĄCZ SEJM

Warszawa

Felieton narodowy, czyli kronika klownady z elementami tragifarsy

Nie wiadomo, czy to Polska jest krajem idiotów, czy może idioci są krajem i tylko przy okazji nazywa się to Polska. Rzeczy dzieją się tu w takim tempie i przy takiej dawce absurdu, że Kafka wymiękłby po trzech stronach.

Zacznijmy od Hołowni, czyli Mesjasza Środkowego Centrowania.

Marszałek Sejmu, który jeszcze wczoraj prowadził programy z papugami i debatował z Bogiem na wizji, dziś prowadzi naród przez dolinę łez. Najnowszy performance: „Przyszedł do mnie zamach stanu, ale powiedziałem mu: nie dziś, kolego, nie dziś”.

Chwalebne. Heroiczne. Tylko problem w tym, że nikt nie wie, kto dokładnie chciał ten zamach zrobić. Czy to był Donald? Czy Kosiniak? Czy może Miś Uszatek z Sejmu? Nikt nie wie, a Hołownia też nie powie, bo – jak oznajmił – wszystko wyjaśni „w pamiętnikach”. Czyli kiedyś, może, po śmierci, o ile nie zgubi hasła do OneDrive’a.

I teraz mamy sytuację, w której najwyższy rangą przedstawiciel władzy ustawodawczej w państwie Unii Europejskiej twierdzi, że rozważał obalenie ustroju, ale nie zrobił tego z moralnych powodów. Dajcie mu Nobla, Złotą Palmę i zakaz wypowiedzi do końca kadencji.

Na scenę wchodzi Michał Kamiński – Miś o bardzo dużym rozumku i jeszcze większym parciu na wpływ.

Misiek jest jak polityczny Gollum – zawsze gdzieś obok, zawsze coś knuje i zawsze mówi do siebie w trzeciej osobie. Raz był narodowcem, raz liberałem, potem konserwatystą, później europejczykiem, a teraz jest kimś, kto codziennie rano sprawdza, kto dziś rządzi i gdzie się trzeba przesiąść, żeby znów być ważnym.

Kamiński ma trzy pasje: politykę, politykę i robienie polityki tak, żeby zawsze wypaść na sprytnego, nawet jak się akurat zdradziło trzech koalicjantów, dwóch premierów i jedną małżonkę. Facet, który jakimś cudem z każdym liderem opozycji potrafi doprowadzić do kryzysu, a potem z jeszcze większym cudem z tego kryzysu wyjść… awansowany. To nie jest polityka. To czarna magia z elementami PRL-u.

Maciej Świrski, czyli człowiek, który nie uznaje rzeczywistości.

Gdyby istniało stanowisko „Minister do spraw Zaprzeczania Faktom”, Świrski byłby carem. Sejm go zawiesza, Trybunał Stanu puka do drzwi, a on z kamienną twarzą mówi: „Nie uznaję”. To nie jest obywatel, to jest pionek Matrixa, który jeszcze nie zauważył, że Neo przejął kontrolę nad systemem.

Właściwie Świrski to taki polski QAnon, tylko zamiast czapki z foli, nosi garnitur i udaje, że zarządza mediami. Jego kadencja w KRRiT była jak film Davida Lyncha: nikt nie rozumiał, co się dzieje, ale każdy czuł, że coś jest bardzo, bardzo nie tak.

Zbigniew Ziobro – duch zemsty i eks-mściciel, który nie wie, że już nie ma miecza.

Ziobro przypomina dziś bardziej lokalnego szeryfa z amerykańskiej dziury, który mimo że już dawno został odwołany, dalej chodzi z plakietką i grozi ludziom aresztem. Wypowiada się o zamachach stanu, jakby to on był ich ofiarą, mimo że przez lata sam prowadził prywatne krucjaty przy użyciu Prokuratury, jakby była jego szufladą na papiery.

Zgroza polega na tym, że nadal ma wrażenie, że coś znaczy. To tak, jakby kelner z baru mlecznego próbował zarządzać kuchnią w pięciogwiazdkowym hotelu – i jeszcze się obrażał, że nikt go nie słucha.

Na deser Karol Nawrocki – czyli Andrzej Duda 2.0, tylko z aktualnym oprogramowaniem.

Nowy prezydent, który nic nie powiedział, nic nie zrobił, a już mu ufa prawie połowa kraju. Czyli klasyczna zasada polskiej polityki: im mniej robisz, tym bardziej cię kochają. Nawrocki wygląda jak człowiek, który jeszcze nie wie, że został prezydentem. Ale może to dobrze. Może jak się nie zorientuje, to też nie będzie przeszkadzał.

A gdzieś z tyłu… Donald Tusk.

Stoi, patrzy, rekonstruuje. Trochę jak hydraulik, który próbuje załatać rurę, z której nie cieknie już woda, tylko benzyna, a ktoś mu cały czas podaje zapałki. Premier, który wygrał wybory, żeby przegrać prezydenturę, i teraz udaje, że to wszystko było częścią planu. Zmienia rząd, przestawia figury, ale szachownica dalej w ogniu.


Podsumowanie dla opornych:

Polska polityka 2025 to nie scena. To escape room bez wyjścia, gdzie wszyscy klucze mają Maciej Świrski, ale nie chce ich oddać, bo „nie uznaje tej zabawy”. A reszta idiotów woli szukać kodu w pamiętnikach Hołowni.

Kto przetrwa?

Karaluchy i Miś Kamiński. I być może ty, jeśli odstawisz telewizor, zablokujesz Twittera i nauczysz się rozpoznawać memy od rzeczywistości.

I tyle. Możesz sobie to wydrukować i oprawić. Albo schować do szuflady. Obok dowodu osobistego i resztek złudzeń.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights